| Gosetka |
» Pią Paź 20, 2006 21:40   |

Koniuszy
Dołączył: 16 Sie 2007
Ostrzeżeń: 1 Posty: 410
Skąd: Szczecin
Status: Offline
|
ja mialam konia z rakiem kopyta. mialam konsylium wetów, kazali żebym wezwala sobie już bez nich, konkretnego kowala, dali antybiotym na 40 dni do dawania raz dziennie i roztwór wlasnej roboty strasznie zrący i codziennie dziegieć. mialam w kacie sporowym wykwit wielkości orzecha ale kowal to wyciął bezstresowo, wyciął ile mogl bez przejmowania się sikajacą krwią a konika to wcale nie bolało. Codziennie dawalam zastrzyk, mylam kopytka, osuszalam, psikalam tym ich roztworem, trzymalam chwilę (od psikniecia kopytko sie zaraz robilo czerwone) i grubo zadziegciowywałam. Trwało to długo ale wyleczyliśmy całkowicie, w sumie 4 nogi były "zarażone". Ale jedno kopyto, które mialo dziurę po jakims starym ropniu znowu dostalo ropnia, podejrzewam że przebyty rak się do tego przyczynil i obsunęła się kość i byl normalny mechaniczny ochwat. wiec radzę, jeśli kopyto przechodzące raka mialo wczesniej jakieś głębokie uszkodzenia, to po wszystkim załóżcie profilaktycznie podkowę-serduszko...
aha u nas tnen rak to byla gąbczasta tkanka, spod wierzchniego rogu wykwitaly białe galarety i sączyla sie krew z byle powodu, rowki byly strasznie głębokie i cięlismy to co 2-3 tygodnie, ale w tym czasie konik byl sprawny i chodzil pod siodlem, wręcz mial taki obowiązek, żeby to w marszu i w piachu zasuszać....
czyli nie róbcie błędu i nie odstawiajcie chorego konia do boksu, on musi mieć spacery po piachu codzień
|
» Wysłany: Pią Paź 20, 2006 21:40
|