Społeczność jeździecka czeka na Ciebie

Już dziś dołącz do internetowej społeczności jeździeckiej skupiającej pasjonatów i profesjonalistów hippiki.


  • Skupiamy 15 tysięcy Koniarzy
  • Ponad 750 wartościowych artykułów
  • Ponad 500 tysięcy zdjęć
  • Ciekawe dyskusje
  • Ludzie pełni pasji
  • Fotorelacje z zawodów
  • Rozbudowana baza rodowodowa
  • Giełda koni i ogłoszenia

Zostań członkiem społeczności

* powyższe proste pytanie ma na celu
ochronę przed automatami spamującymi

Masz już swój profil?


Korzystanie z serwisu jest darmowe. Pełny dostęp uzyskasz po zarejestrowaniu się.
Dołączenie do nas nie zajmie więcej niż 30 sekund.

Twoje konto



Wasza opinia

Koń na którym jeżdżę






Głosy: 541 Opinie: 1



Wyścigi konne: Dzień po Wielkiej Warszawskiej w stajni trenera Siwonii

Tor Wyścigów Konnych Służewiec Poniedziałek, 28 września 2009 roku, na pierwszy rzut oka nie różnił się wiele od większości poniedziałków na terenie stajni przy warszawskim torze na Służewcu. Stosunkowo mały ruch i wolne kenterki koni na torze roboczym, nie mogły zdradzić niewtajemniczonym, że wczoraj odbył się najważniejszy wyścig sezonu – Wielka Warszawska. Tylko nad jedną ze stajni dumnie powiewała żółto-czerwona flaga, którą każdy trener chciałby móc wywiesić nad własną.

Na jej drzwiach wisiała derka oraz szarfa w barwach Warszawy. Przed ową stajnią konie jak co dzień chodziły w maszynie do stępowania. Pracownicy stajni krzątali się radośnie podśpiewując i żartując sobie wraz z trenerem Józefem Siwonią. Atmosfera była radosna, a do stajni co chwilę zbliżały się grupki przyjaciół, znajomych, pracowników innych stajni oraz fanów, którzy składali gratulacje ekipie opiekującej się zwycięzcą Wielkiej Warszawskiej, dzielnym kasztanem Hipolinerem.

- Od rana przychodzą do nas delegacje ludzi, którzy wierzyli w sukces Hipolinera i kibicowali mu z całych sił – mówił zadowolony Józef Siwonia. - Ogier dostaje masę owoców, cukru i innych smakołyków. Hipoliner już zdążył wytarzać się w swojej ulubionej górze piachu, a teraz wypoczywa w boksie i  oczekuje kolejnych gości. Konie, które nie biegały w tym tygodniu trenują oczywiście normalnie, ale roboty w poniedziałki nie ma aż tak wiele. Jest to dzień, w którym wracają przeżycia z weekendu i opadają emocje, ale dziś mamy co wspominać – podkreślił trener.

- Oczywiście nie ma mowy o całkowicie wolnym dniu, bo sezon jeszcze trwa – oznajmił po skończonej porannej pracy dżokej Anton Turgaev. – Miałem kilka przejażdżek, bo przyszedłem tylko ja i jedna amatorka. Po zwycięstwie w Wielkiej Warszawskiej nabrałem nowych sił i chęci do trenowania. Teraz czuję, że ciężka praca nie idzie na marne. Czasami na efekty trzeba czekać długo, czasami krócej, ale zawsze warto. Jest to koń problematyczny, lecz ma mocny charakter, dlatego doskonale się rozumiemy. To bardzo ważne, lecz równie istotna, moim zdaniem, jest wiara. Wiara we własne umiejętności, a przede wszystkim w możliwości konia. Ja wierzę w każdego konia, którego dosiadam – kończy młody dżokej.

O godz. 12 pracownicy rozeszli się do domów na odpoczynek i obiad, by przed 17 ponownie pojawić się w stajni. W poniedziałek jako pierwszy z boksów wyprowadzany był Green Maestro. Ośmiolatek na lince wyszedł na padok, a  następnie został puszczony luzem, aby mógł się wyhasać. Zupełnie nie widać było po nim, że w niedzielę stoczył heroiczny, nieznacznie przegrany bój z Nick of Memory o drugie miejsce w biegu o Nagrodę Mosznej. Dystans 1600 m w niedzielę pokonał w bardzo dobrym czasie, ale dzień po był już świeży i radosny. Pierwszą czynnością, jaką wykonał 8-letni „Majsterek” było wytarzanie się w górze piasku. Następnie, wałach pokonał szybkim galopem kilkadziesiąt metrów na padoku, by przystanąć w jednym z narożników i poskubać trawę. Na dźwięk nawoływań trenera podszedł do niego, dał się pogłaskać. Potem zrobił jeszcze kilka radosnych podskoków i zwabiony jabłkiem przez córkę trenera, Patrycję, został zaprowadzony z powrotem do stajni.

Chwilę potem na padok wyszedł główny bohater Wielkiej Jesiennej Gali, Hipoliner.

- „Hipcio” czuje się tak, jakby wcale wczoraj nie biegał – stwierdził trener Siwonia - Jest radosny i tryska energią, co zresztą widać.

Rzeczywiście, Hipoliner najpierw wytarzał się w piachu, a następnie przegalopował z uniesionym ogonem kilka okrążeń dookoła maszyny do stępowania. W pewnym momencie przystanął przy barierce i bacznie rozejrzał się w poszukiwaniu rywali.

Widać było wyraźnie, że wie czego dokonał i jest z siebie dumny.

Autor: Piechur, źródło: TorSłużewiec.pl

Wysłano dnia 29-09-2009 przez Tor Służewiec
 


Ciekawy artykuł?




Oceny artykułu


Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.
Czy chcesz być pierwszy?

Twoja ocena:






Głosy: 0


Twój komentarz do tekstu Wyścigi konne: Dzień po Wielkiej Warszawskiej w stajni trenera Siwonii Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować
© 2003 - 2011, qnwortal.com