

Jeździec
Dołączył: 07 Cze 2007
Pochwał: 1 Ostrzeżeń: 1 Posty: 1440
Status: Offline
|
Niestety trafiło na mnie.
Jakiś czas temu ogłaszałam się, że szukam pracy wraz z narzeczonym. Ofert było sporo, wypraliśmy jedną- bo było blisko, pieniędzy miało być sporo i pracodawca wydawał się ok, więc odmówiliśmy wszystkie inne. Pojechaliśmy spotkać się z "górą"- było miło i sympatycznie, aż chciało się tam pracować. Kiedy przyszło do rozmowy o pieniądzach, babka zaczęła kręcić- że za dużo to dać nam nie może, bo sama musi coś zarobić etc., ustaliliśmy jedną kwotę- ona chciała dać nam łącznie X tys. (nie będę pisać ile)- mieliśmy sami między sobą się podzielić jak uważamy za stosowne. Ja miałam być od koni- głównie prowadzić jazdy, oprócz tego jeździć, dbać o ich zdrowie. Narzeczony- od wszystkiego, tj. czasem miał robić za stajennego, pomagać na polu, naprawić coś itd. Umowa ustna była między nami taka, że pracujemy po ok. 8 h i z zaznaczeniem, że nie ciężko, a normalnie. Dnia 30.06 ok. godz. 15 byliśmy już z rzeczami na miejscu- jeszcze tego dnia pracowaliśmy- ja do ok. 23. I wtedy wyszło szydło w worka- harowaliśmy przez pierwsze dni po 13,5 h dziennie, nie mają praktycznie żadnej przerwy. Od rana do nocy. Słysząc ciągłe pretensje i 1000 jej pomysłów na minutę. Doszło do tego, że kobieta- totalnie nie znająca się na koniach- zaczęła ingerować w moja pracę, np. wcześniej zaznaczyłam, że z końmi które długo nie chodziły będę pracować stopniowo, a nie od razu ma łeb na szyję- byle tylko chodziły, kiedy będę wiedziała że dany koń jest gotowy do ponownego wsiadania po tej przerwie (pracowałam z nimi na lonży), to wsiądę. I wsiadałam- na tyle koni ile zdążyłam, poza jednym- bo uznałam, że jeszcze trochę. Prowadziłam jazdy, zajmowałam się nimi, ale... wieczorami. Dlaczego? Bo w dzień od samego rana baba ganiała nas do innych zajęć- a tu pomóc w kuchni, a tu posprzątać po gościach pokoje, skończyło się na tym, że więcej czasu spędzałam na zmywaku i szorując pokoje, niż przy koniach. Któregoś dnia ona do mnie z pretensją, że dlaczego to ja nie pracuję z jakiś tam koniem. Jasne, ciekawe kiedy... Przeważnie do 17 siedziałam w kuchni, czasem wcześniej udało mi się wyrwać, ale ona sobie wymyśliła, że konie mogą z boksów wychodzić dopiero wieczorem, bo jest za ciepło- no to jej słuchałam, ale nie podobało mi się to, bo nie pisałam się na taką pracę. Mówię jej, że nie miałam kiedy tego zrobić, bo w dzień każe mi zajmować się czymś innym, a później nie jestem w stanie wyrobić się z tyloma końmi no bo jak? 9 koni do zrobienia a czas dopiero od 17, na każdego konia liczmy nawet tylko z 1 h = 1 w nocy minimum! A trzeba wziąć pod uwagę fakt, że dzień w dzień prowadziłam jeszcze jazdy (tez wieczorem). Później wymyśliła sobie, że mam konie wyprowadzać na pastwisko o 23, sprowadzać o 5 rano - a kiedy mogę spać, przepraszam? Mieliśmy mięć zapewnione wyżywienie- a często dostawaliśmy zimne resztki. Narzeczony harował na polu, od rana do wieczora czasem, ale uznajmy, że miał być od wszystkiego, więc co do formy pracy nie ma się o co czepiać choć o brak przerw owszem. Stwierdziliśmy, że nie mamy siły, nie za te pieniądze, nie z ta kobietą- kury miały lepiej od nas! Dosłownie. 6.07 stwierdziliśmy, że pora się wynieść. Poszliśmy do baby pogadać, miała zejść do nas na dół- nie zeszła wcale. 7.07 od rana jej szukaliśmy, spakowani i czekając na brata narzeczonego, który jechał po nas- w końcu znaleźliśmy ją dopiero tuż przed wyjazdem. Powiedziała, że nie ma teraz pieniędzy, że wpłaci kasę na konto- zapisałam nr i kwotę na kartce i Krzysiek poszedł jej ją dać- jednocześnie nagrywał drugą rozmowę (średnio słychać, ale jakby to komputerowo wyregulować to myślę, że ok), żeby mieć dowód, że pracowaliśmy i ile kasy jest nam winna, choć baba często zmieniała temat. Pieniędzy a konto nie przesłała, mimo upomnienia telefonicznego- rzuciła słuchawką. Jest bezczelna, fałszywa i naprawdę nikomu nie radzę tam trafić- Leśne Jezioro, Nowa Wieś Ostródzka.
Poszliśmy do prawnika z Państwowej Inspekcji Pracy by zgłosić sprawę i dostać poradę- szczerze mówiąc niewiele pomógł, ten proces wydał się skomplikowany i długi + dostaliśmy maila do PIP-u w Olsztynie, bo to ich woj. Nie mam pojęcia jak tego maila napisać, co w nich zawrzeć poza naszymi i jej danymi, a chciałabym żeby pieniądze trafiły na nasze konto + żeby babie oberwało się za wysyłanie ludzi do kuchni bez książeczek sanepidowskich +myślę, że jej stałe pracownice również ich nie mają, tak samo jak umowy o pracę. Proszę o radę, bo kaska się przyda a oszusta trzeba złapać.
|
» Wysłany: Czw Lip 22, 2010 11:10
|