| Lullaby |
Chęci jeźdźca a temperament konia
» Pią Mar 23, 2007 12:17   |

Koniuszy
Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 561
Skąd: południowa Polska
Status: Offline
|
W westernie jeżdze niedługo, uczyłam sie jak więkoszość z nas w angielksim siodle i z toczkiem na głowie. Nie byłam na żadnym kursie westernowym, mój obecny (od 2 lat) trener jeździ w tym stylu, ale technicznie mało to przekonywujące. Mi samej wiele brakuje, ale dużo na ten temat wiem, znam paru zawodowych westernowców, którzy służyli mi nieraz pomocą.Mój koń był ujeżdzany w angielskim siodle i na napiętej wodzy przeszedł tez przez pierwszy rok znajomosci z siodłem. Wałach na temperament, trudno sobie z nim radzić. Do siodła westernowego szybko sie przyzwyczaił, luźne wodze zaczęły mu odpowiadać, a łydka posłużyła za drogowskaz.
Na ogrodzonym placu wszytsko pięknie ładnie, stęp z dosiadu, kłus z dosiadu, w galopie "ucieka mi" więc pomagam sobie wodzami. Wszytsko super przez pierwsze pół godziny. Po spożytkowaniu przez konia nadmiaru energii - kierunek stajnia. Ja chcąc nie chcąc muszę szarpnać za wodze, bo na prawde nic innego nie docera. I gdzie tu współpraca westernowa?
Inny przykład. Teren, już sie przyzwyczaiłam, że kiedy jade pierwsza to każda możliwość ucieczki za drugiego konia jest wykorzystywana, Łącznie z zatrzymywaniem sie i cofaniem. No więc ustępuje, żeby nie było kopaniny. Ale jeśli już jesteśmy pierwsi, przypuśćmy jest prosta druga, wolny galop na luźnych wodzach, a zwierze nagle robi w lewo zwrot i galopem w las. Albo standardowo jakąś znaną drogą - kierunek stajnia. I mogę wtedy przenosić ciężar ciała, moge dociskać łydkę wskazując kierunek. Brak reakcji. Szarpnięcie za wodze i koniec współpracy...
Fakt, koń był od początku histerycznie płochliwy i pół roku zajęło mi przekonywanie go do wejścia do jeziorka stojąc po kolana w wodzie. O przeskakiwaniu rowów czy przeszkód nie wspominam, nawet jeśli są znane. Boczy sie i domaga, by ktoś przeszedł przed nim. Zaufanie do mnie ma, prowadzony za wodze przeskoczy wszytsko ze stoickim spokojem. Ale ile można stać nad jednym 20 centymetrowym rowem, dociskając łydkę i starając sie utrzymać zawracającego galopem konia na miejscu. Zebranie wodzy i koniec westrenu...
Jedziemy z grupą. Prowadzi jakiś znajomy, wszytskie konie znają sie od dawna. Zrobiony zastęp, bo ścieżka wąska. Galop. A mój koń rwie do przodu, nie przejmując sie moim "Hola" i przechylaniem sie na tylny łęk siodła. Wyprzedziwszy wszytskie konie, sprawia wrażenie ze lada chwila wejdzie na zad prowadzącego. Proponuje mu zeby przyspieszył i go wyminął, skoro tak bardzo zależy mu na przestrzeni. Ale koń automatycznie zwalnia, zapiera sie i ani myśli. Będzie tak biegł przyklejony dopóki: a) tamtem go nie kopnie, b) nie szarpnę go za wodze. I koniec westernu...
Takich sytuacji mogę podawać wiele. Zastanawiam sie czy wszyscy kowboje jeżdżący na luźnych wodzach tak dobrze dogadują sie z końmi. Czy wszytskie konie są odważne i chętne do pracy. Czy żaden sie nie buntuje a jeśli nawet to czy uspokaja sie po jednym dotknięciu łydki? Czy dostojne AQH pod jeźdźcami w skórze nigdy nie ponoszą? Nigdy nie zrywają sie za innym koniem? Co dzieli te konie które odwierają pysk, by przyjąć wędzidło i te które wyciągając głowe go góry proszą, by dać im spokój? Wiem, że żaden koń nie prosił by go ujeżdżać, ale skoro już sie stało to jak pozowlić wierzchowcom sie z tym pogodzić? Wiecej - czerpać przyjemność ze wspołpracy z człowiekiem.
Z pozdrowieniami.
|
» Wysłany: Pią Mar 23, 2007 12:17
|