| Carunia |
» Pon Gru 10, 2007 19:57     |

Koniuszy
Dołączył: 13 Lip 2007
Posty: 544
Skąd: Kraków
Status: Offline
|
dobra to jeszcze raz...
Jest osoba jeden (pomocnik) i osoba 2 (ćwiczący). Potrzebne są nam dwa drągi, lekkie ale mocne, żeby można było na nich stanąć. Pomocnik bierze drągi "pod pachę" jeden z jednej, a drugi z drugiej strony. Ćwiczący staje w połowie drągów, które są trzymane tak, że opierane na nich stopy, mają być tak, jak w strzemionach. Pomocnik porusza drągami powoli w górę i w dół, tak jak kołysze się grzbiet konia w galopie. Ćwiczący przybiera pozycję półsiadu (nie zapominając o tym, że barki nie mogą wychodzić za linię kolan) i układa ręce, jakby trzymał wodze. Później pomocnik podnosi drągi wyżej (faza odskoku) i opuszcza (faza lądowania). W tym czesie ćwiczący rozluźnia się i pozwala, aby podnoszone drągi podnisły jego nogi ku górze (bo skok polega na tym że to nogi nad do góry podjeżdżają, a nie my wychodzimy do góry z kolan), a później pozwala im opaść i oddaje "wodzę".
To jest taka symulacja skoku i można wszystko powoli przeprowadzić i każdą fazę powtórzyć, rozłożyć na czynniki pierwsze i omówić motorykę ruchu. I jak się spadnie to będzie do ziemi 30cm, a nie 150cm, i nie robimy krzywdy koniowi.
Mam nadzieję, że bardziej jasne, a jak nie to będziecie musieli poczekać na zdjęcia do przyszłego weekendu najprawdopodobniej.
edit:
trochę za dużo słówka "tak" ale jakoś tak wyszło
"tacy sami, a tak różni- ja jestem człowiekem, ty aniołem..."
|
» Wysłany: Pon Gru 10, 2007 19:57
|