Społeczność jeździecka czeka na Ciebie

Już dziś dołącz do internetowej społeczności jeździeckiej skupiającej pasjonatów i profesjonalistów hippiki.


  • Skupiamy 15 tysięcy Koniarzy
  • Ponad 750 wartościowych artykułów
  • Ponad 500 tysięcy zdjęć
  • Ciekawe dyskusje
  • Ludzie pełni pasji
  • Fotorelacje z zawodów
  • Rozbudowana baza rodowodowa
  • Giełda koni i ogłoszenia

Zostań członkiem społeczności

* powyższe proste pytanie ma na celu
ochronę przed automatami spamującymi

Masz już swój profil?


Korzystanie z serwisu jest darmowe. Pełny dostęp uzyskasz po zarejestrowaniu się.
Dołączenie do nas nie zajmie więcej niż 30 sekund.

Twoje konto



Wasza opinia

Koń na którym jeżdżę






Głosy: 857 Opinie: 3




» Forum koniarzy » Pogaduszki » Jak wasi przyjaciele, rodzina akceptują wasze końskie pasje?


Napisz nowy temat
Tijan Jak wasi przyjaciele, rodzina akceptują wasze końskie pasje? » Sro Sie 19, 2009 23:33   Przewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie



Adept Jeździecki
Dołączył: 20 Lip 2009
Posty: 82
Skąd: Poznań

Status: Offline

Heej Uśmiechnięty nie widziałam takiego tematu, więc taki otwieram.

Jak wasi znajomi, przyjaciele oraz rodzina akceptują waszą końską pasje?

Nie śmieją się z was? Bo ze mnie się śmieją w szkole czasami. Bracia nazywają mnie mianem (śmierdzącego) konia, a nie każdy w rodzinie chciałby, bym wogóle jeździła xD ale mi to jakoś nie przeszkadza...Nie zrezugnuje tylko dlatego, że się śmieją! Kocham konie i...tak już zostanie!!!!

A czy jest jeszcze ktoś, z kogo się nabijają?
Post » Wysłany: Sro Sie 19, 2009 23:33 Zobacz profil autora PW Wyślij email
zebra96 » Czw Sie 20, 2009 8:37   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

zebra96



Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 2
Skąd: Ostrów Wielkopolski

Status: Offline

zemnie się bardzo często w szkole naśmiewali i przezywali mnie np quń a rodzina dobrze to pszyjeła oprócz babci muwi że jazda konna to durnota Przewraca oczyma
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 8:37 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Faza1 » Czw Sie 20, 2009 9:08   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Faza1

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 09 Paź 2008
Posty: 916
Skąd: Warszawa

Status: Offline

Gdy ja kupowałam pierwszego konia ,pomimo swoich lat i niezależnosci finansowej musiłam wysłuchac teksty matki "Ty się zastanów co robisz! Po co Ci to?? To tylko kłopot, wydatki " itp " Dzis (gdy przyjezdza do nas na soboty i niedzielę) moja mamusia biega do koni, sprawdza czy wszystko okey, robi im zdjęcia i strasznie przezywa chorobę Soni (codziennie dzwoni i do mnie i do szpitala).
Reszta rodziny na szczęscie nic nie mówiła ,nic się nie wtrącała. Czasem w pracy się ze mnie smieją gdy np spozniona wpadnę z odrobina słomy we włosach.
Nawet mój mąż który nigdy wczesniej nie miał konia, nic nie wiedział o jezdziectwie miał pewne obawy ale nie oponował a teraz? ..teraz wyciągnąc go ze stajni to sztuka.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 9:08 Zobacz profil autora PW
LagunaDiablos » Czw Sie 20, 2009 10:14   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

LagunaDiablos


Koniuszy
Dołączył: 05 Paź 2006
Ostrzeżeń: 2
Posty: 558


Status: Offline

u mnie w szkole sie smiali, albo mama mowila, ze z jazdykonnej nic nie bede miala itp, pozniej moj maz nie chcial jezdzic zemna do stajni bo smierdzi itp obrzydzalo go, ale jak zaczelam dzierzawic konia to nawet zdarzylo mu sie kilka razy wsiasc i teraz jak mieszkamy na wsi i mamy stajnie maz chce kupic koniki;) wydaje mi sie ze jak sie smieja to zazwyczaj ci którzy niem ieli nigy do czynienia z końmi i nie wiedza jaka to przyjemnosc.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 10:14 Zobacz profil autora PW
katasia » Czw Sie 20, 2009 10:50   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

katasia


Stajenny
Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 289


Status: Offline

Moi znajomi już się przyzwyczaili. Chłopcy czasem mi dogryzali z powodu koni, ale nie było to jakoś bardzo dokuczliwe, a dziewczyny mówią że będzie im brakowało codziennego wysłuchiwania o kniach. Mama od zawsze była nastawiona optymistycznie tata troche mniej no ale cóż nie miał wyboru. Mój brat też jeździ konno. Rodzina taty nadal się ze mnie śmieje, a babcia widziała moją jazdę tylko do momentu kłusa bo stwierdziła, że nie chce patrzeć jak się zabjam.^
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 10:50 Zobacz profil autora PW
katasia » Czw Sie 20, 2009 10:51   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

katasia


Stajenny
Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 289


Status: Offline

Moi znajomi już się przyzwyczaili. Chłopcy czasem mi dogryzali z powodu koni, ale nie było to jakoś bardzo dokuczliwe, a dziewczyny mówią że będzie im brakowało codziennego wysłuchiwania o kniach. Mama od zawsze była nastawiona optymistycznie tata troche mniej no ale cóż nie miał wyboru. Mój brat też jeździ konno. Rodzina taty nadal się ze mnie śmieje, a babcia widziała moją jazdę tylko do momentu kłusa bo stwierdziła, że nie chce patrzeć jak się zabjam.^
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 10:51 Zobacz profil autora PW
-Roksio- » Czw Sie 20, 2009 11:36   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

-Roksio-

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 19 Mar 2007
Ostrzeżeń: 1
Posty: 1209
Skąd: Szczecin

Status: Offline

Ze mnie wprawdzie nikt się nie naśmiewał, ale Koniarą lub prrrrr Koniku jestem nadal Puszcza oko
W rodzinie babcie mówiły, że to niebezpieczne, nogi będę miała krzywe, po co ci te konie?!, ale już im minęło Puszcza oko
Rodzice nigdy się w to nie wtrącali/wtrącają, dają mi wolną rękę i tyle Puszcza oko
www.clashtree.posadzdrzewo.pl

Niech drzewko będzie jeszcze większe! Puszcza oko
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 11:36 Zobacz profil autora PW
fruzia » Czw Sie 20, 2009 13:16   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

fruzia


Masztalerz
Dołączył: 08 Lut 2006
Posty: 739
Skąd: Szczecin

Status: Offline

najblizsze kolezanki ze szkoly nic na to nie mowily, choc pozno zaczelam jezdzic, jedna chciala ze mna zaczac sie uczyc, ale jakos sie rozmylo, niedawno druga myslala,a tak to po prostu akceptuja, choc jak mam depresje spowodowana konmi potrafia pocieszyc lepiej niz nie jeden koniarz Puszcza oko
w liceum do klasy chodzilam z koniara, od razu sie polubilysmy a jak zaczynalysmy rozmawiac o koniach to inni po prostu odchodzili, bo i tak nie rozumieli Śmieje się ale nigdy nie krytykowali, wrecz przeciwnie czesto slyszalam, ze super, ze mam pasje i swoj swiat Puszcza oko
rodzina nie chciala sie zgodzic, do tej pory tylko babcia podchodzi entuzjastycznie do tego, ze jezdze, no i ciocia bardzo lubi konie, ale z daleka, a tak tez zaakceptowali, keidys byly male wojny i warunki w stylu"nie grasz na skrzypcach-nie jezdzisz", ale teraz jest ok, tylko dalej pukaja sie w glowe jak mowie, ze kiedys bede mieszkac na wsi z mezem koniarzem i bedziemy miec cale stadko koni, dzieci i piekny zielony traktor Zakłopotany
Bo to jest inny gatunek człowieka. Nie zawaham się powiedziec: lepszy.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 13:16 Zobacz profil autora PW
Sledz » Czw Sie 20, 2009 13:33   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Sledz

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 24 Kwi 2008
Posty: 970


Status: Offline

Zielony traktory są faajne!

Gdzieś chyba był podobny temat, ale to mi się mogło śnić ;p

No cóż rodzina zawsze zyczy powodzenia, chętnie sluchają, cieszą się że mam pasje. No a znajomi...niekońscy to już przywykłam że jak opowiadam o zawodach czy treningach, albo jak robiłam kopyta, albo coś to po prostu siedzą cicho, ale wiem że nie słuchają xD I tak zaprzestałam ich męczyć, bo czasem tłumaczenie co to jest oglowie, potnik i czemu koń brązowy to się nazywa gniady wydawało mi się śmieszne i głupie ;p

Tzn. zawsze mówię, że jadę do stajni, że mam trening, albo pokazuje zdjęcia jak uczesałam konia xD I niektórzy nawet czasem spytają jak Happy Uśmiechnięty

Akceputją, ale bez entuzjazmu Pokazuje język
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 13:33 Zobacz profil autora PW
Roxsana20 » Czw Sie 20, 2009 13:34   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Roxsana20


Stajenny
Dołączył: 18 Sie 2006
Posty: 351


Status: Offline

Ja mam długą historie walki która toczę do tej pory... po śmierci mojej mamy zostałam tylko z tatkiem nie posiadam rodzeństwa. Odkąd tylko dali mi ołówek i papier narysowałam konia ( powiedzmy że to tak miało wyglądać w moim mniemaniu) potem były kucyki ale zawsze było że to niebezpieczne itp. Po śmierci mamy nie mogąc się pozbierać zadecydowałam ze muszę znaleźć sobie jakaś pasje której poświęcę się doszczętnie w wolnym czasie i którą pokocham ... padło na konie najpierw były kłótnie w domu z tatkiem no i oczywiście masz 16 lat ja decyduje ty jeszcze nie możesz. No ale jak to uparty dzieciak i tak znalazłam stadninę za Wrocławiem i pojechałam ze znajomym na pierwszą jazdę... spodobało mi się... jeździłam przez miesiąc potem udało mi sie namówić ojca by pojechał ze mną na wycieczkę oczywiście jak tatuś zobaczył gdzie córeczka przyjeżdża bez pozwolenia i jego wiedzy to była delikatnie mówiąc awantura... tzn. wiedział że jeżdżę na wieś ale sądził świecie ze to wypady ze znajomymi pod namiot Uśmiechnięty
Zaprowadziłam do stajni wzięłam swoją kobyłkę na której tylko jeździłam osiodłałam poszłam na padok inaczej tego nie nazwę bo to jest dość duży teren prawie jak pastwisko ale z reguły są tam wałaszki w dniach gdzie niema przyjezdnych. Wsiadłam i pokazałam że od tego się nie umiera i że naprawdę dobrze mi idzie. przekonałam tatuśka który nawet w zimie zemną potem jeździł.... widział jak parę razy fiknęłam przez szyje Uśmiechnięty po 2 latach miałam mały wypadek kiedy to konie w lesie poniosły i dostałam grubym konarem po twarzy szrama była na pół policzka... wtedy było leczenie aby nie było blizn i zakaz jazdy ale po negocjacjach tylko tygodniowy. Teraz mam już narzeczonego który kiedyś jeździł chętnie zemną na konie teraz słyszę najpierw że tak pojedzie a potem nagle ma 100 spraw do załatwienia po prostu nie chce mu się... no i oczywiście kłótnia. Kiedyś rozmawiałam z nim i moim ojcem bo chce wykupić już teraz 15 letnia klaczkę ( to ona dała mi nadzieje i chęc do życia w najtrudniejszym okresie) która znam od 5 lat i która nadałam mojemu życiu sens jest tak ważna jak członek mojej rodziny... chociaż tylko ja tak uważam. Wcześniej rodzinka chciała mnie wesprzeć powiedzieli że dołożą się że pomogą jak przyszło co do czego wszyscy się wyparli i stwierdzili po co ci to na co... to tylko niepotrzebny obowiązek. Kiedy u klaczy pojawiła sie lipcówka to juz wogóle dostali argument aby być zupełnie przeciwko kupnu tego konia i jakiegokolwiek innego. W tedy wyparłam się na wszystkich i stwierdziłam że ja sama wykupie... tylko pojawiło się ale 8,5 tyś taka najniższa cenne jak na razie udało mi się wynegocjować od właściciela... od roku próbuje uzbierać kasę ale zawsze coś mi pokrzyżuje plany a to mnie z pracy wywala bo sa cięcia i wtedy to co odłożyłam idzie na szkołę dom itp. i znowu budżet się pomniejsza, znajduje prace nie stała dorywczą ale kasa wtedy jest malutka Smutny... myślałam nad kredytem ale też jak mnie znowu wywalą z roboty to co samo się nie spłaci a utrzymanie zwierzęcia a nie daj boże leczenie. Nie mówiąc że aby zaleczyć lipcówkę trzeba trzeba kupę kasy wywalić wiem bo pytałam juz wetów.
Teraz nie mogę liczyć na niczyją pomoc nawet nie chce się nikomu mnie podwieźć do stajni w niedziele ( oczywiście bo serial w telewizji leci) gdzie kiedyś robili to bardzo chętnie. tłukę się pks-em, to się nazywa kochana rodzinka. A jak tylko padnie z moich słów słowo koń to jest zaraz zmiana tematu albo mówię jak do ściany która nawet na koniec nie wie co odpowiedzieć ob nie słuchała.

No to trochę wam ponudziłam. Z góry sorki. Ale macie przykład mojej rodzinki.

Co do przyjaciół mam tylko jedną dobrą znajomą też koniarkę z tej samej stajni kiedyś teraz wykupiła swoja pociechę. Ale tylko koniarz zrozumie koniarza. Więc czasem trzeba sie zastanowić nawet z kim się człowiek wiąże jeżeli ludzie mają inne zainteresowania i zamknięci są na inne hobby.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 13:34 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Liquay » Czw Sie 20, 2009 13:52   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Liquay


Koniuszy
Dołączył: 28 Paź 2007
Posty: 434
Skąd: Miasto Doznań

Status: Offline

Kiedy chodzilam do podstawowki, to owszem, byly roznego rodzaju zaczepki, czasem tak niewybredne, ze nie nadają się do zacytowania na forum... Ale od czasu, kiedy skonczylam ta szkole, takich akcji juz po prostu nie ma. Pewnie to dlatego, ze ludzie są starsi i dojrzalsi Cool
A co do rodziny:
Moi rodzice niestety są na nie w stosunku do jeździectwa, a mimo tego przez dłuższy czas wykładali pieniążki i umożliwiali mi tą jazdę. Ale ostatnimy czasy, jakby to powiedzieć, nie owijają w bawełnę, jesli chodzi o krytykę mojego hobby. Moja mama wychodzi z zalożenia, że nie mam talentu i nie zrobię błyskotliwej kariery sportowej, to po co to ciągnąć dalej...? Ostatnio 'trochę' mnie wcięło, kiedy rozmawiałam z moją mamą na temat trenera. Oczywiście 'nie', bo jeśli przez prawie 10 lat się nie nauczyłam jeździć, no to po co mi trener. Po próbach mojego wyjaśniania, że cały czas chciałabym doskonalić swoje umiejętności, mimo że zrezygnowałam z marzeń o sporcie, dowiedziałam się, że mój ojciec łowi ryby i nie potrzebuje do tego trenera, a mógłby zapisać się do szkółki i uczyć się... Z prób wykazywania mojej mamie różnic między jeździectwem a spinningiem zrezygnowałam, gdyż uznałam za bezcelowe. Największym problemem u mnie jest fakt, że moi rodzice oboje są niejeżdżący, ale swoje poglądy na ten temat mają, w dodatku niekoniecznie takie, które uznawałabym za 'odpowiednie' (przperaszam, nie znajduję lepszego słowa...). Cóż, w najbliższym okresie niestety będę zmuszona przerwać jazdę (rodzice nawet nie chcą słyszeć o koniu). Jedyne, na co na dzień dzisiejszy jest w stanie zgodzić się moja mama, jest 'co jakiś czas w szkółce, ale żeby nie było za drogo...". A ja, cóż, jako że już od dłuższego czasu w szkółkach nie jeździłam, a wcześniej za dobrze poznałam warunki tam panujące, to... po prostu jakoś nie mam ochoty tam wracać.
"...włożę w ciebie potęgę i chwałę moich przyjaciół..."
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 13:52 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Gllosia » Czw Sie 20, 2009 14:10   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Gllosia


Pomocnik Stajennego
Dołączył: 12 Maj 2007
Ostrzeżeń: 1
Posty: 138
Skąd: Krzeszowice

Status: Offline

Najwiekszy kłopot mam z mamą. Nie jest przecina koniom, ale napewno sie nie cieszy. Nie raz mówiła mi żebym zrezygnowała, bo to nie jest mi pisane. może dlatego, że odkąd jeżdżę mam rzucane kłody pod nogi. zawsze był rpoblem, a to z dojazdem, a to z pieniędzmi, ato z czyms jeszcze. Nie raz wstawałam o 6.00 rano i szłam na nogach do stajni, nie raz czekałm 2 godziny na busa, nie raz było juz późno i nie miałam jak do domu wrócic (busy nie jeżdżą bez końca). Teraz jeżdżę na rowerze i choc łatwo nie jest- 15 km i bardzo duzo górek, a kondycji brak to daje jakos radę. Myślałam że mama da sobie spokój z docinkami, ale znów znajduje wymowki zebym przestała jeździć. Teraz jazdy są wieczorem (19.00) więc wracam po ciemku. Może i ma racje ze troche to niebezpieczne, ale poki co nic mi sie nie stalo i.. po prostu nie mam innego wyjscia. Nie mam od niej zadnego wsparcia, zawsze wszystko jest źle. Mimo to napewno nie zrezygnuję. Konie warte są zachodu.
Tata jest w Iralndii od dobrych 4 lat, ale jest ze mnie dumny i cieszy sie ze mam pasję. Niestety na odległośc nic nie moze zrobic..
Przyjaciele nie mają nic przeciwko, rok temu do grona koniarzy dołaczyła moja naj przyjaciółka Puszcza oko
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 14:10 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
methodys » Czw Sie 20, 2009 14:52   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

methodys


Stajenny
Dołączył: 01 Cze 2008
Posty: 278
Skąd: Warszawa

Status: Offline

Był temat o tym jak rodzice traktują nasze jeździectwo: http://www.qnwortal.com/forum,post,250059 . Na początku tam jest o jednej lasce ale potem temat się rozwija.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 14:52 Zobacz profil autora PW Wyślij email
Tijan » Czw Sie 20, 2009 15:17   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie



Adept Jeździecki
Dołączył: 20 Lip 2009
Posty: 82
Skąd: Poznań

Status: Offline

Wiecie...Najgorzej kiedy złamiemy sobie nogę...rękę...Wtedy zaraz jest definitywny KONIEC. Moja mama polubiła konie, chociaż nadal się ich boi ma zamiar usiąść na jednego z mioich prawdziwych przyjaciół Puszcza oko. Tak...poczułaby konia i to był by moment, w którym przestałaby się bać i zobaczyła, że z konia w cale nie leci się od razu. Jak moja babcia widziała jak koń mi strzela barany to zasłaniała oczy, a ja- uśmiech od ucha do ucha i "hahaha Bardzo wesoły ale zarąbiśćie!" Bo jak koń strzela barany i dobrze sie je wysiaduje, to czuje sie huśtawkę Uśmiechnięty . A co do rodziny. Mówi się, że na rodzine zawsze można liczyć. Otuż to! Nie zawsze! Wiele osób w rodzinie myśli, że jeździmy, bo tak nam się chce i tak ma być. Nieprawda. To miłość, a miłość się nigdy nie kończy! Dla nas to jest sens życia, powołanie...A dla rodziny to poprostu zachciewanki.Wypowiedzenie Roxnay to idealny przykład na to, że na ciotki, a czasem nawet na rodziców nie zawsze można liczyć. Ja miałam roczną przerwę w jeździectwie. Co ja sie napłakałam...Ale mama zobaczyła, że bez tego nie da się żyć i...jeżdżę dalej ! Uśmiechnięty Ja naszczęście na rodziców mogę liczyć...
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 15:17 Zobacz profil autora PW Wyślij email
Siurek » Czw Sie 20, 2009 15:29   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Siurek

Jeździec Doskonały

Jeździec Doskonały
Dołączył: 22 Sty 2005
Pochwał: 2
Ostrzeżeń: 2
Posty: 4014
Skąd: mam wiedzieć?

Status: Offline

U mnie rodzice, siostra i babcia w pełni akceptują i popierają moją pasję. Puszcza oko Kibicują mi, pomagają, mama mnie zawozi na treningi i w ogóle. Uśmiechnięty
Natomiast druga babcia i dziadek odbierają to jako 'zachciankę' i niepotrzebną głupotę - są trochę starodawni, praktyczni, dla nich nie liczy się to, że to kocham, tylko to, czy mi się to przyda w życiu.
Post » Wysłany: Czw Sie 20, 2009 15:29 Zobacz profil autora PW
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Pokaż posty:  |   Skocz do:  


» Forum » Pogaduszki » Jak wasi przyjaciele, rodzina akceptują wasze końskie pasje?
Pokrewne tematy Odpowiedzi Autor Wyświetleń Ostatni Post
Brak nowych postów Co zrobić jak mój koń jest nerwowy??? 59 angelhorse 21031 Wczoraj o godz. 12:46
leosky Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Jak rozluźnić przy pracy na lonży? 36 Chestnut_Stalion 18064 Sob Sty 07, 2012 13:37
martyna13 Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Wiadomości o Centaurusie 1443 Marzenieokucyku 70047 Nie Lis 06, 2011 13:59
barejqa Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Kurs kowalstwa - co? gdzie? jak? 46 Zuzupower 22320 Czw Lut 10, 2011 21:09
Chestnut_Stalion Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Naczelny na wakacjach 31 xPatryk 14804 Pon Sie 04, 2008 22:06
xPatryk Zobacz ostatni post

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum