Społeczność jeździecka czeka na Ciebie

Już dziś dołącz do internetowej społeczności jeździeckiej skupiającej pasjonatów i profesjonalistów hippiki.


  • Skupiamy 15 tysięcy Koniarzy
  • Ponad 750 wartościowych artykułów
  • Ponad 500 tysięcy zdjęć
  • Ciekawe dyskusje
  • Ludzie pełni pasji
  • Fotorelacje z zawodów
  • Rozbudowana baza rodowodowa
  • Giełda koni i ogłoszenia

Zostań członkiem społeczności

* powyższe proste pytanie ma na celu
ochronę przed automatami spamującymi

Masz już swój profil?


Korzystanie z serwisu jest darmowe. Pełny dostęp uzyskasz po zarejestrowaniu się.
Dołączenie do nas nie zajmie więcej niż 30 sekund.

Twoje konto



Kalendarz jeździecki

Maj 2012

PnWtSrCzwPtSobNd
  1
 
2
 
3
 
4
 
5
 
6
 
7
 
8
 
9
 
10
 
11
 
12
 
13
 
14
 
15
 
16
 
17
 
18
 
19
 
20
 
21
 
22
 
23
 
24
 
25
 
26
 
27
 
28
 
29
 
30
 
31
 
 
Brak zaplanowanych wydarzeń na dzisiaj...

Wasza opinia

Koń na którym jeżdżę






Głosy: 857 Opinie: 3




» Forum koniarzy » Porady » młodziak co i jak?


Napisz nowy temat
Hexeves » Sro Lut 10, 2010 0:59   Przewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Hexeves



Dołączył: 01 Lut 2010
Posty: 23
Skąd: trójmiasto

Status: Offline

Cler, konie, mimo, że bardzo, bardzo się różnią od człowieka, mają jednak cechy z nim wspólne. Ich umysł przy relacjach z człowiekiem można porównać do umysłu małego dziecka. Konie jak takie małe dzieci, chłoną absolutnie wszystko z otoczenia, błyskawicznie się uczą i kojarzą. Wiem, że to jest bardzo śmiałe i "niebezpieczne" oraz "daleko idące" porównanie, ale w niektórych sytuacjach bywa nadzwyczaj trafne.

Tak po prawdzie, Dewonka, to czytając Twojego pierwszego posta miałam wrażenie, że napotkałam kolejną osobę, która tak trochę nie wie gdzie gra i trąbi, ale chciałaby mieć źrebaczka bo to takie fajne, bo tylko ze źrebaczkiem można wypracować sobie miłą i przyjemną relację, ale z wychowanym koniem już nie, ale muszę zwrócić honor i przeprosić za takie daleko idące wnioski. Mam nadzieję, że przyjmiesz przeprosiny i się za mocno nie pogniewasz. Puszcza oko

Za wychowywaniem źrebaka w stadzie "ogólnokońskim" idzie tylko i wyłącznie dbałość o jego prawidłowy rozwój psychiczny. Koń odsadzony od matki uczy się samodzielności, zostaje wychowywany przez stado, które uczy go absolutnie wszystkiego, co później wykorzystuje człowiek, żeby na koniu jeździć, pracować z nim czy po prostu się bawić. Źrebakowi najpierw jest wybaczone wiele rzeczy, takich jak "wpadanie" na inne konie, podgryzanie, stawanie dęba, wierzganie i kopanie - do pewnego wieku źrebak może sobie pozwolić na takie rzeczy, bo jest dzieckiem, ale później, kiedy powoli zaczyna dorastać, zaczyna być również karcony za mniejsze lub większe przewinienia, zaczyna uczyć się co wolno, a czego niewolno. Z rówieśnikami natomiast może się bawić, gonić, podgryzać i bawić się w spinanie. W takich momentach wychodzą indywidualne cechy dzieciaka. Tak "odchowany" koń będzie psychicznie zrównoważony i "gotowy" by na bazie tego, czego nauczyło go stado stworzyć relację z człowiekiem.... która jest oczywiście możliwa i może być prawie tak silna jak ta końska.
Miałam do czynienia z końmi, które wychowywały się w różnych środowiskach.... no i był przypadek:
- konia, który wychowywał się sam, upalowany na podwórku u jakiejś dziewczyny. Zasad "życia w stadzie" uczyła go ta dziewczyna i wyszło jej to dość marnie, szczerze powiedziawszy;) w stadzie z ogierami ani wałachami żyć nie mógł, bo w ogóle nie umiał się z nimi porozumieć i zazwyczaj dochodziło do ostrych starć, które konik zawsze przegrywał. Zawsze był tym zgryzionym, skopanym, takim workiem treningowym dla kolegów.
- ogierka, którego kupiła sobie rodzinka. Córcia coś tam jeździła na koniach, źrebol chował się w towarzystwie szetlanda i po roku okazało się, że bez kija nie podchodź, z ogierka zrobiło się ogierzysko, które kopytami wyganiało człowieka z boksu, stajni, padoku, zewsząd. Koń najpierw dostał od trenera solidne lanie i był wielce zdziwiony, że ktoś w ogóle śmiał na niego rękę podnieśćPuszcza oko ale jakoś się współpraca z tym koniem trenerowi udała
- klaczkę, która przez 10 lat mieszkała i wychowywała się z mamusią oraz nic nie robiła. Odsadzenie od mamusi było koszmarem, klacz rozwalała ogrodzenia, żeby się dostać do matki, inne konie ją nie interesowały. Jak się w końcu matka zgubiła na dobre, to się zaczęły "jaja". Klacz okazała się być wypłochem nr jeden, który jest w stanie wejść na ścianę, bo ktoś głośniej tupnął.
- dwa fiordopodobne konie, wychowane razem w przydomowej stajni, gdzie wychodziły na taki... hmm.... mały padoczek, na którym tylko stępowały, bo nie było miejsca, żeby biegać. Kupił pan sobie do bryczki;) Po latach okazało się, że oby dwa mają problem z poruszaniem się, z galopowaniem na którąś ze stron, miały słabe stawy, kości.... W końcu chyba poszły pod nóż, aczkolwiek nie wiem czy tak się naprawdę stało.
No to tyle koni, które przypomniały mi się na szybko.

Nie mówię, Dewonka, że zaliczasz się do któregoś z wyżej wymienionych "przypadków", mówię tylko jakie mogą być konsekwencje.
Oczywiście, każdy koń jest inny i nie można generalizować, ale ja po przebytych doświadczeniach jednak wolałabym, żeby koń, którego mam zamiar kupić był przynajmniej choć trochę kulturalny.Puszcza oko

Nie mówię też, że z końmi wymienionymi przeze mnie nic nie dało się zrobić. Przeciwnie, 90% "trudnych przypadków" można doprowadzić do "stanu używalności", w którym koń da do siebie podejśc.Puszcza oko W końcu konie bardzo dobrze pamiętają wszystkie krzywdy, ale i te krzywdy wybaczają. Tylko chodzi mi o to, że tego można było po prostu uniknąć.

Jeśli mogę faktycznie doradzić coś innego oprócz odradzenia kupna tak młodego konia do siebie w stajni to po pierwsze:
- nie myśl o emerycie ani o schorowanym koniu. W przypadku emeryta zbyt duża różnica wieku może spowodować, że takie konie się po prostu nie dogadają. Źrebak dla emeryta to żadne towarzystwo, wręcz irytujące, emeryt dla źrebaka to również nie towarzysz zabaw. Schorowany koń to samo. Może być przy okazji zdenerwowany obecnością czegoś, co mu wiecznie spokój zakłóca.Puszcza oko Albo odwrotnie - młode może zacząć terroryzować starszego, bo wie, że nie dostanie za to żadnych konsekwencji.
- dwa ogiery albo ogier + wałach mogą zacząć walczyć o "pozycję" w swoim dwukonnym stadzie, albo o względy.... Twoje Puszcza oko To nie żart;) W przypadku, kiedy jeden człowiek ma pod opieką dwa konie, a wcześniej zajmował się tylko jednym, nazwijmy go koniem A, człowiek konia A do siebie bardzo przywiązał i nagle wprowadzamy na plan konia B, który będzie podległy koniowi A, a którym też się zajmujemy i nie możemy poświecić tyle czasu co wcześniej koniowi A, to koń A może [choć nie musi] zachowywać się, jakby był zazdrosny.... a wynika to najprawdopodobniej z tego, że koń A, będąc przywódcą domaga się pierwszeństwa we wszystkim, co się z nim robi, w tym też - pierwszeństwa w uwadze człowieka. Taki koń odpędzi konia B od wyjścia z padoku, żeby samemu podstawić się pod uwiąz, by wyjść pierwszym, przed koniem B.Puszcza oko Mam nadzieję, że każdy nadążą. Śmieje się
- ja bym szukała konia zrównoważonego, dorosłego [czyli ok 7-10 lat] i zdrowego. Nie ważne czy to będzie kucyk czy jakiś większy gabarytowo jegomość, fajnie by było gdyby to nie był wariat.Puszcza oko
No i przedewszystkim.... Sama starała się takiego konia wychować, nauczyć "dobrych manier" co wolno przy człowieku, a czego nie wolno, pamiętając, że to jeszcze zupełne dziecko, któremu trzeba przedstawiać łatwe, krótkie i proste "komunikaty" [ oraz przy którym trzeba czasem mieć dobry refleks Puszcza oko ]
- a tak w ogóle, to po co Ci ogier? :> Pytam z ciekawości, nie chcę żebyś pomyślała, że to złośliwość.
Post » Wysłany: Sro Lut 10, 2010 0:59 Zobacz profil autora PW
Chestnut_Stalion » Sro Lut 10, 2010 21:08   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Chestnut_Stalion

Pomocnik Luzaka

Pomocnik Luzaka
Dołączył: 12 Maj 2008
Pochwał: 1
Posty: 2535
Skąd: Kamionki k.Poznania

Status: Offline

Więc teraz ja, powiem ci tak, mojego konia kupiłam jak miał 11 mies., to była największa głupota jaką mogłam zrobić, ale w końcu słuchałam się starych "doświadczonych" koniarzy, którzy bądź co bądź jak uświadomili mnie w końcu inni wykorzystywali mnie jak szło, a nazywaliśmy to przyjaźnią, ale ok. W starym systemie rewelacyjne było to że mieliśmy rewelacyjne duże, dobrze prosperujące stajnie HODOWLANE, znające się na rzeczy, mieliśmy odpowiednich ludzi w odpowiednich miejscach-masztalerzy, koniuszych, wojskowych, jeźdźców i odpowiednie warunki (nie wszędzie-wiadomo) i były też specjalne pastwiska- osobne dla klaczy i ogierów dobrane wiekowo- dla 1,2 i 3 latków.Szukaj takiego miejsca, albo stwórz je "sama" w uproszczonej wersji. Ja byłam zbyt zahipnotyzowana aby zdać sobie sprawę że robię nie źle ale tragicznie odchowując mojego konia. Nie zrobiłam mu krzywdy bo się szybko obudziłam, ale robiłam mu krzywdę, w starej stajni konie regularnie nie wychodziły na padoki, mój maluch jak wychodził to sam albo ze starszymi końmi, pracowałam z nim na lonży (głupota jak nic, ale jak on nie miał gdzie chodzić a zwiać mógł i zrobić sobie krzywdę a ja nie byłam go w stanie przez 5 godz. pilnować, a on sam się nudził. Jednak gdy masz 10 osób które mówią ci że inni mają gorzej, że nic złego nie dzieję, albo jutro naprawią część okólnika to ty sam zaczynasz w to wierzyć. Jeżeli masz czas i chęci to kup dwa młodziaki, pracujesz na zasadzie kantar nogi prowadzenie od drugiego roku i szafa gra. Ja mam mojego od młodziaka i fakt faktem robi to czego ja od niego i od siebie wymagam, ale odkąd wszedł w stado jestem przerażona. Zaczyna się, podskakuje wszystkim koniom, nie potrafi się zachować w stadzie, co gorsza respektuje mnie ale jak wejdę w stado broni mnie. Jest totalnie nieszczęśliwy w stadzie i może dlatego twój Dewon, czy inne konie mogą nie chcieć i nie tęsknić za stadem, bo będzie im w pewien sposób bardziej odpowiadało towarzystwo interesującego się nim człowieka a nie obojętnego mu konia, który go olewa, przepycha, gryzie i kopie. Młody koń to jest świetny pomysł, ale trzeba mieć warunki i pomysł na wychowanie takie stwora, plan na x lat. Zdaję sobie sprawę że masz doświadczenie i jako takie warunki (czytałam twoje tematy i wypowiedzi), ale teraz musisz to odpowiednio wykorzystać, aby nie unieszczęśliwić swojego konia. Możesz mieć dobre zamiary, cele wartości, warunki i wszystko inne ale pomimo to możesz sprawę łatwo spieprzyć. http://www.qnwortal.com/forum,post,269123#269123
Moje ukochane konisko


Post » Wysłany: Sro Lut 10, 2010 21:08 Zobacz profil autora PW
sylwikk » Sro Lut 10, 2010 21:44   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

sylwikk


Masztalerz
Dołączył: 19 Sty 2009
Posty: 791
Skąd: Warszawa

Status: Offline

ja uwazam że pomysł kupna młodziaka i ułożenia go dla siebie nie jest zły zreszta sama planuje ta zrobic:) Dorotek ma świetne warunki do trzymania konia skoro konio bedzie miał łąki opieke i towarzysza to niewidze problemu:) Poza tym Dorotek kto wwie czy sama nie wstawie do Ciebie sojego dzieciaka;)
a co do zwierzakóww polecam ... KOZE:D na wyscigach jest to swietny i sprawdzony sposób na ogarnięcie samotnego nerwuska:) Kucys tez nie jest złym pomysłem uwwazam byleby ogier nie był agresywny ale raczej jak od małego sie odchowa to nie sadze zeby był jakis wiekszy problem poza przepychankami o hierarchięUśmiechnięty
Post » Wysłany: Sro Lut 10, 2010 21:44 Zobacz profil autora PW
Dewonka » Sro Lut 10, 2010 22:54   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego postaPrzewiń do następnego postaIdź do ostatniego posta na stronie

Dewonka

Jeździec

Jeździec
Dołączył: 21 Maj 2006
Posty: 932


Status: Offline

Apropo Dewona to bardzo specyficzny koń. Gdy go kupilam był niedawno po kastrowaniu i domyślam się że bardzo rzadko wychodził na padoki. Jak wypuszczałam go samego to wariował, biegał w tą i spowrotem, przeskakiwal przez ogrodzenie i wbiegal do stajni ogierów (zawsze go do ogierów ciągnęło), chyba że człowiek był z nim na padoku, uwielbiał jak wychodziłam do niego poopalac sie na padoczku z nim wtedy obgryzal wokoło mnie trawe, przyglądał się jak na ufo, podchodzil wąchał mnie (łaskotał wąsami), tarmosił mi włosy, ogólnie lubił robić sobie ze ,,swojego ufo" zabawke Puszcza oko. W większości stajni był tym ,,nowym"a wiadomo że nowy kon musi się wkupić w łaski stada, musi w nim odnaleźć swoją pozycje, być zaakceptowany. Pierwsze stado mimo iż on był łagodny i miły przyjeło go kopniakami i ukąszeniami, a niestety Dewon jest bardzo pamiętliwy. Każdy z tych koni jak Dew poczuł się pewniej dostał parokrotnie mocniej i Dew się wręcz nad nimi znęcał. Nie dawał podchodzić im do wody, potrafił gonić, wywrócić drugiego konia i kopać. Ile ja się od właścicieli koni musiałam nasłuchać jakiego to mam konia morderce i że nie życzą sobie żeby Dew wychodził z ich konmi na padok to tylko ja wiem. Tak się działo w prawie każdej stajni. Dopiero kiedy to ja zajmowałam się nowo otwartą stajnią, zaczęłam eksperymentować. Konie dopiero się poznawały więc jako tako nie było jeszcze ,,stada" były dla siebie dość życzliwe. Odkryłam że Dewon najlepiej by był wypuszczany jako pierwszy wtedy czekał na resztę i z każdym grzecznie się witał. Ja zaś wypuszczałam najpierw jego ulubionych kolegów, pozniej mniej lubiane kolezanki (ale on juz był na tyle zajęty kolegami że na kolezanki nie zwracał uwagi). Przez pół roku był raczej spokój, Dewon owszem jak sie poprztykał z jakims koniem to był cały pocięty, kon też, ale bez wiekszych ekscesów (zwykle strupki). Problem był innego typu. Dew jako mały źrebak był wychowywany w wielkiej stadninie i karmiony z reszta zrebakow z jednego koryta. Nauczył się podczas jedzenia walczyc i odganiać. W stajni były drewniane ścianki oddzielające boks od bosku, Dewon tak w nie kopal, że je co i rusz łamał. Strasznie bałam się o jego nogi, potrafił sobie je mocno obdrapać. Później zmienił się właściciel stajni i ja też z tamtąd odeszłam (nowy właściciel- nowi pracownicy) I po tygodniu Dew z powrotem stał się koniem mordercą, mimo iż konie te same, a ja dalam wskazowki jak sie z nimi obchodzic by było dobrze. Zaczeli puszczać go samego, a ze był jeden to puszczali go na najgorszy padok, bez trawy i z samym błotem. Wzielam się w garść, wyremontowalam stajnie obok swojego domu (kiedys dziadek trzymal tam konie), zrobilam boksy na dwa konie z Dewem mial przyjsc z tej samej stajni jego kolega (ale kolezanka, jego wlascicielka wykruszyla sie, zmienila calkowicie stajnie duuuzo dalej). Myślałam że będzie to dla niego ciężkie. Ale Dew mając trawę do kolan skupiony był tylko na jedzeniu. Bardzo się do mnie zbliżył, wyciszył się, mogłam zrobić z nim wszystko. Przestał się wspinać, zrywać, zaczął być grzeczny przy myjce, przy siodłaniu, wchodzeniu- nie ten sam koń. Czasem biegał po moim podwórku przy otwartej bramie i nigdy nie uciekł, NIGDY. A znał wszystkie tereny, wiedział o każdej stajni w pobliżu, bo prawie w każdej mieszkał. Na weekendy jak była ładna pogoda, przyjezdzala z terenu razem ze mną kolezanka (z jej koniem Dew też się przyjaźnił) i przez pare h konie pasły się razem na padoku. Jeden w jednym kącie drugi w drugim, zero jakiś wspolnych zabaw, zainteresowania, nic. Jak kolezanka zabierała swojego konia , Dew nawet nie odrywał oczu od trawy.
Później wróciliśmy na zimę do stajni z halą, zaczęłam Dewa współdzierzawić. Wróciliśmy do stajni w ktorej kiedys bylismy, Dewon był grzeczniejszy niż kiedys, ale nie stracił charakteru. Ludzie byli na niego wyczuleni i wystarczylo ze skubnął jakiegos konia a Ci wydzwaniali do mnie że Dewon morderca i gryzie. Ja potrafilam rano przyjechac go wypuscic, a ktos jak widzial ze pojechalam to chowal go do boksu Zły lub bardzo szalony Do tego stopnia że upał a koń kisił się w boksie... W boksie obok którego stały dwa łykające konie- tym sposobem sześciolatek nauczył się łykać. Na padoki wychodził tyle co mi i mojej wspoldzierzawczyni (obecnej jego właścicielce) udało się wywalczyć.
Także tak to wygląda w Warszawie i okolicach
Post » Wysłany: Sro Lut 10, 2010 22:54 Zobacz profil autora PW
Iskra17 » Czw Lut 11, 2010 23:51   Idź do góry stronyPrzewiń do poprzedniego posta

Iskra17


Stajenny
Dołączył: 22 Sty 2008
Ostrzeżeń: 1
Posty: 292
Skąd: Gdańsk

Status: Offline

To jak to jest, nie masz juz Dewona ??
Bardzo nie mila sytuacja, naprawde ... Nie chcialabym znalezc sie w takiej sytuacji...
Mój Skarb ;* .. - Tęsknie ;(
Post » Wysłany: Czw Lut 11, 2010 23:51 Zobacz profil autora PW Wyślij email
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Pokaż posty:  |   Skocz do:  


» Forum » Porady » młodziak co i jak?
Pokrewne tematy Odpowiedzi Autor Wyświetleń Ostatni Post
Brak nowych postów Co zrobić jak mój koń jest nerwowy??? 59 angelhorse 21038 Wczoraj o godz. 12:46
leosky Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Jak rozluźnić przy pracy na lonży? 36 Chestnut_Stalion 18065 Sob Sty 07, 2012 13:37
martyna13 Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Wiadomości o Centaurusie 1443 Marzenieokucyku 70055 Nie Lis 06, 2011 13:59
barejqa Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Kurs kowalstwa - co? gdzie? jak? 46 Zuzupower 22322 Czw Lut 10, 2011 21:09
Chestnut_Stalion Zobacz ostatni post
Brak nowych postów Naczelny na wakacjach 31 xPatryk 14806 Pon Sie 04, 2008 22:06
xPatryk Zobacz ostatni post

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum