Hodowla: Tragiczna sytuacja Stada Ogierów w Bogusławicach
Nic teraz nie czuję, rzadko tu jestem, nie chcę się denerwować. Dziś mam swoje problemy - mówi szybko Paweł Andrzejewski, były koniuszy Stada Ogierów w Bogusławicach i czołowy powożący Bogusławickiego Klubu Jeździeckiego. W ośrodku praktycznie się wychował, potem przepracował tu 20 lat, po czym dostał wilczy bilet. Licząc razem z nim, placówka w ciągu niespełna roku pożegnała się z 9 pracownikami. Dziś zostało ich 18. Tylko tylu lub - patrząc z perspektywy chudego budżetu Stada - aż tylu. Powód zwolnień wiązał się z pogarszającą się sytuacją finansową spółki, która dziś jest dramatyczna. Do 2007 roku Stado Ogierów w Bogusławicach było na garnuszku Agencji Nieruchomości Rynku Rolnego. Po czterech latach od zmiany właściciela (dziś jest nim Ministerstwa Skarbu Państwa) i na progu prywatyzacji ośrodek ma prawie 1,5 mln złotych długu. Wierzycieli jest trzech - Urząd Skarbowy, ZUS, Urząd Gminy w Wolborzu.
Półtora roku temu, w momencie zwolnienia, wierzycielem stada był i Andrzejewski. Ze względu na pustki w kasie pensje wypłacane były z opóźnieniem. Dziś jest podobnie, np. końcówki październikowej pensji nieliczni już pracownicy Stada otrzymali pod choinkę. Swojego uposażenia nie pobiera jednak też prezes zarządu upadającej spółki.
- Tak, nie pobieram - potwierdza niechętnie Tadeusz Głoskowski, dodając, że jest w tej dobrej sytuacji, że pod tym względem odpowiada sam przed sobą.
Sam również bierze odpowiedzialność za to, co dziś dzieje się ze Stadem, którym kierował przez ostatnie 16 lat. A dobrze się nie dzieje, bo oprócz kiepskiego stanu części budynków, komornika na głowie, spółka od półtora roku nie wie, co się z nią stanie...
Scenariusze są dwa. Pierwszy to prywatyzacja, czyli sprzedaż spółki, do której - według harmonogramu ministerstwa, obecnego właściciela - powinno dojść jeszcze w pierwszym kwartale tego roku.
Na razie w Bogusławicach pracuje firma sporządzająca wycenę, czyli ,"analizy przedprywatyzacyjne". Mają być gotowe do końca stycznia, a potem, na przełomie lutego i marca ministerstwo ogłosi licytację spółki w Bogusławicach.
Druga opcja, to komunalizacja Stada, czyli przejęcie jego majątku przez zarząd województwa łódzkiego. Zamiar i wolę przejęcia Głoskowski słyszy od dawna, ale jak na razie na tym się kończy, przynajmniej dla niego.
- Ja bym wolał to rozwiązanie, swojego czasu nawet bardzo się zaangażowałem w jego realizację, ale wydaje mi się, że jednak spełni się drugi scenariusz... - przyznaje z goryczą.
Jego nadzieje rosły od 2009 roku, kiedy ogłoszeniem woli przejęcia Stada marszałek województwa odsunął w czasie hasło prywatyzacji spółki. Już wtedy stado cienko przędło.
- Problemy pojawiły się w 2007 roku, gdy Agencja Nieruchomości Rynku Rolnego przekazała nas ministerstwu - przypomina Głoskowski. Wtedy Stado straciło w zasadzie główne źródło utrzymania, a na pewno sponsora inwestycji w spółce, których potrzeba rosła z każdym rokiem.
- Jako spółka ze 100-procentowym udziałem Skarbu Państwa nie mogliśmy starać się o dotacje - dodaje Głoskowski.
A bez nich Stado musiało utrzymać się tylko z własnych dochodów. Na te, tak jak i dziś, składały się m.in. wynajem stajni dla prywatnych koni, zakład treningowy, krycie klaczy oraz usługi rekreacyjne, m.in. nauka jazdy konnej czy organizacja kuligów, ognisk.
- W dobrych miesiącach starcza - zapewnia Głoskowski, przyznając jednak, że ten styczeń pod względem ostatniego, niebagatelnego składnika dochodów, będzie kiepski.
Deklaracja o przejęciu ze strony urzędu marszałkowskiego, który wtedy myślał o utworzeniu Łódzkiego Szlaku Konnego, była jak manna z nieba. Pomysł, według którego bogusławicki majątek z jego doświadczeniem i ogierami miałby być zapleczem dla szlaku, miał wielu ambasadorów - od Włodzimierza Fisiaka i "koniary", za jaką uważana jest Elżbieta Hibner, członek byłego zarządu województwa, przez m.in. Annę Mizgalską-Dąbrowską, wolborską radną w sejmiku.
Zachęcony takim scenariuszem Głoskowski, widząc perspektywy dla Stada, zainwestował, m.in. w remont pałacyku i zaczął... robić długi. Najpierw zaległości były niewinne, potem się nawarstwiły. Cały czas, jak podkreśla, wierzył, że od przejęcia, czyli finansowego wybawienia, dzieli go krok.
Wysłano dnia 18-01-2011 przez Karolina Wojna
Oceny artykułu
Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.
Czy chcesz być pierwszy?
W chwili obecnej trwają pracę związane z przenoszeniem serwisu na nowy serwer.
Portal działa w trybie tylko do odczytu.
Wszelkie zmiany (napisane posty, dodane zdjęcia, etc.) wprowadzone od godziny 20.30 dn. 13 listopada br. do czasu zakończenia prac zostaną utracone.
Dziękujemy za wyrozumiałość i zapraszamy jutro!
Błędy proszę zgłaszać na adres biuro@qnwortal.com.
Czy licytacja w końcu się odbyła (poza tymi dwoma sprzedanymi ogierami), moja znajoma coś wspominała że mieli ich sporo "wyprzedawać", a ceny od których miały zaczynać się licytacje nie były wysokie jak na jakoś koni. Moje drugie pytanie (z ciekawości) czy p.Tadeusz Głoskowski to rodzina skoczka Andrzeja Głoskowskiego? Przykro, że tracimy kolejne stado, coraz mniej ich zostaje. Mi się wydaję że główną przyczyną oprócz braku pieniędzy jest właśnie brak gospodarności ludzi, nie wiem z czego ona wynika- z niewiedzy, braku czasu, chęci, rozrzutności, pośpiechu, czy po prostu pech prześladuje Polski światek jeździecki? To pewnie temat na dłuższe rozmowy, interesuje mnie to, bo nie mam styczności z dużymi instytucjami (jak stada ogierów czy jakieś większe stadniny)