

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754
Status: Offline
|
Dorotko, czy rozmawialas z nią szczerze? Może by tak usiasc razem i zadać trochę pytań: zacząć oczywiscie od tego, czy lubi jazdy na Dyziu i czy chcialaby jeździć dalej. Jeśli tak, pytaj dalej: co jej sprawia największą frajdę - najlepiej wypiszcie na kartce po jednej stronie plusy: co lubi (np. galop, uważa, że dobrze wychodzi jej kłusowanie itd.), na drugiej stronie kartki wypiszcie, co jej nie wychodzi, co ją denerwuje, co chciałaby zmienić.
To może być punkt wyjścia - uczeń powinien być bardziej świadomy swojego ciała i swoich błędów, to już krok do zrozumienia, co należy zmienić! Co z tego, że będziesz jej ględzić, że robi to źle i tamto, jak ona sama może sobie z tego nie zdawać sprawy i nie uważać tego za coś do zmiany.
Kolejną sprawa - jak juz wypiszecie to, co robi źle (np. źle pokonuje zakręty) omówcie dlaczego tak jej to nie wychodzi - co konkretnie robi w tym źle (np. przyklada łydkę, ale w ogole nie dziala biodrami) oraz dlaczego to jest ważne, co to daje.
Dzięki takiej liście możecie razem omówić, co jest nie tak i nad czym trzeba się skupić. Osobiście też mam jednego upartego ucznia - osoba bardzo sprawna fizycznie, ale koszmarnie trudno jej coś wytłumaczyć (nie rozumie większości poleceń i wszystko trzeba na różne sposoby tłumaczyć - czasem trafiają do niej naprawdę dziwne polecenia i nie związane z ćwiczeniem trzeba próbować wszystkiego).
Trzeba dojść, co jest najwiekszym problemem tej dziewczyny: nie rozumie poleceń?, nie potrafi się skoncentrować/rozkojarza się?, nie potrafi czegoś zrobić fizycznie? (nie ma koordynacji, gibkości, może ma nadwagę i coś jej jest trudno wykonać?) itd. Jeśli już będziecie wiedziały, co jest głównym problemem, będzie łatwiej nad tym pracować.
Z tego co piszesz problemem może być koordynacja ruchowa - w takim razie warto zapisać dziewczynę na inne zajęcia np. pilates - świetnie wpływa na równowagę, koordynację, nie jest bardzo trudny, nie wymaga nie wiadomo jakiego wysiłku. Do tego ćwiczenia na koniu, które pomagają w koordynacji.
I tak jeszcze ode mnie - ja nie wprowadzam nowego elementu, jeśli poprzedni nie jest opanowany przynajmniej dobrze. Moj schemat nauki zawsze przebiega tak: najpierw podążanie biodrami w stępie, koń idzie na lonzy. Jezdziec uczy sie wykorzystywac ruch bioder (jednostronny i obustronny) i miednicy do przyspieszania stepa, zwalniania, zatrzymywania, ruszania. Jesli to opanuje dodaję łydki - cwiczymy zatrzymania. Potem dodaję wodze - cwiczymy zatrzymania. Potem wszystko to bez lonży. Nastepnie jezdziec uczy się wykorzystywać to, czego juz sie nauczyl do skrecania (przez srodek kola) - biodra, przylozenie lydki, odstawienie wodzy. Nie ma problemu z koordynacją, bo wszystkie te ćwiczenia byly wprowadzane bardzo stopniowo w przeciągu kilku - kilkunastu dni. Nigdy nie wprowadzam zakręcania szybciej niż po kilku lekcjach - jezdziec musi dobrze opanować ruch bioder, wyczuć go, umieć porządnie konia zatrzymać i ruszyć. Następnie musi do ruchu bioder dodawać łydki i pracować nad koordynacją tych dwóch rzeczy. W tym momencie uczy się, jak utrzymywać konia na kole i można odpiąć lonżę - wie, że jak koń wchodzi do środka to należy zadziałać wewn. łydką i wewn. biodrem w kierunku "na zewnatrz". Dopiero w tym momencie wprowadzam zakręt przez środek koła - za pomocą dosiadu, wykorzystujac tylko to, co jezdziec już umie: jednostronne dzialanie biodrem, cofanie zewn lydki za popreg i przykladanie wewn lydki na popregu, a w razie potrzeby odstawianie wodzy w bok. Zakrecanie cwiczymy przez tyle jazd, az zakręt będzie poprawnie wyjechany, a jezdziec zaczyna go robić automatycznie - najczesciej zagaduję jeźdźca albo każę mu skręcać w nieoczekiwanym momencie - jeśli wtedy poprawnie zakręci, oznacza, że robi to już naprawdę automatycznie i zyskał koordynację ruchową W tym momencie wracamy znowu na lonżę i zaczynamy jakby od nowa, ale w kłusie: podążanie biodrami w kłusie (kilka jazd), przykladanie łydek, ćwiczenia: wytrzymać nad siodlem dwa takty, jeden w siodle, a potem zmiana - dwa takty w siodle, jeden nad siodlem, pracujemy nad wyrobieniem rytmu. Pozniej dopiero daje wodze do ręki i jezdziec trzyma je za sprzączkę i uczy się by nie podszarpywać wodzy do gory podczas anglezowania. Wtedy nastepuje odpiecie z lonzy i proby utrzymania samodzielnie koła. Dopiero potem zakręty w kłusie.
Nie ucze w szkółce, tylko prywatne osoby, więc mogę sobie pozwolić na tak powolną naukę i muszę przyznać, że daje to duże efekty. Aktualnie uczę cztery osoby i wszystkie przychodzą zrelaksowane. Jedna z tych osób spokojnie mogłaby to wszystko co opisałam zrobić na swojej pierwszej jeździe, bo niesamowicie szybko wszystko łapała, ale dla dobra ucznia lepiej to wszystko bardzo rozciągnąć w czasie i upewnić się, że każdy ruch - wyizolowany - jest dokładnie opanowany. Przynajmniej tak wynika z mojej praktyki Wiem, że niektórzy robią tak, że od razu puszczają nowicjusza na otwartą wodę i rzucają komendy, ale nie podoba mi się to - sama byłam tak uczona i robię masę błędów przez to. Moi uczniowie chociaż na razie ćwiczą same podstawy robią wszystko bardzo dokładnie i porządnie. Nawet siedzą całkiem poprawnie mimo, że nie poprawiam ich palców, pleców, czy nóg - sami układają je automatycznie poprawnie, gdy zrozumieją wyizolowany ruch (np. ruch biodra, łydki, ręki, uda, ramienia).
Dorotko wiem, że masz bardzo duże doświadczenie w uczeniu, ja dopiero sama się uczę uczyć, ale piszę to wszystko, bo może poszłaś trochę za szybko? Może Twoja uczennica nie opanowala jeszcze każdego poszczególnego ruchu i dlatego ma problemy, żeby to wszystko poskładać w całość?
Jeśli chodzi o ksiażki: może warto jeszcze polecić jej kilka tytułów, to że jedna książka nie poskutkowała, nie znaczy, że inne nie wpłyną na jej myślenie Osobiście polecam Wszechstronne szkolenie koni cz. 1, Równowaga w ruchu oraz Jak rozmawiać z koniem? Wyszla jeszcze ksiazka Jak nauczać jezdziectwa? ale nie mialam jej w ręku, więc nie wiem, czy zawiera przydatne dla Ciebie treści.
Edycja: tak mi jeszcze przyszło na myśl, że może by porobić trochę ćwiczeń z tą dziewczynką z ziemi: np. niech sprobuje cofnąć Dyzia, wylonżować go, przestawić mu zad. To odbuduje hierarchię, a dziewczynka zobaczy, że Dyzio jej słucha i to może pomóc jej odzyskać wiarę w siebie, w to, że potrafi coś zrobić. Np. mój narzeczony jest osobą, która ma tendencję do wątpienia, obniżania sobie samooceny i dołowania się, jak coś nie wychodzi i bardzo bardzo pomaga mu to, że potrafi bez problemu cofnąć naszą klacz, zatrzymać ją z ziemi na komendę, przestawić zad, przywołać itd. Stał się bardziej pewny siebie, wie, że wykonuje wszystko poprawnie, bo koń się słucha z ziemi i to przekłada się też na jego komfort na jeździe - bo przecież na jeździe robi wszystko to samo, co na ziemi, tyle że teraz siedzi u góry
Ostatnio zmieniony przez fanelia dnia Sob Gru 12, 2009 20:18, w całości zmieniany 1 raz
|
» Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:13
|