

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754
Status: Offline
|
Ja uczylam sie galopu podobnie jak Visenna - na ogromnym placu, sama, odjezdzalam z koniem na koniec placu, a potem dawaj galopem do stajni... bez sensu, z masą błędów, obijając się, szarpiąc, z "instruktorem", który krzyczał jakieś "rady" po drodze... KLAPA. Tez dziecko 9 letnie, uchachane, że konik szybko biegnie i że już umiem "półsiad", ktory jak poltorej roku temu (po moim wtedy 9 czy 10 letnim stażu) zobaczyla moja obecna instruktorka to się pewnie szczerze załamała. Nie, nie, nie.
Teraz będę uczyć swojego narzeczonego galopu na razie WYŁĄCZNIE na lonży. Po co? Po to, że jak koń przyspieszy, uczeń straci równowagę, czy koń zacznie gubić rytm lub tempo, to jestem ja, która czuwam i ewentualnie zaradzę oraz pomogę. Akurat konia mamy na tyle fajnego, że nauczyliśmy go, że jak jeździec traci równowagę i chwyta się za szyję to koń automatycznie przechodzi do stępa, ale to nie zmienia faktu, że gdyby coś się działo, to lepiej żeby była osoba, która ogarnie sytuację. Poza tym lepiej jest, kiedy osoba ucząca znajduje się ok 10 m od ucznia (długość lonży) niż jak gania za nim po placu i wydziera się na całą okolicę, a podekscytowany uczeń i tak nic nie słyszy. No i do tego dochodzi już wspomniana rzecz - uczeń mając do kontrolowania wodze, łydki, uda, miednicę, ręce, plecy, pięty oraz tempo konia zaczyna się gubić, przestaje skupiać na instruktorze i jego radach, a to one są w początkach nauki najważniejsze.
Niech uczeń najpierw nauczy kontrolować się swoje ciało i reakcje, a dopiero potem niech zajmie się kontrolą i wpływaniem na ruch konia. Na to przyjdzie czas. I osoba DOBRZE uczona na lonży, umiejąca działać właściwie dosiadem oraz rozdzielić działanie rąk od nóg i reszty ciała, z pewnością da sobie radę na większym terenie bez lonży.
I kolejna sprawa - udzielając jazd przyjaciołom na swoim własnym koniu NIE POZWOLĘ, żeby ktokolwiek szarpnął ją za pysk, czy w jakikolwiek inny sposób zniechęcił ją do jazdy. Lekcje prowadzę tak, że uczeń uczy się małej ilości wiadmości na jednej lekcji, robi same proste rzeczy, a wszystkie zmiany są wprowadzane bardzo powoli i stopniowo. W życiu bym nie dała konia przypadkowej osobie, żeby sobie na nim pogalopowała na większym terenie. Nawet bardzo dobrze jeżdżąca osoba, która ode mnie dzierżawi konia galopuje tylko w krótkich nawrotach i na małym terenie (20 metrowe koło) i wyłącznie pod moim okiem.
Gdybym prowadzila szkółkę i miala typowo rekreacyjne konie też bym nie pozwoliła, żeby jakiś szczypior mi konia wyszarpał i oklepał - niech najpierw nauczy się kontrolować własnie ciało, a dopiero potem zabiera za zwierzaka...
|
» Wysłany: Sro Lut 03, 2010 20:24
|