
Redaktor Naczelna
Dołączył: 29 Sty 2005
Pochwał: 2 Posty: 9359
Skąd: brać na piwo?
Status: Offline
|
Alixon napisał(a):
Pamiętam jeszcze pewną dziewczynkę która przyjeżdzała z mamą. Dziecko panicznie się bało koni , nawet jak koń zarżał to panika. Jednak ambicje rodziców są wieksze..
Oj, też miałam taką jedna...najgorsze jest to że jak mówiłam rodzicom że mała się boi dosłownie wszystkiego i nie jestem w stanie niczego jej uczyć, bo gdy tylko chcę by zakłusowała to już są łzy w oczach, to odpowiadali, ze zdają sobie z tego sprawę, ale ona sama bardzo chce przyjezdzać...jakoś w głowie mi się to nie mogło pomieścić. Dodatkowo mała zaczynała jeździć u mnie razem z koleżanką, która okazała się bardzo odważna i utalentowana a na dodatek przyjeżdzała częściej, więc ciągle były pytania typu " A S. to już galopowała?", "a S. skakała już?" Ze wstydem przyznaję, ze ponosiło i mnie i drugiego instruktora, kiedy po godzinie błagań żeby zakłusowała choc kawałek na najspokojniejszym łachu świata, padało pytanie czy S już kłusuje, zjadliwie odpowiadaliśmy że S. to już skacze i jezdzi w tereny, zgodnie z prawdę zresztą...no ale jazda z tym dzieckiem to była męka - godzine trzeba było łazić koniowi przy pysku bo jak się odeszło to już był płacz, koń nie daj Boże wyciągnął głowę to było: "Prosze pannniiii! Jezu!!! Ratuuunku, co on robiiii, na pomooooccc!" - nie przesadzam, dokładnie taka sytuacja była kiedyś, koń w stępie schylił głowę i wyciągnął jej trochę wodze z rąk , akurat tę sytuację widział trener, myślałam że się posika ze śmiechu. A najlepsze jest to że nigdy nic się nie stało małej na koniu, spadła, a właściwie zsunęła się na nogi może ze 2 razy w młynku z kuca- ale ilu z nas to się zdarzyło? Nigdy nic poważnego, raz tylko widziała jak kuc zabrał się galopem z tą jej odważniejszą koleżanką do stajni i tamta spadła, ale nic jej nie było,otrzepała się i wsiadła z powrotem.
A ta druga koleżanka, to znów przykład niekompencji "trenerów"...zaczęła u mnie ładnie jezdzic, poruszała sie w trzech chodach, ladnie siedziala i nic wiecej, jezdzila 3 miesiace! No ale ze trener miał ambicje robic dziecięcą sekcję, dawaj 10latkę, niech skacze. Na kucce na której wtedy jezdzila skakało się latwo, to był kuc sportowy. Dawaj malą do grupy sportowej- protestowalam, nawet nie wiedziala co to jazda na porzadnym kontakcie jeszcze, ale cóż...powiedzialam ze nie dam kucki, to moj najlepszy kuc pod dzieci. No to dobra, dali jej 4 letnią, niemal surową kuca-klacz, jezdzoną do tej pory przez dziewczynę specjalizująca się w takich koniach...no i się zaczęło, klacz ja woziła, pędzila w galopie, wciągała do środka, ale twardo trener gadał że muszą się dograć - mnie kazał piłowac ją ujezdzeniowo ( nawet zaczynala się dogadywać z klaczą) i równolegle skoki...po miesiącu dzierżawy oczywiscie mala miala chyba z 8 upadkow zaliczonych z konia...w końcu jej ojciec sie zreflektowal ze dali malej za trudnego konia i jeszcze próbują twierdzić ze to ich wina! Zepsuli dzieciaka..nagadali o zawodach, kazali kupić siodło....ona juz nie bedzie jezdzila tak jak jezdzila gdy miala tylko ujezdzenie ze mna..nauczyła sie złych nawyków próbując opanować klacz. Wynik- spiepszona klacz i zepsuty jezdziec...ale co zrobic, ot, trenerzy....
Pozdrawiam. Visenna, Loki, Goofie i konie
Szanuj moda swego, mozesz mieć gorszego
|
» Wysłany: Sro Lut 10, 2010 11:15
|