
Dołączył: 07 Sie 2011
Posty: 1
Status: Offline
|
Hey! Też jestem byłą ,,pomocą" państwa F. Wytrzymałam tam rok, ale potem odeszłam, głównie po tym jak dowiedziałam się, że zamierzają brać pod siodło konia, który nie skończył 2 lat, jak był ujeżdżany, albo raczej zajeżdżany miał rok i dziewięć miesięcy. Powiem więcej dają go dzieciom, które nie koniecznie super potrafią jeździć, żeby jeździć na tak młodym koniu. Ten biedny konik pracuje w wakacje po dwie godzinny dziennie na ciężkich terenach. Ogółem byłam również wykonywana do cna. Byłam w tamtym roku przez wszystkie obozy i już pierwszego dnia, kiedy tam przyjechałam wysłali mnie do grabienia siana. Właścicielka obiecała, że przyjedzie i mi pomoże niestety nie doczekałam się tego i dopiero przyjechał po prawie czterech godzinach jej mąż z przyczepą, żeby to siano załadować. Jak ja jeszcze byłam wstawałam z paroma obozowiczkami o piątej, by nakarmić konie. Zwykle schodziło nam do szóstej, one potem szły jeszcze na godzinę spać, ja już się nie kładłam, bo musiałam przygotować dla nich śniadanie, a potem iść wyprać konia, na którym jechałam w teren jako prowadząca. Lato było bardzo upalne, więc często wyjeżdżałyśmy w teren po 8. O 7 było śniadanie, a potem po konie. Mój koń był już czysty, więc musiałam pomagać obozowiczkom w przygotowaniu ich koni. Potem ruszałyśmy w teren. Nie było z nami oczywiście żadnego instruktora, ani osoby pełnoletniej chociażby. Za osobę odpowiedzialną za to wszystko uchodziłam ja. Na szczęście przez cały rok, jak tam jeździłam obyło się bez jakichkolwiek wypadków. O 10 wracałyśmy z terenu i obozowiczki w sumie już nie miały co robić przez cały dzień, więc gdybym ja miała gdzieś jechać to na pewno nie tam. Dla mnie oczywiście nie brakowało roboty. Cały dzień prowadziłam lonże, oprowadzanki tereny i zajęcia na ujeżdżalni. Jak dla mnie to jest chore, że ktoś taki jak ja uczył innych, jak poprawnie jeździć nie mając najmniejszych ku temu uprawnień. Często gęsto do prowadzenia oprowadzanek lub wyjazdów w teren były wykorzystywane inne obozowiczki (gdy ja już miałam bardzo, bardzo, bardzo napięty grafik). Bywało tak, że o zjedzeniu na spokojnie i śniadania i obiadu nie było mowy. Jeżeli jakimś cudem zdarzało się, że nikogo przez chwilę nie było na jazdę, to byłam przywoływana do innych robót, więc wakacje miałam świetne. Gdy przyjechałam jeszcze przed wakacjami, na Boże Ciało to zdarzyło się tak, że właścicielki nie było w sumie dwa dni, a do mnie umówiła na teren Niemców. Coś tam z niemieckiego umiem, ale niestety nie tak, by swobodnie się dogadać. Też się zdarzało, że zostawiała mi cały dom na głowie, bo gdzieś jechała. Moim zdaniem puszczanie jakiś obcych ludzi w teren na prowadzącego jest przegięciem. Co, jeżeli by się coś stało? Kto by był za to odpowiedzialny? Jeszcze ta ,,instruktorka" czułaby się winna. Szczerze mówiąc konie dla początkujących niespecjalnie się nadają, więc nie trudno tam o wypadek. Nie podobało mi się także traktowanie tych koni. Główną metodą jest tam bicie i agresja, takie podejście spowodowało u mnie całkowite odwrócenie się do jeździectwa naturalnego, które obecnie praktykuje. Jeżdżenie na koniu, który kuleje? Normalka! Wszystkie konie chodzą na czambonach, pod ludźmi, którzy pierwszy raz w życiu na nie wsiadają, a z tego co wiem to raczej w ten sposób psuje się zachowanie konia, a nie pomaga, zwłaszcza jeśli nie są użytkowane przez osoby, które się na tym znają. To niby miało spowodować, że konie nie będą brykać, nie za bardzo to działa. Mimo wszystko, iż robiłam tam od 5 rano do 22 non stop, to w tedy mi się podobało, bo ja chciałam pracować przy koniach i z końmi, a wiedziałam, że to praca lekka nie jest. Jednak kocham wszystko, co związane z tymi wspaniałymi zwierzętami. Możliwe, że byłabym i w tym roku, jednak najbardziej tknęła mnie nielojalność właścicieli. Robiłam tam wszystko za nich! Dosłownie wszystko! Prowadziłam wszystkie jazdy, zajmowałam się obozowiczkami, końmi, stajnią, jej dziećmi itd. A oni potrafili stwierdzić, że robię coś źle, niestety nie mówili tego mi, bo ja jestem otwarta na wszelką krytykę i bym się starała poprawiać moje błędy, obgadywali mnie natomiast przed innymi ludźmi. Trochę mnie to dotknęło, gdyż przez jakiś czas traktowałam ich jak rodzinę, chciałam tam zamieszkać! Mimo, że byłam tam niewolnikiem. Jednak w końcu zrozumiałam, że popełniłam ogromny błąd. Nie docierało to do mnie przez okrągły rok! Chociaż niektórzy nieskutecznie próbowali otworzyć mi oczy... Cieszę się, że z tamtąd odeszłam, bo na szczęście trafiłam na tak sympatycznych ludzi, że dopiero zrozumiałam ile tam z siebie dawałam. Niestety również nie sprawdziło się to, co mówiła mi właścicielka dotyczącego mojej pracy. Owszem mówiła o prowadzeniu jazd, aczkolwiek podkreśliła, że praca jest lekka. Miałam mieć w zamian za to naukę jazdy konnej, a jedynie kiedy tam jeździłam, to właśnie prowadząc tereny, co wcale przyjemnością taką nie było, bo cały czas martwiłam się o jeźdźców oraz o konie.Nikt nie może mieć zdania odmiennego od właścicieli, bo jest czystym złem! Nie polecam, ani jeśli ktoś by chciał być jako pomoc, ani nawet potencjalnym obozowiczom, gdyż za taką cenę można sobie znaleźć lepsze obozy z wykwalifikowaną kadrą i porządnymi zajęciami. Pozdrawiam
|
» Wysłany: Nie Sie 07, 2011 12:50
|