
Dołączył: 08 Sie 2010
Posty: 6
Skąd: Boska Wola
Status: Offline
|
Nie ma czegoś takiego jak "źrebaczek dla siebie". Jeszcze jak się urodzi ogierek, pal Diabli - byle wywałaszyć! Ale w ponad 50% wypadków urodzi się klaczka. I co? Jak zagwarantować, że nie będzie dalej rozmnażana..? Ot tak, "dla siebie"... I co mamy w efekcie? W efekcie mamy anarchię.
Sąd zaś nie miał racji. Nie ma obowiązku posiadania koni. Tak samo jak nie ma obowiązku posiadania samochodów - i jeśli ktoś chce kupić samochód, to musi być świadom faktu, że od samej tylko transakcji kupna już zobowiązany jest do opłacenia podatku od czytnności cywilnoprawnych, a jeśli zechce wyjechać swoim nowym nabytkiem z salonu, albo przekroczyć nim granicę Polski, to zobowiązany będzie tenże nabytek także zarejestrować, wykonać przegląd techniczny i opłacić OC.
Zdecydowana większość tych obowiązków (chyba wszystkie - poza, ewentualnie - rejestracją...) jest całkowicie zbędna i stanowi jedynie złośliwe w gruncie rzeczy, a przy tym bezużyteczne (tu proszę o wpis od osoby której kiedykolwiek pan diagnostyk robiąc przegląd zwrócił uwagę na jakąś usterkę..? Bo moim zdaniem w 99% przypadków kasują tylko 100 zł, a na samochód najczęściej nawet nie patrzą - co samo w sobie jest już wystarczającym dowodem na to, że ten obowiązek to nic innego jak złośliwe ograniczenie wolności i nic więcej...) ograniczenie prawa własności. Jestem jak najbardziej za zniesieniem tych obowiązków!
Nie ma też w Polsce obowiązku posiadania ziemi. Każdy jednak, kto zechce zostać posiadaczem ziemi, musi dopełnić całego szeregu formalności - i nawet, kiedy ich dopełni, jego posiadanie tego kawałka gruntu jest ograniczone setkami różnych przepisów, zaczynając od tego, że wcale nie może sobie na niej pobudować czego chce i jak chce, ani też nie może z tą ziemią robić, co mu się żywnie podoba. Również w tym wypadku, ogromna większość tych ograniczeń jest całkowicie zbędna i absolutnie niczemu poza możliwością popisania się władzą i ewentualnie zarobienia na boku przez różnych urzędników nie służy. Jestem jak najbardziej za zniesieniem tych obowiązków!
Skoro jednak ktoś chce posiadać konia, to świadom powinien być ciążących na nim obowiązków. A jednym z tych obowiązków jest właśnie przestrzegania ustalonego dla każdej z ok. 200 istniejących współcześnie ras reżimu hodowlanego - i powstrzymanie się od powoływania do życia osobników które psują tę rasę, przenoszą choroby genetyczne, nie są zgodne ze wzorcem rasowym lub zgoła, na skutek bezrozumnego mieszania - bezrasowe. Jest to obowiązek o wiele łatwiejszy do uzasadnienia pod względem moralnym i logicznym, niż obowiązek dokonywania przeglądu technicznego samochodu czy zakaz budowania na własnej ziemi, co się komu wybudować spodoba. Moim zdaniem nawet, gdyby nie istniał jako przymus prawny, jest w dalszym ciągu - obowiązkiem moralnym.
Dziedzictwo przodków można trwonić na różne sposoby. Można je trwonić przy stole ruletki w Monte Carlo czy Las Vegas. Można je też trwonić powołując do życia byty, które subtelną równowagę genów niekiedy osiąganą przez tysiąclecia burzą. Każdy we własnym sumieniu musi sobie to sam rozważyć.
Dodam jeszcze, że też mam konia "NN" po "NN" od "NN", rasy "NN". Jest to 20-paroletni wałach (daty urodzenia też nie znamy, myśmy mu papiery dopiero na emeryturę, którą ma u nas wyrobili, bo wcześniej żadnych nie miał...), przesympatyczny, o jasno wyrażonym typie małopolskim. I co z tego? Skoro nie wyrobiono mu papierów, to jego owałaszenie, zresztą wieki temu, było jedyną słuszną decyzją. Sam owałaszyłem mojego pierworodnego, z pełnym i wcale niezłym pochodzeniem - mimo, że jest przecudny i wszyscy się nim zachwycają: ale jego matka, już w jakiś czas po jego urodzeniu, zapadła na szpat! To zaś, może być dziedziczne (choć konkretny mechanizm dziedziczenia tej choroby nie został do tej pory zbadany) - tym samym, ta linia hodowlana powinna się na nim skończyć. I skończy się, bo rodzeństwa nie ma, a chorej na szpat kobyły rozmnażać oczywiście nie mam zamiaru.
|
» Wysłany: Wto Sie 10, 2010 18:09
|