| coste |
» Wto Sie 31, 2010 14:14   |

Adept Jeździecki
Dołączył: 27 Kwi 2009
Posty: 51
Skąd: z Wrocławia
Status: Offline
|
Niedawno wróciłam z obozu w Duroku i mogę podzielić się wrażeniami ;]
Nigdy wcześniej tam nie byłam, ale dałam się namówić koleżance, która twierdziła, że jest "super" - fajne konie, miła instruktorka, która może czegoś nauczyć - nie ma klepania siodła, ale ćwiczenia, nawet skoki. Tak więć skusiłam się i pojechałam.
Moje pierwsze wrażenie - okropna stajnia rekreacyjna. Maleńkie, ciemne boksy, praktycznie brak jakiejkolwiek ściółki, nie licząc gnoju, którego chyba za ściółkę uznać nie można. Byłam przerażona, kiedy w jednym z boksów znalazłam... grzybki! Z powodu wilgoci i gnoju boks powoli zamieniał się w runo leśne... Ani razu nie widziałam koni rekreacyjnych na pastwisku. Pierwsza jazda - totalna, kompletna porażka. Instruktorka najpierw zniknęła w swoim mieszkanku, zrzucając opiekę nad piętnastką dzieci 7-10 lat na mnie i trzy czternastoletnie dziewczyny. Natomiast jazda wyglądała w następujący sposób: po kilku minutach stępa instruktorka zarządziła kłus. Następnie poszła pogadać sobie z kimś, kto właśnie przyjechał (już nie wspomnę, że rozmowa dotyczyła biustonoszy). Potem wróciła i zaczęła pisać sms-y. Na całej jeździe DWA raz zarządziła zmianę kierunku oraz zadała DWA ćwiczenia (kółko w półsiadzie, kółko w ćwiczebnym), ale ani razu nie skomentowała jakiegokolwiek błędu żadnego jeźdźca. Po prostu myślałam, że opadną mi ręce... W ciągu całych dziesięciu godzinnych jazd dowiedziałam się, że... za bardzo cofam ręce. W ciągu dziesięciu jazd! Dlatego też po dwóch dniach stwierdziłam, że mam tę instruktorkę gdzieś i robiłam, co chciałam (jeździłam na koniu, który wymagał pracy, a nie trzepania się bezmyślnie w kółko), niestety w ograniczonym zakresie - bo oczywiście bez polecenia instruktora zagalopować nie było można.
Naprawdę, takiego instruktora to ja w życiu jeszcze nie poznałam. I naprawdę, dziękuję za taką znajomość, a Durok odradzam.
|
» Wysłany: Wto Sie 31, 2010 14:14
|