Społeczność jeździecka czeka na Ciebie

Już dziś dołącz do internetowej społeczności jeździeckiej skupiającej pasjonatów i profesjonalistów hippiki.


  • Skupiamy 15 tysięcy Koniarzy
  • Ponad 750 wartościowych artykułów
  • Ponad 500 tysięcy zdjęć
  • Ciekawe dyskusje
  • Ludzie pełni pasji
  • Fotorelacje z zawodów
  • Rozbudowana baza rodowodowa
  • Giełda koni i ogłoszenia

Zostań członkiem społeczności

* powyższe proste pytanie ma na celu
ochronę przed automatami spamującymi

Masz już swój profil?


Korzystanie z serwisu jest darmowe. Pełny dostęp uzyskasz po zarejestrowaniu się.
Dołączenie do nas nie zajmie więcej niż 30 sekund.

Twoje konto



Wasza opinia

Koń na którym jeżdżę






Głosy: 855 Opinie: 3




» Forum koniarzy » Porady » 'Nietykalny' koń - problem


Napisz nowy temat
Alternatywna 'Nietykalny' koń - problem » Pią Cze 17, 2011 20:23   Przewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Alternatywna



Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 12
Skąd: Kraków

Status: Offline

Witam, mam dość nietypowy problem z 6 klaczą. Otóż od niedawna chodzę do pobliskiej stajni w której są 3 konie (klacze). Jeden młody 3 letni, drugi 9 letni i właśnie owa 6 letnia złośnica.
Przychodząc do nich na pastwisko z zamiarem zabrania ich na 'czyszczenie' obie (3 i 9 letnia) nie sprawiają problemu i spokojnie dają się zaprowadzić i uwiązać. Jednak owa 6 latka nie pozwala nawet dotknąć się za kantar, od razu dźwiga łeb, kuli uszy i odchodzi strasząc zadem - jednak podobno nigdy nie zrobiła nikomu krzywdy i jedynie straszy.
Próbowałam zwabić ją na smakołyki - dając chleb próbowałam zapiąć ją na uwiąz jednak szybko mi się wyrwała zanim spróbowałam ją o niego zaczepić.
Nie daje się tak praktycznie nikomu 'prowadzić' prócz jej właścicielki, która poradziła mi abym właśnie w powyższy sposób spróbowała ją przekonać ale niestety nic to nie daje.
Nie wiem już sama co robić, żeby mi zaufała i dała się złapać... Dodam, że od niedawna a właściwie miesiąca zajmuję się owymi końmi, bo wcześniej chodziłam do stadniny jedynie w celu nauki jazdy.

Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na wasze porady Puszcza oko
Post » Wysłany: Pią Cze 17, 2011 20:23 Zobacz profil autora PW
Dakarella » Pią Cze 17, 2011 21:44   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Dakarella

Pomocnik Luzaka

Pomocnik Luzaka
Dołączył: 19 Maj 2005
Posty: 2542
Skąd: Poznań

Status: Offline

Konie to z natury zwierzęta płochliwe, a widocznie trafił Ci się extremalny egzemplarz. Piszesz, że właścicielka nie ma z nią problemu... czy to oznacza, że w stosunku do niej koń zachowuje się bez zarzutu, daje się złapać, prowadzić i wszystko inne? Jeżeli tak, to może po prostu wyczuwa Twoją niepewność i dlatego ucieka, bądź straszy? Zwłaszcza, że zajmujesz się tymi końmi od niedawna. Niestety, w takich wypadkach potrzeba dużo stanowczości, to Ty zawsze musisz być górą.

Może być też tak, że koń się czegoś konkretnego boi, lub kojarzy mu się to z jakąś nieprzyjemną sytuacją z przeszłości.
Może musisz mu dać trochę czasu, aż się do Ciebie przyzwyczai i stopniowo na spokojnie oswajać ze wszystkimi czynnościami.
Post » Wysłany: Pią Cze 17, 2011 21:44 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Alternatywna » Pią Cze 17, 2011 22:04   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Alternatywna



Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 12
Skąd: Kraków

Status: Offline

Mówiła mi, że na początku gdy go kupiła też był nieufny nie chciał dać się złapać, ale właśnie za pomącą smakołyków przekonała go i teraz nie ma z tym problemów. Jednak zdarza się, że jest nieposłuszny i próbuje gryźć podczas czyszczenia, siodłania...
Jeśli chodzi o przychodzenie, to razem z resztą przychodzi tylko jest problem z uwiązaniem jej, bo jak wyżej napisałam nie daje się nikomu dotknąć za kantar, a broń boże za cokolwiek zapiąć.
Wiem, że inni pracownicy stajni też mają z nią problem i nie potrafią jej uwiązać (starają się jej unikać, bo podobno złośliwa), tak samo w boksie - jet po prostu tylko wpuszczana do niego.

Być może faktycznie potrzebuje czasu z oswojeniem się, a ja powinnam być bardziej stanowcza i pokonać niepewność. Jednak martwi mnie sam fakt, że nie daje się wgl dotknąć i wciąż stawia opór pomimo wszelakich starań. Czasem daje się pogłaskać, ale odchodzi z przykulonymi uszami niewiadomo dlaczego.
Post » Wysłany: Pią Cze 17, 2011 22:04 Zobacz profil autora PW
Dakarella » Pią Cze 17, 2011 22:47   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Dakarella

Pomocnik Luzaka

Pomocnik Luzaka
Dołączył: 19 Maj 2005
Posty: 2542
Skąd: Poznań

Status: Offline

Takie "oswajanie" to proces długotrwały, więc się nie zniechęcaj, bo tu potrzebny jest ogrom cierpliwości i konsekwencji, a widać, że nikt do tej pory nie próbował tego robić, tylko mówił "złośliwa i już".
Mój koń był wyciągnięty z takich warunków, że przez pierwszy miesiąc w ogóle nie dawał do siebie podejść, atakował, przez kilka następnych nie pozwalał dotknąć nawet szyi, próby czyszczenia kończyły się strzelaniem w powietrze...

Skoro kobyłka nie daje się prowadzić za kantar i przywiązywać, mogła mieć jakieś niemiłe przeżycia z tym związane i trzeba będzie jej z czasem pokazać, że to wcale nie takie straszne.



Cytat
za pomącą smakołyków przekonała go i teraz nie ma z tym problemów.


Przekupstwo to najgorszy możliwy sposób. Bardzo łatwo wychować sobie konia, do którego "bez cukierka nie podchodź".
Post » Wysłany: Pią Cze 17, 2011 22:47 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Alternatywna » Pią Cze 17, 2011 22:58   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Alternatywna



Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 12
Skąd: Kraków

Status: Offline

Rozumiem i nie mam też zamiaru rezygnować, wręcz przeciwnie chcę ją "oswoić" i zdaję sobie sprawę, że nie będzie to takie łatwe, ale pomimo wszystko chcę ją jakoś przekonać do siebie.

Nawiązując
Co mogłabym zrobić/robić, żeby ona nabrała do mnie z czasem zaufania?
W jaki sposób mam się z nią obchodzić? Bo już sama nie wiem co robić, a przekupstwa tak jak napisałaś to najgorszy możliwy sposób i rezultatów żadnych nie ma.
Proszę o pomoc.
Post » Wysłany: Pią Cze 17, 2011 22:58 Zobacz profil autora PW
fanelia » Sob Cze 18, 2011 14:16   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

fanelia

Lansjer

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754


Status: Offline

Hej, masz trudne zadanie przed sobą, ale nie niemożliwe!
Odpowiem trochę okrężnie, zaczynając od swojej sytuacji. W mojej stajni pojawił się starszy koń po przejściach, podobne zachowanie - nie dawał się trzymać na uwiązie, problem z zakładaniem kantara, oprócz tego agresywny, płochliwy, nieprzyjemny, uciekający, ponoszący, jak już się dało złapać to starał się wyrwać i niejednej osobie nadwerężył rękę w próbie wydostania się Puszcza oko
Do porozumienia z tym koniem doszłam w taki sposób - w stajni gdy obok niego przechodziłam przemawiałam do niego ciepło i czule, ale nie patrzyłam się na niego, nie dotykałam, generalnie - zero narzucania się. Na padoku kiedy był agresywny traktowałam go sprawiedliwie - odganiałam, krzyknęłam, machnęłam rękami, nie pozwalałam na siebie wejść czy zaatakować mnie. Gdy tylko się uspokajał lub po prostu nie reagował negatywnie na mnie przestawałam na niego patrzeć i znowu zaczynałam do niego mówić miłym, cichym głosem, a potem w miarę możliwości odchodziłam.
To nie mój koń, więc kiedy zajmowałam się moim, do tamtego co jakiś czas właśnie się odzywałam miłym tonem, zachowywałam cały czas spokojnie, nie reagowałam na jego humory, strachy itd. Ten koń to przywódca stada i kiedy np. chciał mojego konia odgonić od siana lub się na nim wyżyć Puszcza oko to brałam swojego rumaka w obronę i tamtego odganiałam - to pokazywało mu, że jestem wyżej w hierarchii i kiedy ja jestem na padoku to ja decyduję kto, co i kiedy je.
Oprócz tego normalne czynnosci - zanoszenie siana na padok, co jakiś czas podawanie kolacji czy śniadania, wyprowadzanie na padok (po pół roku koń dawał radę w miarę spokojnie dojść na bardzo długiej lince na wybieg).
Kluczem było nie narzucanie się temu zwierzakowi - dałam mu czas, żeby sam ocenił, czy jestem fajna, czy nie, czy chce ze mną przebywać, czy nie. Kiedy był spokojny dostawał nagrodę (czułe słowa, coś do jedzenia, ale nie do ręki tylko kładłam na ziemię obok niego, pozostawienie w spokoju), kiedy coś mi się nie podobało w jego zachowaniu odganiałam go rękami, lonżą, machaniem batem, co tam akurat w zasięgu było, po czym dawałam mu spokój.
Tego konia znam już rok, w chwili obecnej przychodzi do mnie na zawołanie, rży na mój widok (mimo, że to nie mój koń), podchodzi się przytulić albo schować mi głowę pod pachę, daje się bez problemu złapać, osiodłać, okiełznać, oprócz tego robię mu czasem kopyta, zawsze podaje bezproblemowo, stoi tak długo jak chcę. Czasem ma nerwowe reakcje np. na psikacz lub jak się za długo coś przy jego uszach robi, ale nie zmuszam go do niczego. Mam też ten komfort, że ja również nie musze z nim nic robić, bo nie jest mój i tak naprawdę nie interesują mnie żadne postępy z tym koniem - jedynie cieszę się, że jest, że ma do mnie zaufanie, że chce być blisko mnie. Nic więcej nie musi.
Wracając do Twojej sytuacji - na Twoim miejscu po prostu dawałabym klaczy czas, starała się być w jej obecności spokojna, opanowana, ale też dyskretna i cicha. Żebyś była taką oazą spokoju - obojętnie co się stanie, Ty zawsze zachowujesz zimną krew, bez żadnej nerwowości. Takie zachowanie zawsze dodaje otuchy Uśmiechnięty Poza tym traktuj ją sprawiedliwie - jeśli leci na Ciebie z zębami to nie bój się machnąć np. batem, stanowczym głosem powiedzieć "nie", ale nie bądź agresywna, po prostu pokaż, że to nie jest zachowanie, które akceptujesz i nie będziesz na to pozwalać - to daje koniowi poczucie bezpieczeństwa, bo wie, jakie są Twoje reakcje na jego różne zachowania. Zajmuj się w spokoju innymi końmi z tej stajni, ten w końcu się przekona i zaufa Tobie, kiedy trochę się z Tobą zapozna - pewnie potrzebuje więcej czasu. Może też być tak, że po pewnym czasie klacz zauważy, że tamte inne konie mają z Tobą jak w raju i sama będzie się do Ciebie garnąć Puszcza oko Powodzenia!
Pamiętaj - spokój, pogoda ducha, wewnętrzne wyciszenie, ale też sprawiedliwe, przewidywalne zachowanie Uśmiechnięty I dacie radę
Post » Wysłany: Sob Cze 18, 2011 14:16 Zobacz profil autora PW
Visenna » Sob Cze 18, 2011 16:13   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Visenna


Redaktor Naczelna
Dołączył: 29 Sty 2005
Pochwał: 2
Posty: 9361
Skąd: brać na piwo?

Status: Offline

Hmm, miałam coć podobnego ostatnio z klaczką. Kiedy poszłam po nią pierwszy raz na padok, grzecznie dała się złapać i odprowadzić na jazdę. Drugiego dnia nie dała do siebie podejść, spierniczała kłusikiem albo galopem. Trzeciego dnia poszłam z marchewką - marchewkę wzięła, ale przy próbie chwycenia za kantar myk do tyłu i w nogi. Drugiego i trzeciego dnia ganiałam ją praktycznie po półtorej godziny i nic, przegalopowywała sobie wolniutko z jednego końca padoku na drugi, w międzyczasie zanim ja doszłam ( padok duży) to jeszcze sie zdązyła wytarzać. Na 4 dzień byłam uzbrojona w marchewki, jabłka, i wiadro z owsem i paszą - nie mogłam się pozbyć pozostałych 10 koni, były natrętne jak komary, tylko nie Padwa, o nieeee....nie interesował jej owies, na jabłko i marchew owszem skuszała się - w zęby chaps i w nogi. No miałam wrażenie że sobie jaja robi ze mnie, potrafiła spokojnie przedefilować przede mną na odległość ręki, ale podejść nie dała, byłam wściekła! Próbowałam podchodzić do niej z drugą klaczą w ręku z którą się zawsze pasła i nic, Padwa była przesprytna! Stajenni dostawali napadów drgawek ze śmiechu jak patrzyli jak dwie godziny kobyła robi ze mnie wała. 2, 3 i 4 dnia odpuciłam jazdę, nie byłam w stanie jej złapać. Na piąty dzień poszłam tam razem z jednym ze stajennych i kolegą - taktyka polegała na zagonieniu Padwy w taki cienki korytarz padoku i tam zamykaniu jej lonżą przywiązaną do ogrodzenia - aż przyparlismy ją do ogrodzenia i dała się złapać, bo wczensiej nastawiała się zadem mimo ze NIE JEST to w ogóle agresywna klacz! Kolega ze stajennym nieźle mięsem rzucali, a na poczatku mówili "jak to jej złapać nie mozesz, zobaczysz damy radę!" Ledwośmy dali.... Na 6 dzień też złapalismy ją w ten sposób - byłam załamana, bo skoro koń dawał się złapać wcześniej a teraz ucieka, to znaczy że bardzo źle musi kojarzyć moją jazdę, bo na jazdę tylko była zabierana z padoku. Siódmego dnia stajenny przepędził konie ze starego pastwiska na którym trawa była juz szczątkowa, na nowe pastwisko z bujną trawą. Postanowiłam iść po klacz sama, bo nie było nikogo do pomocy. Uzbroiłam się w marchew i pewna swojej klęski ruszyłam. Co ważne:
- idąc nie szłam padokiem jak na starym pastwisku, tylko drogą wzdłuż padoku
- idąc jadłam marchewkę, a dokładniej głośno ją chrupałam.
Konie na padoku te które były przy ogrodzeniu usłyszały marchew i podeszły...Padwa się zainteresowała i też podeszła - dałam jej zza ogrodzenia marchew i zapięłam uwiąz, bez problemu dała się sprowadzić. Na ósmy dzień weszłam normalnie na padok i idąc jadłam znów marchew. Mało mi gały nie wypadły jak zobaczyłam, jak Pawda odrywa się od koni i SAMA rusza w moim kierunku! I od tego czasu koń sam do mnie na padoku przychodził Uśmiechnięty

Moje wnioski?
1. koń nie wiedział że człowiek daje smakołyki, człowiek kojarzył się tylko z zabraniem od stada do stajni, ale to słabe tłumaczenie bo wiem że szef daje koniom przysmaki
2. z pierwszego padoku nie dawała się zabrać bo nie najadła sie trawy której prawie nie bylo? A na drugim miała jej w bród, więc najedzona reagowała spokojnie na powrót do stajni.
3. nie mam pojęcia - może jednak nie jeżdzę tak tragicznie i kobyła polubiła treningi ( w międzyczasie zabrałam ją w teren który jej się spodobał), a może po prostu przyzwyczaiła się do mnie i dlatego przestała zwiewać? Smakołyk na pewno swoje zrobił, ale ona nie jest koniem żebrzącym i prawdę mówiąc niechętnie bierze smakołyki od czlowieka i nie wszystkie. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się że zaowocowało spędzanie z nią czasu w boksie, codziennie kąpiele na myjce, po prostu bycie z nią. Koń poznał, zaakceptował, zaufał.
Post » Wysłany: Sob Cze 18, 2011 16:13 Zobacz profil autora PW Wyślij email
Alternatywna » Nie Cze 19, 2011 22:21   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Alternatywna



Dołączył: 17 Cze 2011
Posty: 12
Skąd: Kraków

Status: Offline

Mam dobre wieści Uśmiechnięty Otóż od ostatniego wpisu próbowałam wieloma sposobami zjednać sobie złośliwą klacz i znalazłam na nią złoty środek. Najpierw próbuję skusić ją dobrowolnie na jakiś smakołyk jednak jeśli to nie poskutkuje i staje się w stosunku do mnie złośliwa (nastawia zada, straszy zębami it.) poganiam ją batem, podniesionym głosem popędzam, a później gdy już się 'uspokoi' powoli do niej podchodzę obniżając ton głosu, głaskam i chwytam za kantar - i o dziwo! daje się spokojnie złapać i nie 'podskakuje'... Jak narazie ta 'technika' skutkuje a złośliwiec stał się w stosunku do mnie inny - tak jakby bardziej mnie respektowała.

Dziękuję wszystkim za porady, które dużo wniosły do moich poczynań i napewno w dużej mierze przyczyniły się do złapania kontaktu z moją złośnicą Uśmiechnięty
Pozdrawiam Puszcza oko
Post » Wysłany: Nie Cze 19, 2011 22:21 Zobacz profil autora PW
Laciataa » Nie Cze 19, 2011 23:28   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Laciataa


Pomocnik Stajennego
Dołączył: 25 Cze 2010
Posty: 107
Skąd: Kujawy

Status: Offline

A propos odganiania konia, Mark Rashid opisuje taką właśnie metodę łapania konia w swojej książce "Z myślą o koniu", którą bardzo Ci polecam (gdybyś była zainteresowana, mam pdfa) Uśmiechnięty
Post » Wysłany: Nie Cze 19, 2011 23:28 Zobacz profil autora PW Wyślij email
barejqa » Pon Cze 20, 2011 17:20   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego posta

barejqa


Stajenny
Dołączył: 02 Lis 2009
Posty: 364
Skąd: Wrocław/Nieledwia

Status: Offline

Odganianie polecam ale na małym padoku;)u mnie zadzialało Puszcza oko
Post » Wysłany: Pon Cze 20, 2011 17:20 Zobacz profil autora PW
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Pokaż posty:  |   Skocz do:  


» Forum » Porady » 'Nietykalny' koń - problem
Pokrewne tematy Odpowiedzi Autor Wyświetleń Ostatni Post
Brak nowych postów Szczecin 2295 fruzia 193822 Sro Maj 16, 2012 7:34
_Gaga Zobacz ostatni post
Brak nowych postów PYTANIE! ( Klub jeździecki. zawody.) 28 Koniarka33 10298 Sro Lip 20, 2011 18:22
Visenna Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Pytania o wszystko i o nic :) 168 eva 16628 Sob Kwi 09, 2011 22:01
nikiii Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Plan jazdy.:wink: 6 natalkap97 2091 Sro Wrz 02, 2009 2:16
kittajka Zobacz ostatni post
Brak nowych postów "zgłoś błąd" - nie wiem gdzie 5 urwis1961 3061 Sob Gru 06, 2008 20:19
urwis1961 Zobacz ostatni post

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum