| grafitowa |
» Sob Wrz 26, 2009 16:52     |

Adept Jeździecki
Dołączył: 06 Sie 2008
Posty: 68
Status: Offline
|
Wypadków widziałam co niemiara.
Koń stratował moją mamę do dziś nie może przełamać lęku do koni.
Ale nie o tym chciałam napisać.
Chciałabym właśnie opisać chwilę tak wspaniałą dla mnie i której z pewnością do końca życia nie zapomnę.
Chwila, w której zrozumiałam, że koń mi ufa i ja jej też mogę zaufać.
Chodzi o to, że moja Graffiti w terenach ponosi. Karygodnie ponosi. Bez różnicy wybiegana czy tydzień stoi zawsze jest tak samo. Pracujemy nad tym, galopować daje jej tylko na długich prostych gdzie wiem, że nie muszę nagle jej zatrzymywać, bo coś będzie przeszkodą. Poza tym przed tym wydarzeniem jeszcze strasznie się płoszyła co było dodatkowym pretekstem do poniesienia. Dziś już tego nie robi.
Dlaczego? Bo zaczęłyśmy dużo jeździć bez wędzidła na placu, koń zaczął się skupiać na tym kto na nim siedzi, a nie na tym co kto mu robi w pysku.
Ponosi też już dużo mniej i dużo łatwiej znów złapałać nad nią kontrolę.
A cała sytuacja wyglądała tak:
Byłam na miesiąc na wakacje z Graffiti w stajni u mojego dziadka. Chodziła na pastwisko z całym stadem (13 innych koni) w tym dwa były całkiem nowe, no i jedna z nowych klaczy nic nie robiła sobie z ogrodzeń.
Któregoś dnia wpada do domu dziadek krzycząc, że konie uciekły. Złapałam tylko za kantar mojej Graff i pojechaliśmy ich szukać. Znaleźliśmy je na jakimś przydrożnym polu. Problem polegał na tym, że tylko dwa konie miały kantary i nie chciały się nawet dać złapać. Za to moja klacz przyszła do mnie założyłam jej kantar, który zabrałam z domu i mogłam ją prowadzić. Wtedy reszta stada wyleciała na ulicę, spłoszyły się motoru i leciały z powrotem do stajni. Tylko, że przebiegły drogę do domu i leciały do głównej wsi w tamtej okolicy.
Przyjechała policja i zatrzymała ruch, a mój dziadek przypiął mi jakąś lonżę do kantara, policjantka wrzuciła mnie na Graffiti i zaczęłam gonić stado. W końcu je wyprzedziłam i skręciłam w leśną drogę.
Wszystkie konie skręciły za mną i tak lasem doprowadziłam je do stajni ;d
Okazało się, że moja kobyłka w chwilach, gdy musi się zachować odpowiednio potrafi. Całą drogę miałam nad nią panowanie i od tego dnia normalnie czuję, że nasza praca weszła na odpowiedni tor
PS. ale się rozpisałam
The smile on your face
Let´s me know that you need me..
|
» Wysłany: Sob Wrz 26, 2009 16:52
|