| Momo |
» Wto Gru 13, 2005 21:06     |

Koniuszy
Dołączył: 04 Lis 2005
Pochwał: 1 Posty: 635
Skąd: Warszawa
Status: Offline
|
Ja myślę, że obie dziewczyny mają trochę racji, ale i obie ciut przesadzają.
Co do tego czy wykastrowany ogier czuje się gorzej to trudno określi - zwłaszcza, że ani ja, ani inni w tym temacie nie mają klejnotów. Na własne oczy widziałam jak wałachy kryły (na szczęście bez skutku) grzejące się klacze (jeden wykastrowany w wieku 2, a drugi w wieku 4 lat) oraz na własne oczy widziałam jak ogier obojętnie się gapił na grzejącą kobyłe. Zawsze mi mówiono i wydawało mi się to logiczne, że wałachy nie wiedzą, że są... wybrakowane. Niby skąd mają to wiedzieć. A poza tym to nie wiemy czy konie myślą w rozumianym przez nas tego słowa znaczeniu... i nie wiadomo czy kiedykolwiek sie tego dowiemy.
Klacz mojej koleżnaki została pokryta w nocy w boksie!!! A była to kobyła, która miała startować w ogólnopolskich zawodach i była przygotowana do sezonu niemal na ostatni guzik... Ogier bez licencji - więc po co takiego ogiera było komuś trzymać??? Rok na marne, a źrebak bez papierów. A co ze źrebakiem zrobiła nie wiem, bo się przeprowadziłam.
Znałam ogiera, który krył przez kilka lat prywatne klacze. Nie jeździłam na nim, ale słyszałam, że nie był aniołkiem. Ogierem do czasu kiedy rzucił się na właściciela. (z opowieści wynikało, że zrobił to bardzo drastycznie, ale ludzie lubią koloryzować). Ok. 10-letni ogier został wykastrowany i nic się nie stało. Wałach przybrał na wadze i zaczął ładnie wyglądać. Dziewczyna, która na nim jeździła mówiła, że o wiele lepiej się z nim pracuje po kastracji.
Ale żebym nie była stronnicza. Mój tata wykastrował swojego ogiera gdy ten miał 8 lat. Pokrył kilka klaczy (jedną przypadkowo i piękny koń z tego wyszedł (matka młp, ojciec zimnokrwisty bez papierów), tata ma go do dzisiaj i jest to jego najlepszy koń). Wet go wykastrował, ale konik już się nie obudził. Ale tu ewidentny błąd lekarza chociaż dokładnie nie wiem, bo tylko z opowieści to słyszałam.
Ale nie wiem czy wiecie, że zdarza się, że kobiety umierają przy porodzie mimo, że rodzą w szpitalu. Jeszcze częściej przy porodzie cierpi dziecko. Gdyby tym kierowały się kobiety nasz gatunek wyginąłby. Może to dziwny przykład, ale teraz tylko to przychodzi mi do głowy.
PS. Ja nikogo nie chce obrażać, każdy ma swoje teorie i nie zabraniam mu ich mieć. Ja tylko dziele się swoimi ubogimy "doświadczeniami".
|
» Wysłany: Wto Gru 13, 2005 21:06
|