Cierpienia zwierząt: Hodowca z Kłobucka straci 20 koni, jeśli nie posprząta stajni
Właściciel ponad 20 koni z Kłobucka dostał więcej czasu na poprawienie warunków, w których są hodowane. Powiatowy lekarz weterynarii w Kłobucku wyznaczył na to dwa tygodnie. Właściciel wystąpił jednak o przedłużenie terminu. Ostatecznie mija on pod koniec maja. O zaniedbanych, chudych i tonących w gnoju koniach redakcja "Gazety Wyborczej" napisała już w kwietniu. "Gazeta" wspólnie z częstochowskim oddziałem Fundacji "For Animals" zaalarmowała o dramatycznej sytuacji w kłobuckim gospodarstwie p.o. powiatowego lekarza weterynarii Andrzeja Sosnowskiego. Na miejscu stwierdził, że konie są zaniedbane, ale ich stan nie jest najgorszy. Natychmiastowej interwencji wymagały jednak - zdaniem lekarza - warunki przetrzymywania zwierząt.
Sterczące druty
Stajnie i podwórze tonęły w oborniku, wszędzie leżało mnóstwo żelaznych rupieci, z których sterczały druty. Konie nie miały stałego dostępu do paszy. Sosnowski zalecił usunąć cały obornik z podwórza i stajni, pozbyć się drewnianych i metalowych elementów ze stajni, by stworzyć jedną dużą przestrzeń, zamontować żłoby, wyłożyć stajnię ściółką, a podwórze osuszyć i utwardzić. Właściciel miał też wyczyścić konie. Jeśli nie zastosuje się do zaleceń, grozi mu odebranie zwierząt.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
Wysłano dnia 20-05-2008 przez Gazeta Wyborcza
Oceny artykułu
W chwili obecnej trwają pracę związane z przenoszeniem serwisu na nowy serwer.
Portal działa w trybie tylko do odczytu.
Wszelkie zmiany (napisane posty, dodane zdjęcia, etc.) wprowadzone od godziny 20.30 dn. 13 listopada br. do czasu zakończenia prac zostaną utracone.
Dziękujemy za wyrozumiałość i zapraszamy jutro!
Błędy proszę zgłaszać na adres biuro@qnwortal.com.
Tak się akurat składa, że jestem z Kłobucka, byłem w tej stajni i widziałem co się dzieje. To co tu napisali to jeszcze nic...
Konie w stajni są rasy nieznanej, chociaż właściciel uważa, że jeden z nich to czystej krwi arab. Przed osiodłaniem nie czyści ich nawet pod popręgiem, konie są poobdzierane ze wszystkich stron.
Owszem, właściciel zastosował się do zaleceń inspektora i posprzątał całe żelastwo z padoku. Teraz wygląda to tak, że cała kupa żelaza stoi na samym jego środku i jest owinięta dookoła biało-czerwoną taśmą. Część gnoju została wywieziona, ale mimo wszystko nadal nie jest tam czysto.
Konie są zaniedbane, wychudzone, że już o ich psychice nie wspomnę. Boksy to zwykłe pustakowe baraki, w których prawie nie ma światła, a większość koni całe życie spędza na dworze. Boją się ludzi, nie dają się złapać, ani wyprowadzać, wściekają się, gdy ktoś je dosiada (a przede wszystkim nie są nawet poprawnie zajeżdżone).
Właściciel tłumaczy się, że nie ma pieniędzy na utrzymanie zwierząt, więc pojawia się pytanie - po co je sprowadzał skoro wiedział, że go na to nie stać?