Społeczność jeździecka czeka na Ciebie

Już dziś dołącz do internetowej społeczności jeździeckiej skupiającej pasjonatów i profesjonalistów hippiki.


  • Skupiamy 15 tysięcy Koniarzy
  • Ponad 750 wartościowych artykułów
  • Ponad 500 tysięcy zdjęć
  • Ciekawe dyskusje
  • Ludzie pełni pasji
  • Fotorelacje z zawodów
  • Rozbudowana baza rodowodowa
  • Giełda koni i ogłoszenia

Zostań członkiem społeczności

* powyższe proste pytanie ma na celu
ochronę przed automatami spamującymi

Masz już swój profil?


Korzystanie z serwisu jest darmowe. Pełny dostęp uzyskasz po zarejestrowaniu się.
Dołączenie do nas nie zajmie więcej niż 30 sekund.

Twoje konto



Kalendarz jeździecki

Maj 2012

PnWtSrCzwPtSobNd
  1
 
2
 
3
 
4
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
30
 
31
 
 
Brak zaplanowanych wydarzeń na dzisiaj...

Wasza opinia

Koń na którym jeżdżę






Głosy: 857 Opinie: 3




» Forum koniarzy » Jazda Konna » Uparty jeździec...


Napisz nowy temat
dorotkado Uparty jeździec... » Sob Gru 12, 2009 17:45   Przewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

dorotkado


Adept Jeździecki
Dołączył: 25 Gru 2007
Posty: 59
Skąd: ze stajni ;-)

Status: Offline

Witam
Poproszono mnie o prowadzenie jazd... mam uprawnienia, doświadczenie zdobywałam przez ostatnie 8 lat ale... brakło mi już pomysłów co zrobić z pewną dziewczynką.
Ma 14 lat, rodzice kupili jej konia "profesora" - 17 letniego małopolaka po karierze sportowej w ujeżdzeniu.
Koń - ideał, ostoja spokoju, nic nie jest w stanie go zaskoczyć, w terenie przechodzi jak czołg dosłownie obok wszystkiego.
Jest bardzo delikatny w pysku, czuły na dosiad, działanie łydkami itd
Poprostu fajnie ujeżdzony i nie popsuty - koń przyjaciel.
Młoda panna ma go od 4 miesięcy, uczyła się jeździć w jakiejś "szkółce" no i mamy pewien problem.
Rodzice kupili jej konika aby miała "swojego" jednak ona nijak nie potrafi jeździć na tym zwierzaku więc przyjechali z prośbą aby prowadzić lekcje ich dziecku(dojeżdzam do pensjonatu w którym trzymają konia).
Przejdźmy do sedna sprawy...
Dziewczyna ta wsiada na tego swojego rumaka... ona w lewo - koń w prawo.
ZERO kontroli nad zwierzęciem, Dyzio(tak mówimy zdrobniale na tego wałaszka) olewa ją totalnie.
Wszelkie możliwe ćwiczenia na lonzy, jazda na oklep - zrobiłam już wszystko co tylko dało się zrobić.
Dziewczynka ciągle "przechyla" się na którąś strone przy przykładaniu łydek( nie wiem po co Zapytanie )
Jak sie nie przechyla to "wisi" na pysku, anglezuje siadając na tylny łęk...
Rozpoczęłam z nią prace od zupełnych podstaw.
Straciłyśmy na lonży 20 godzin Wykrzyknienie i NIC to nie dało.
Myślałam na poczatku, że to wina konia.
Wsiadałam na niego sama i szczerze mówiąc można pozazdrościć takiego zwierzaka, bo koń wykonuje wszystko(ciągi, lotne zmiany nogi w galopie, zwroty, ustepowania od łydek, nawet kontrgalopuje na woltach).
Ze stój można ruszyć do galopu i zatrzymac go do stój bez żadnego problemu.

Co można zrobić jeśli jeździec nie ma zbytnio ambicji do podnoszenia swoich umiejętności?
To głównie przez rodziców i "mode na konie" córka jeździ - aby było się czym pochwalić u znajomych.
Opadają mi ręce, bo Dyzio wyczuł swoją właścicielke na tyle, że w końcu to wszystko skończy się jakimś wypadkiem Zdziwiony
Co można zrobic chociaż z samym przechylaniem jeźdzca na boki? (jazda na oklep(również lonża), jazda bez strzemion, narysowanie kredą Zakłopotany lini kręgosłupa konia aby mniej więcej widziała gdzie ta "linia" jest i aby siedziała prosto, nakleiłam jej na plecach papierową linie a jej koleżanka mówiła jej kiedy jest przechylona(chodzi o dolną część kregosłupa i miednice), zamykanie oczu, jazda z rozłozonymi rękoma, skręcanie "samym" dosiadem bez użycia wodzy itd - NIC z tego nie poskutkowało.
Nakreciłam filmik aby dziewczyna sama siebie zobaczyła, i skomentowała sama: "Boże, jak ja siedze na tym Dyziu! wstyd"
Ale na tym się skończyło... samokrytyka również nie podziałała.
Ja już nie mam sił do niej i szkoda mi Dyzia Smutny

Opcja sprzedaży konia nie wchodzi w gre Zszokowany bo córka musi jeździć Przewraca oczyma

Czytanie przez tą dziewczynkę książek typu "Harmonia jeźdzca i konia" itp odpada bo nic nie pomogło Puszcza oko
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 17:45 Zobacz profil autora PW
Cudziakowa » Sob Gru 12, 2009 17:52   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Cudziakowa


Koniuszy
Dołączył: 09 Gru 2009
Ostrzeżeń: 1
Posty: 470
Skąd: kluczbork

Status: Offline

W stajni gdzie miałam konia w wakacje jezdziła dziewczynka, którą zmusili rodzice bo chcieli zeby cora uprawiała taki a nie inny sport. Coprawda nie kupili jej konia bo niezdażyli. Przywozili ją na chama dziewczyna im mowiła ze w stajni smierdzi a konie sa głupie. Jak czysciła konia to wyklinała do niego i powtarzała jaki to on głupi nie jest. Chciała wszem i wobec pokazac ze niechce jezdzic i zeby ktos wreszcie powiedzial o tym rodzicom zeby dali jej spokuj, ale oni swoje. Wreszcie dziewczyna olała wszystko totalnie i niestarajac sie na jezdzie wogule kon to wyczuł i poniusł ją zleciała chyba złamała reke, Wtedy rodzice juz jej wiecej nie przywiezli. fakt ze inna sytuacja ale moze sie podobnie skonczyć poki nie stanie sie coś co ja albo zmobilizuje albo zniecheci to to bedzie sie ciągło.
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 17:52 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Cudziakowa » Sob Gru 12, 2009 17:55   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Cudziakowa


Koniuszy
Dołączył: 09 Gru 2009
Ostrzeżeń: 1
Posty: 470
Skąd: kluczbork

Status: Offline

a jeszcze inna 17 letnia dziewczyna uczac ja jezdzic na koniu (kiedy powiedzialam jej ze jak anglezuje to niech pamieta o pietach w dol bo jej nogi wlatuja w strzemiona) stwierdziła że nie umie robic kilku rzeczy na raz, w ktora strone ma jechać pamietac o pietach i anglezowaniu( bo jak myslała o pietach to anglezując omało nie wbiła sie w kregoslup konia) są przypadki ale to jest zero wyobrazni i samozaparcia.
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 17:55 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
Irysek » Sob Gru 12, 2009 18:32   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Irysek


Masztalerz
Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 688
Skąd: Zielona Góra / Wrocław

Status: Offline

dorotkado - moim zdaniem, jeżeli dziewczynka nie stara się nic a nic to jej poprostu nie zależy ,a skoro jej nie zależy to nawet jeśli będzie miała najlepszego konia, świetnego terenera i piękną stajnię ,to z niej i tak będzie guzik, a nie jeździec. Do każdego sportu trzeba mieć ogromne serce,a już tym bardziej do jeździectwa,które nie polega na " kończę trening, wkładam sprzęt do szafy i mam wszystko gdzieś ". Jeżeli ona tego nie polubi,to choćbyś niewiadomo jak mocno się starała,Dziewczynka i tak będzie olewać to wszystko i wsiadać w myśl zasady " odwalić swoje i do domu".


" Opcja sprzedaży konia nie wchodzi w gre bo córka musi jeździć " - i to jest cholernie przykre...
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 18:32 Zobacz profil autora PW
dorotkado » Sob Gru 12, 2009 18:41   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

dorotkado


Adept Jeździecki
Dołączył: 25 Gru 2007
Posty: 59
Skąd: ze stajni ;-)

Status: Offline

Cudziakowa napisał(a):
a jeszcze inna 17 letnia dziewczyna uczac ja jezdzic na koniu (kiedy powiedzialam jej ze jak anglezuje to niech pamieta o pietach w dol bo jej nogi wlatuja w strzemiona) stwierdziła że nie umie robic kilku rzeczy na raz, w ktora strone ma jechać pamietac o pietach i anglezowaniu( bo jak myslała o pietach to anglezując omało nie wbiła sie w kregoslup konia) są przypadki ale to jest zero wyobrazni i samozaparcia.


Właśnie ona się też tym usprawiedliwia Puszcza oko
Że jak jedno robi to nie może w tym samym czasie skupić się na czymś innym Przewraca oczyma
Najgorsze jest to, że rodzice w ogóle nie przyjmują moich "delikatnych" argumentów, że powinni zastanowić się nad tym, czy dalsza jazda konna ma sens.
Jednak oni sa przekonania, że to moja wina Zszokowany
Bo nie umiem dotrzeć do dziecka.
Dla mnie w ogóle nie zrozumiałe jest kupowanie koni dzieciom, ale akurat oni na brak gotówki nie narzekają... gorzej z oceną realnego zagrożenia Zdziwiony
Bo ostatnio puścili dziecko w teren(w zastępie z innymi), bo przecież Dyzio - koń spokojny i nie zrzuca(poprzednia właścicielka zachwalała tego konia, więc uznają ze ten koń krzywdy nie zrobi).


I co jeszcze najdziwniejsze jest w tym wszystkim, że ona ma zapał do tej jazdy(pewnie przez rodziców) i często zsiada ze łzami w oczach... bo sama nad sobą zapanować nie potrafi Zdziwiony
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 18:41 Zobacz profil autora PW
styska00 » Sob Gru 12, 2009 19:22   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

styska00


Masztalerz
Dołączył: 19 Wrz 2008
Posty: 770
Skąd: Ełk/Olsztyn

Status: Offline

Ja tez momentami mowie na jezdzie ze nie umiem zrobic wszystkiego naraz, ale mowie to wszystko w zartach, bo to po jakims czasie wejdzie w krew, trzeba tylko troche staran, a zrobie jeszcze wiecej;)
A rozmawialas szczerze z dziewczynka? Czy ona chce jezdzic? Moze poprowadz jej jazde a potem niech popatrza - o ile rodzice sa na zajeciach - jak inna dziewczynka jezdzie mniej wiecej na tyms amym poziomie co ona i ze to Ty ja uczylas. Wtedy nie powiedza ze Ty zle uczysz, bo jednak udalo Ci sie, tylko zrozumieja ze ich corka jest bardzo oporna, albo ja ten sport po prostu nie kreci.
Tylko problemem jest dziecko, ktore ma byc tu 'modelem' i to zeby w razie czego nie zrobic przykrosci dziewczynce;) Dlatego wazna jest rozmowa z nia sama czy naprawde chce.
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 19:22 Zobacz profil autora PW
Cudziakowa » Sob Gru 12, 2009 19:25   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Cudziakowa


Koniuszy
Dołączył: 09 Gru 2009
Ostrzeżeń: 1
Posty: 470
Skąd: kluczbork

Status: Offline

a ile ona wogule jeździ? niewiem zrobiłabym jej może jeszcze jakieś anglezowanie bez strzemion kłus w półsiadzie nie bedzie si musiała koncentrowac na anglezowaniu i wyliczaniu taktu tylko zrobi półsiad i bedzie pilnować nogi(wydaje mi sie ze jest to łatwiejsze do zapamietania niz przy anglezowaniu).
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 19:25 Zobacz profil autora PW Odwiedź stronę autora
fanelia » Sob Gru 12, 2009 20:13   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

fanelia

Lansjer

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754


Status: Offline

Dorotko, czy rozmawialas z nią szczerze? Może by tak usiasc razem i zadać trochę pytań: zacząć oczywiscie od tego, czy lubi jazdy na Dyziu i czy chcialaby jeździć dalej. Jeśli tak, pytaj dalej: co jej sprawia największą frajdę - najlepiej wypiszcie na kartce po jednej stronie plusy: co lubi (np. galop, uważa, że dobrze wychodzi jej kłusowanie itd.), na drugiej stronie kartki wypiszcie, co jej nie wychodzi, co ją denerwuje, co chciałaby zmienić.
To może być punkt wyjścia - uczeń powinien być bardziej świadomy swojego ciała i swoich błędów, to już krok do zrozumienia, co należy zmienić! Co z tego, że będziesz jej ględzić, że robi to źle i tamto, jak ona sama może sobie z tego nie zdawać sprawy i nie uważać tego za coś do zmiany.

Kolejną sprawa - jak juz wypiszecie to, co robi źle (np. źle pokonuje zakręty) omówcie dlaczego tak jej to nie wychodzi - co konkretnie robi w tym źle (np. przyklada łydkę, ale w ogole nie dziala biodrami) oraz dlaczego to jest ważne, co to daje.

Dzięki takiej liście możecie razem omówić, co jest nie tak i nad czym trzeba się skupić. Osobiście też mam jednego upartego ucznia - osoba bardzo sprawna fizycznie, ale koszmarnie trudno jej coś wytłumaczyć (nie rozumie większości poleceń i wszystko trzeba na różne sposoby tłumaczyć - czasem trafiają do niej naprawdę dziwne polecenia i nie związane z ćwiczeniem Puszcza oko trzeba próbować wszystkiego).

Trzeba dojść, co jest najwiekszym problemem tej dziewczyny: nie rozumie poleceń?, nie potrafi się skoncentrować/rozkojarza się?, nie potrafi czegoś zrobić fizycznie? (nie ma koordynacji, gibkości, może ma nadwagę i coś jej jest trudno wykonać?) itd. Jeśli już będziecie wiedziały, co jest głównym problemem, będzie łatwiej nad tym pracować.
Z tego co piszesz problemem może być koordynacja ruchowa - w takim razie warto zapisać dziewczynę na inne zajęcia np. pilates - świetnie wpływa na równowagę, koordynację, nie jest bardzo trudny, nie wymaga nie wiadomo jakiego wysiłku. Do tego ćwiczenia na koniu, które pomagają w koordynacji.

I tak jeszcze ode mnie - ja nie wprowadzam nowego elementu, jeśli poprzedni nie jest opanowany przynajmniej dobrze. Moj schemat nauki zawsze przebiega tak: najpierw podążanie biodrami w stępie, koń idzie na lonzy. Jezdziec uczy sie wykorzystywac ruch bioder (jednostronny i obustronny) i miednicy do przyspieszania stepa, zwalniania, zatrzymywania, ruszania. Jesli to opanuje dodaję łydki - cwiczymy zatrzymania. Potem dodaję wodze - cwiczymy zatrzymania. Potem wszystko to bez lonży. Nastepnie jezdziec uczy się wykorzystywać to, czego juz sie nauczyl do skrecania (przez srodek kola) - biodra, przylozenie lydki, odstawienie wodzy. Nie ma problemu z koordynacją, bo wszystkie te ćwiczenia byly wprowadzane bardzo stopniowo w przeciągu kilku - kilkunastu dni. Nigdy nie wprowadzam zakręcania szybciej niż po kilku lekcjach - jezdziec musi dobrze opanować ruch bioder, wyczuć go, umieć porządnie konia zatrzymać i ruszyć. Następnie musi do ruchu bioder dodawać łydki i pracować nad koordynacją tych dwóch rzeczy. W tym momencie uczy się, jak utrzymywać konia na kole i można odpiąć lonżę - wie, że jak koń wchodzi do środka to należy zadziałać wewn. łydką i wewn. biodrem w kierunku "na zewnatrz". Dopiero w tym momencie wprowadzam zakręt przez środek koła - za pomocą dosiadu, wykorzystujac tylko to, co jezdziec już umie: jednostronne dzialanie biodrem, cofanie zewn lydki za popreg i przykladanie wewn lydki na popregu, a w razie potrzeby odstawianie wodzy w bok. Zakrecanie cwiczymy przez tyle jazd, az zakręt będzie poprawnie wyjechany, a jezdziec zaczyna go robić automatycznie - najczesciej zagaduję jeźdźca albo każę mu skręcać w nieoczekiwanym momencie - jeśli wtedy poprawnie zakręci, oznacza, że robi to już naprawdę automatycznie i zyskał koordynację ruchową Uśmiechnięty W tym momencie wracamy znowu na lonżę i zaczynamy jakby od nowa, ale w kłusie: podążanie biodrami w kłusie (kilka jazd), przykladanie łydek, ćwiczenia: wytrzymać nad siodlem dwa takty, jeden w siodle, a potem zmiana - dwa takty w siodle, jeden nad siodlem, pracujemy nad wyrobieniem rytmu. Pozniej dopiero daje wodze do ręki i jezdziec trzyma je za sprzączkę i uczy się by nie podszarpywać wodzy do gory podczas anglezowania. Wtedy nastepuje odpiecie z lonzy i proby utrzymania samodzielnie koła. Dopiero potem zakręty w kłusie.
Nie ucze w szkółce, tylko prywatne osoby, więc mogę sobie pozwolić na tak powolną naukę i muszę przyznać, że daje to duże efekty. Aktualnie uczę cztery osoby i wszystkie przychodzą zrelaksowane. Jedna z tych osób spokojnie mogłaby to wszystko co opisałam zrobić na swojej pierwszej jeździe, bo niesamowicie szybko wszystko łapała, ale dla dobra ucznia lepiej to wszystko bardzo rozciągnąć w czasie i upewnić się, że każdy ruch - wyizolowany - jest dokładnie opanowany. Przynajmniej tak wynika z mojej praktyki Puszcza oko Wiem, że niektórzy robią tak, że od razu puszczają nowicjusza na otwartą wodę i rzucają komendy, ale nie podoba mi się to - sama byłam tak uczona i robię masę błędów przez to. Moi uczniowie chociaż na razie ćwiczą same podstawy robią wszystko bardzo dokładnie i porządnie. Nawet siedzą całkiem poprawnie mimo, że nie poprawiam ich palców, pleców, czy nóg - sami układają je automatycznie poprawnie, gdy zrozumieją wyizolowany ruch (np. ruch biodra, łydki, ręki, uda, ramienia).

Dorotko wiem, że masz bardzo duże doświadczenie w uczeniu, ja dopiero sama się uczę uczyć, ale piszę to wszystko, bo może poszłaś trochę za szybko? Może Twoja uczennica nie opanowala jeszcze każdego poszczególnego ruchu i dlatego ma problemy, żeby to wszystko poskładać w całość?

Jeśli chodzi o ksiażki: może warto jeszcze polecić jej kilka tytułów, to że jedna książka nie poskutkowała, nie znaczy, że inne nie wpłyną na jej myślenie Puszcza oko Osobiście polecam Wszechstronne szkolenie koni cz. 1, Równowaga w ruchu oraz Jak rozmawiać z koniem? Wyszla jeszcze ksiazka Jak nauczać jezdziectwa? ale nie mialam jej w ręku, więc nie wiem, czy zawiera przydatne dla Ciebie treści.

Edycja: tak mi jeszcze przyszło na myśl, że może by porobić trochę ćwiczeń z tą dziewczynką z ziemi: np. niech sprobuje cofnąć Dyzia, wylonżować go, przestawić mu zad. To odbuduje hierarchię, a dziewczynka zobaczy, że Dyzio jej słucha i to może pomóc jej odzyskać wiarę w siebie, w to, że potrafi coś zrobić. Np. mój narzeczony jest osobą, która ma tendencję do wątpienia, obniżania sobie samooceny i dołowania się, jak coś nie wychodzi i bardzo bardzo pomaga mu to, że potrafi bez problemu cofnąć naszą klacz, zatrzymać ją z ziemi na komendę, przestawić zad, przywołać itd. Stał się bardziej pewny siebie, wie, że wykonuje wszystko poprawnie, bo koń się słucha z ziemi i to przekłada się też na jego komfort na jeździe - bo przecież na jeździe robi wszystko to samo, co na ziemi, tyle że teraz siedzi u góry Puszcza oko


Ostatnio zmieniony przez fanelia dnia Sob Gru 12, 2009 20:18, w całości zmieniany 1 raz
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:13 Zobacz profil autora PW
Visenna » Sob Gru 12, 2009 20:17   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Visenna


Redaktor Naczelna
Dołączył: 29 Sty 2005
Pochwał: 2
Posty: 9363
Skąd: brać na piwo?

Status: Offline

Cóż....jak dla mnie laska nie ma do tego drygu i z tym nic już nie poradzisz. Są ludzie którzy nigdy się nie nauczą jazdy konnej jako JAZDY. Uczą się siedzieć na grzbiecie, dać łydkę, zakłusować, zagalopować, nie spaść. I nic więcej. Nic więcej w tym porozumieniu jakie jest potrzebne do jazdy konnej a nie jazdy na koniu nie osiągną, bo nie mają do tego talentu po prostu. Sama mam na może 80 osob które obecnie uczę, jednego takiego faceta. No nie ma talentu i już. Nic się z tym nie da zrobić...tak jak nie każdy ma słuch - są ludzie którzy mają słuch wybitny, są tacy (90% populacji?) co mają słuch taki że potrafią coś tam czysto zanucić ale piosenkarzem nie będą nigdy, i są tacy co ryczą jak zarzynana owca, słuchu zero totalnie. I tak z jeźdźcami jest - są ci z talentem, potem większość która nie będzie nigdy mistrzem olimpijskim, ale przyzwoicie rekreacyjnie się nauczy, a może i na jakiś malutki sport starczy. I są beztalencia, które nie pojmą tego nigdy, choć takich ludzi jest bardzo mało. Pozdrawiam. Visenna, Loki, Goofie i konie
Szanuj moda swego, mozesz mieć gorszego
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:17 Zobacz profil autora PW Wyślij email
dorotkado » Sob Gru 12, 2009 20:20   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

dorotkado


Adept Jeździecki
Dołączył: 25 Gru 2007
Posty: 59
Skąd: ze stajni ;-)

Status: Offline

Cudziakowa napisał(a):
a ile ona wogule jeździ? niewiem zrobiłabym jej może jeszcze jakieś anglezowanie bez strzemion kłus w półsiadzie nie bedzie si musiała koncentrowac na anglezowaniu i wyliczaniu taktu tylko zrobi półsiad i bedzie pilnować nogi(wydaje mi sie ze jest to łatwiejsze do zapamietania niz przy anglezowaniu).


Robione było i bez żadnego efektu Zdziwiony
Jeździ 2 rok... tylko wcześniej w "szkółce" tzn w stajni, gdzie małolaty prowadziły jazdy zamiast instruktora.
Najgorsze jest to przechylanie, przy dokładaniu łydki(choć przykłada ją w dobrym miesjcu Puszcza oko )
a koń cwaniak i nawet jeśli co któryś raz się nie przechyli - Dyziek robi swoje(wozi ją po całej ujeżdzalni)
Jazda w zastępie odpada, bo koń za "ogonem" nie chodzi.

Jedynie na oklep jest w miare dobrze, bo za bardzo nie ma jak sie przechylać ale troche się boje aby ciągle jeździła bez siodła, bo koń mało "pracuje" i energii ma na tyle dużo, że z pod tyłka potrafi uciec, a wolałabym uniknąć upadków.
Aby sama go podmęczyć przed jazdą z reguły nie mam czasu, jedynie lonża - która nie zawsze wchodzi w gre bo mam problemy z dyskami w kręgosłupie a dziewczynka lonżowac nie potrafi Zdziwiony

Bardzo duzo rozmawiałam z tą dziewczynką, zawsze w sposób delikatny aby nie zrobić jej przykrości.
Ona mówi, że się stara ale jej poprostu nie wychodzi Zdziwiony
Zaprosiłam ją nawet na jazdy dziewczyn, które sama uczyłam jeździć aby popatrzyła na nie, a one również starały jej pokazać z "grzbietu" konia co i jak robić.

Rodzice bywają w stajni mało kiedy Przewraca oczyma
Prosiłam aby przyjeżdali na jazdy, ale kończy się na tym, że podwozą córke i jadą do domu Smutny
Dziewczyna ma niby prosty kregosłup więc przyczyna w wadzie budowy nie leży.

Więc skąd to przechylanie Przewraca oczyma
Siodło jest dobre(było zmieniane na inne - efekt ten sam)
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:20 Zobacz profil autora PW
Sledz » Sob Gru 12, 2009 20:55   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Sledz

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 24 Kwi 2008
Posty: 970


Status: Offline

Dorotka- widać że wiele pracy i wysiłku w to wkładasz, ja nigdy nie miałam kogoś, kto chciałby mi jakies takie ćwiczenia chciał wymyślać Bardzo wesoły

Hmm, czasem też mam dzień że mi nic nie wychodzi, że wczoraj to wychodziło perfekt a dziś zero. Ale to są pojednycze dni, raz koń ma gorszy humor raz ja. I też wtedy mówię, że się staram a nie wychodzi Puszcza oko

Ja też uczyłam się w szkółce, teraz, tak samo jak ona, mam super konia. Na początku było mi ciężko się oduczyć tych złych nawyków, ciężko było jeździć na koniu który reaguje tylko na idealne pomoce...Ale teraz jest coraz lepiej, czegoś się nauczyłam Puszcza oko

Może spytaj jej wprost- czy chce się uczyć jeździć. Jak długo u Ciebie jeździ? Niech popatrzy jak jeżdżą inni (ja wtedy podpatruje, potem naśladuje, czasem pozazdroszczę i jak się w środku wkurzę to i mi coś wyjdzie Puszcza oko )

Jeśli powie że chce i że się stara...Robiłaś jej tyle ćwiczeń, może po prostu nie ma do tego drygu? A może podejdź do niej...z innej strony?
Włożyłaś w to tyle pracy i nic. Wiem, nie można się poddawać, ale jeśli jeździ u Ciebie 4 miesiące i nic, to może nie warto? Szkoda Twojego czasu, konia i pieniędzy? Porozmawiaj z nią, z rodzicami, niech ją zdopingują- bo jeśli to tylko na pokaz, to chyba nie warto...

Może ćwiczenia w grupie? Pojawi się rywalizacja, coś z tego wyjdzie?
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:55 Zobacz profil autora PW
Dewonka » Sob Gru 12, 2009 21:09   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Dewonka

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 21 Maj 2006
Posty: 932


Status: Offline

Myślę że może warto spróbować bez siodła i bez wodzy. Na miękkim piasku tak żeby upadając nic sobie nie zrobiła. Tym sposobem albo zacznie myśleć nad tym co robi albo zrezygnuje z jezdziectwa
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 21:09 Zobacz profil autora PW
dorotkado » Sob Gru 12, 2009 21:11   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

dorotkado


Adept Jeździecki
Dołączył: 25 Gru 2007
Posty: 59
Skąd: ze stajni ;-)

Status: Offline

Według mnie ona ma największe problemy z koordynacją ( na codzień jest powolna, ale za to bardzo dokładna).
Samo czyszczenie konia zajmuje jej bardzo duzo czasu, bo nauczona jest że trzeba robić wszystko dokładnie i do końca.
Na moje oko ona traktuje konie jako dodatek do zycia, rodzice kupili konia więc jeździ, zapisali na basen to pływa.
Skoro rodzice karzą to wypełnia polecenia i robi nawet to czego nie lubi.
Osobiście w ogóle nie rozumiem takiego sposobu wychowywania dzieci, bo rodzice robią jej ogromną krzywde już teraz - bo sama w ogóle nie ma prawa decydować co tak na serio chciałaby w zyciu robić i jakie miec hobby.
Jazdy jej prowadze od trzech miesięcy minimum dwa razy w tygodniu a najczęściej co drugi dzień, gdy wraca ze szkoły - wole poświęcić godzine czy dwie i mieć ją na "oku" bo choć od lat ucze jeździć, to jest pierwszy mój przypadek, kiedy to człowiek nie chce a coś nadal robi :wink

Staram sie nie wprowadzać jej nic nowego, dopóki jedno nie jest opanowane, ale cały czas stoimy w sumie w miejscu i walczymy z pochylaniem na boki.
W głębi serca i tak czuje , że z tego poprostu nic nie będzie.
Bo do jazdy trzeba mieć smykałke, której u niej brak Przewraca oczyma
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 21:11 Zobacz profil autora PW
fanelia » Sob Gru 12, 2009 22:13   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

fanelia

Lansjer

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754


Status: Offline

Dorotko, to może wymyśl coś zwiazanego z końmi, ale nie do konca jazda? Może jakieś zabawy z koniem? Skoro jest dokładna to może natural - przyda się jej perfekcja. I poćwiczy refleks Puszcza oko może spodobałoby jej się lonżowanie? Albo spacery z koniem? Albo np. przechodzenie z koniem przez różne kombinacje z drągów z ziemi (TTEAM). Chociaż wtedy co na to rodzice, którzy chcą mieć jeźdźca? Zdziwiony

Jesli chodzi o to przechylanie to przychodzą mi do głowy dwa ćwiczenia: jedno takie żeby jeździła z rękoma uniesionymi pionowo do góry i niech cały czas wyciąga się do góry - to jej utrudni przechylanie, a druga rzecz: niech myśli o tym, żeby się przechylić w przeciwną stronę. Ona się przechyla góra ciała, czy może naciska jednym biodrem za mocno i cała miednica jej się przechyla na jedną stronę?
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 22:13 Zobacz profil autora PW
kittajka » Sob Gru 12, 2009 22:52   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

kittajka


Koniuszy
Dołączył: 21 Cze 2009
Posty: 521
Skąd: Banditendorf

Status: Offline

A mi przychodzi głowy pewien pomysł, bo kiedyś jak zaczynałam też miałam podobny problem i mi pomogła jazda w terenie, a dokładniej jazda między drzewami, z górki, pod górke. Jeśli macie gdzieś blisko las, to pojedźcie w teren, bo może dzięki temu nauczy się podążać za ruchem konia i załapie lepszą równowage. Poza tym tak jak ktoś wcześniej pisał może za bardzo chcesz ją nauczyć i stawiasz jej zbyt wysokie wymagania? Może najpierw niech sobie "powozi tyłek", tak żeby zobaczyła że jazda to przyjemność, a nie tortura, a potem może polubi konie i będzie chciała sama się uczyć. "Wcale się nie przymawiałem, lecz jeśli prosi tak zacna osoba, to grubiaństwem byłoby odmówić."
Post » Wysłany: Sob Gru 12, 2009 22:52 Zobacz profil autora PW
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Pokaż posty:  |   Skocz do:  


» Forum » Jazda Konna » Uparty jeździec...
Pokrewne tematy Odpowiedzi Autor Wyświetleń Ostatni Post
Brak nowych postów Co zrobić jak mój koń jest nerwowy??? 59 angelhorse 21037 Wczoraj o godz. 12:46
leosky Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Jak rozluźnić przy pracy na lonży? 36 Chestnut_Stalion 18065 Sob Sty 07, 2012 13:37
martyna13 Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Wiadomości o Centaurusie 1443 Marzenieokucyku 70052 Nie Lis 06, 2011 13:59
barejqa Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Kurs kowalstwa - co? gdzie? jak? 46 Zuzupower 22321 Czw Lut 10, 2011 21:09
Chestnut_Stalion Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Naczelny na wakacjach 31 xPatryk 14805 Pon Sie 04, 2008 22:06
xPatryk Zobacz ostatni post

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum