| Dyzma |
» Sro Kwi 13, 2011 23:33   |

Dołączył: 13 Kwi 2011
Posty: 3
Skąd: Jaworzno
Status: Offline
|
neanderzyca - źle mnie zrozumiałaś ) pieniądze jako tako są ale chyba nikt tutaj nie zdaje sobie sprawy w jakim stanie był koń... z nim naprawdę nie dało się nic zrobić - stadnina pieniądze ma, ale nie na tyle żeby wysłać konia do Czech jak nie dalej, zorganizować mu operację i powrót do kraju po to żeby go sprzedać na rzeź - kto kupi konia który nie dość że kuleje, to pod siodłem nie może chodzić??? Bo w rekreacji naturalnie nie mógłby dalej pracować a pieniądze na utrzymanie go to chyba by z nieba spadły bo nic innego nie przychodzi mi do głowy To że stajnia duża nie znaczy że ma miliony na zapleczu, bo żadna stajnia rekreacyjna nie ma. Konie w innych ośrodkach też chodzą po to by na siebie zarobić bo nikt za nic pieniędzy nie da - nie zawsze wystarczą chęci do uratowania konia. Można mieć pretensje do, faktycznie nie najlepszego, kierownictwa ale choć każdy chciał Hokusa ratować nie znalazł się nikt kto by zapłacił za leczenie a później wykładał na utrzymanie konia po 500 do 700 zł miesięcznie. Co było do zrobienia?? Instruktorka miała go wykupić?? Waletka?? Nie każdy ma rodziców bogaczy, nie każdego stać na kupienie konia i nie każdy ma na niego czas. Są ludzie którzy mają na tyle środków by takiego konia trzymać jak choćby właścicielka Den Marka który do tej pory nie chodzi pod siodłem, ale nie można od każdego oczekiwać cudów Nawet jeśli stajnia uzbierałaby na tyle pieniędzy żeby konia wyleczyć to co by z nim zrobiła?? Fundacja nie jest w cale taka miłosierna na jaką się kreuje, nie dałaby na konika złamanego grosza. Mniejsze ośrodki, których właściciele pracują w stajni, mogą sobie pozwolić na trzymanie konia na emeryturze ale taki jak ten w Ciężkowicach bez względu na sytuację koni musi zapłacić stajennym, instruktorom, zapłacić podatki, kupić paszę dla zwierząt. Na początku istnienia stadniny, kiedy to zdarzyła się ów wypadek, kasy było jeszcze mniej bo w pensjonacie nie stało tyle koni i ośrodek był nowy więc mnóstwo środków poszło na zakup nowych koni, sprzętu, podłoża. Trójka była zakładana od zera, za to Fundacja w swej dobroci serca wybudowała ośrodek przeznaczyła trochę pieniędzy na nowe konie i zostawiła raczkującą stadninę na lodzie. Nie było koni które mogłyby stanowić podstawę stajni więc nie było możliwości zebrania pieniędzy na leczenie Hokusa, co zresztą i tak trwałoby by trochę więc ktoś musiałby "założyć" za stadninę - jak jest tu ktoś kto ma albo miał na zbyciu paręnaście tysięcy, plus czas i pieniądze by zadbać o konia tzn. zapewnić mu rehabilitację, stajnie, wyżywienie itd. to może się zgłosić. Teraz to i tak już musztarda po obiedzie ale jeśli (nie daj Boże!) zdarzy się kiedyś jakiś podobny wypadek to będzie wiadomo do kogo się zgłosić.
|
» Wysłany: Sro Kwi 13, 2011 23:33
|