| Arhi |
» Czw Gru 22, 2005 17:31     |

Dołączył: 10 Lis 2005
Posty: 35
Skąd: Istaria
Status: Offline
|
wiecie, ja obecnie jeżdże na piątce koni. Każdy z nich pokazuje różne powody, dla których jeżdżę z batem, a na paru z palcatem.
1. Jedna klacz jest kucem szetlandzikim, gdy na niej siedzę dotykam ziemi nagami. Jeżdze dla zabawy, nie wiecej niż pięć minut - z racji jej wysokości. Tak samo jest z drugą szetlandką. Palcat jest mi po to, że jak zegnę nogę by dac łydke to trafia opna w pustą przestrezń za zadem konia. Pacat służy mi więc za łydkę.
2. Nastepna klaczka jest konikiem polskim. jest niezmiernie czuła na łydki, ale to dlatego, ze sie ich boi, szok po pierwszym, brutalnym, jeźdźcu. Kiedy sie czegoś spłoszy a ja zechcę dac łydkę - potęguje to jej strach. Ponieważ bata sie zdecydowanie nie boi, ale traktuje go jak każdą normalną pomoc (o ile nie stosuje go za popręgiem) to mogę z niego skorzystać. Zwykle trafia w zad, bardzo lekko, ale to wsytarczy, by kon odczytał to jako "idź do przodu" bez łydek. Na dosiad jest mniej wyczulona.
3. Czwarty kon to także klacz kn. Bardzo przyjemna i chętna do pracy, ale palcat to mój wymysł. Czemu? W terenie lubię sie wyluzować. Czasem więc nie korzystam z łydek, ale z delikatnego puknięcia palcata. Czesto też z cmoknięcia. jej wszytsko jedno, a mnie nogi nie musza pracować w stępie
4. A czwartyu kon jest moim własnym, na którym jeżdzę w oparciu o PNH. Rusza na zaciśniecie pośladków, bat mi po nic. Niby.. ale ja nim skręcam. Jak tylko zrobie gest, jakbym chciała go pokazać po lewej stronie skręca od tej sugestii w prawo.
Po co mi więc bat/palcat? Na pewno nie do bicia, nie do nadużywania czy karania lub popędzania. Do komunikacji.
|
» Wysłany: Czw Gru 22, 2005 17:31
|