| carla |
» Czw Gru 11, 2008 22:57   |

Pomocnik Stajennego
Dołączył: 20 Wrz 2008
Pochwał: 2 Posty: 185
Skąd: lubelskie
Status: Offline
|
Cytat
Tak - bo jak wie się że ma się konia, który podaje nogę tylko nam, to trzeba go oswajać z obcymi, prosić jak największą ilosć osób żeby próbowały podnieść mu nogę i przytrzymać, choćby na chwilę, żeby koę się oswajał! Należy go tego uczyć.
Masz rację, tylko pytanie skąd takich ludzi wziąć . Dwóch, trzech to może by sie i znalazło (niestety nie wszyscy mieszkają w kręgu gdzie roi się od koniarzy - u mnie najbliższy mieszka prawie 7 km (na dodatek jest już w podeszłym wieku) , a kolejny 15 km) - chociaż do mojego konia , nikt obcy nie podejdzie , bo na samo szczurzenie sie wszyscy biorą d...... w troki . .
Są tacy, którzy koni sie nie boja i np ten gość o którym pisałam wcześniej, mógły po wsi biegać z koniem i prosic , tego i tamtego hej kolego podnieś mu noge , tylko, że takie cos to jest zwyczajne narażanie ludzi - i jeśli ktoś nie chce nie będzie sie go zmuszać.
A są tacy, którzy - sama bym nie chciała , żeby do mojego konia podchodzili.
A kowal ucząc sie tego zawodu , przyjmuje na siebie ryzyko kontuzji i trudności związanych z tym zawodem - musi sie z tym liczyć - ja oczywiście wszystko rozumiem , że to jest trudny zawód bo sama rozczyszczam , ale w końcu ktoś się po cos na niego decyduje . I gdyby każdy nauczył sie robic swoje konie sam - to niestety nie mial by z czego żyć. Także fajnie by było gdyby wszyscy sie postarali byc tacy jak kowal Jaśminy , bo to chyba w końcu jego interes.
Ja nie znam wszystkich kowali w Polsce, ale - mam chyba strasznego pecha- bo znam tylko takich , którzy nimi byc nie powinni.
np. mój Kajtek na codzień jest przyzwyczajony tylko do domowników, z obcymi nie ma do czynienia, ale takie podejście - jak zapoznanie się z nim , zapytanie jak ma na imie by mówić do niego po imieniu - bo po to je w końcu ma , a wbrew pozorom nie trwa 3 dni tylko 5 minut - załatwiłoby sprawe na całe werkowanie. Wystarczy , że zapozna sie z głosem i zamiarami obcego i to naprawde działa.
Konie to nie ludozabijaki - po prostu wystarczy odrobinę dobrej woli i miłosci do tych zwierząt.
Jest jeszcze jedna sprawa - kradzieże koni . kiedy wysoko prosperowała rzeźnia koni w Jaśle - to na południowym wschodzie była plaga kradzieży .
Szczerze mówiac - nie chciałabym przyzwyczajać konia do każdego napotkanego człowieka , żeby koń póxniej nie zdawał sobie sprawy z tego kto jest jego właścicielem , przywódcą, a w końcu przyjacielem. I poszedł wszędzie i za każdym jak za swoim.
Przyzwyczajanie koni , do jak największej liczby osób to jest samobójstwo w razie takiego zdarzenia . A skradzionego konia juz nie znajdziesz.
Człowiek udowadnia swą wyższość nad naturą deptaniem jej praw.
|
» Wysłany: Czw Gru 11, 2008 22:57
|