| breakaway |
» Pią Kwi 04, 2008 15:59     |

Koniuszy
Dołączył: 19 Mar 2007
Ostrzeżeń: 1 Posty: 415
Status: Offline
|
buschmenka, ja akurat na p. Orłosia nie trafiłam. Udało mi się popatrzeć na treningi z Robertem i Sławkiem.
Co do dosiadu skokowego, u mnie nic . Ustawiali malutkiego krzyżaczka, gdzie ja nie potrafiłam na tym koniu galopować i takie tam i koń sam skakał, z kłusa, ja tyle co na nim siedziałam. Nie mówili nic o półsiadzie, ręce, o dosiadzie przed skokiem, o lądowaniu. Dostałam jedynie opiernicz, że łapię konia za pysk, kiedy w sumie wcześniej nigdy nic nie skakałam. Nie miałam równowagi na przeszkodzie i nie słyszałam nic na temat wyjścia do półsiadu, jak to ma wyglądać i takie tam. Dodam, że mam problem z półsiadem w galopie czy kłusie. Potem jakoś się wyrobiłam, początkowo przy utracie równowagi łapiąc się szyi, potem przy skokach z Robertem już złapałam równowagę. Myślę, że w sumie nie powinnam skakać, a pracować nad równowagą, dosiadem, poprawnym użyciem pomocy itd. Koleżanka, która ze mną była ma inne spojrzenie na to, bo jej np nie uczono jeździć jedynie na ręce. Ja wszystkie volty i ósemki jeździłam jedynie na zewnętrznej wodzy, nic z dosiadu. Uczyłam się też ustępowań. Nie wychodziło dłuższy czas, bo i ja się spinałam. Potem powoli było lepiej, na łopatkach totalna klapa. Były ku temu pewne powody, lecz nie będę pisać na ogólnym forum. Mogę odpowiedzieć na pytania przez pw. Myślę, że zgrupowanie jest jednak dla osób jako tako jeżdżących, z równowagą, wypracowanymi pomocami i umiejących coś tam skoczyć. Na jeździe obowiązkowo bat lub ostrogi, dopiero na kucu nie kazano mi mieć bata. Do mnie po prostu nie miano cierpliwości. Ja potrzebuję może więcej czasu na załapanie pewnych elementów i przede wszystkim spokoju. Zważając na to, że od początku jeżdżę sama, a jeżdżę raptem 3 lata, było mi dodatkowo źle, gdyż nigdy nie jeździłam na koniach, które odpowiadają na dane pomoce. Jak już pisałam, na pytania chętnie odpowiem na pw.
nic nie trwa wiecznie...
|
» Wysłany: Pią Kwi 04, 2008 15:59
|