| Konia |
» Pią Wrz 17, 2010 11:35     |

Masztalerz
Dołączył: 10 Lip 2008
Posty: 776
Skąd: Dymaczewo Stare
Status: Offline
|
Olu, jestem w podobnej sytuacji jak Ty. Co prawda, wspiera mnie Narzeczony i to czasem on bardziej wierzy w spełnienie mojego marzenia niż ja. W takim sensie, że dla mnie jest to tak ważne marzenie, że wydaje się nierealnym przez to i ciężko mi wierzyć, że życie będzie na tyle łaskawe i pozwoli je spełnić.
Rodzina niestety nie zawsze mnie wspiera. Jak zaczynam mówić o swoim marzeniu to tylko słyszę minusy i coraz bardziej zaczynam wątpić i wierzyć w realność moich marzeń. Uważam, że rodzina powinna wspierać, a kiedy neguje, to bardzo boli. I niestety, czasem łatwo pod ich presją zrezygnować z marzeń, bo człowiek sobie myśli, skoro bliskie mi osoby tak mówią, to może rzeczywiście mam za drogie marzenia? Problem tylko w tym, że nikt nie potrafi powiedzieć jak poradzić sobie z żalem, który po rezygnacji pozostaje. O marzeniach przecież nie da się zapomnieć...
Dodatkowo, jak tylko zaczynam wspominać o swoich marzeniach, to czuję się jak naiwne dziecko, które chce gwiazdkę z nieba. Tak, jakby nie traktowali moich marzeń poważnie, a ja całkiem poważnie o nich myślę, bo po to są marzenia, by je spełniać, a nie po prostu mieć.
Teraz, moja mama na szczęście jakoś tam zaczyna mnie wspierać, ale nie zawsze.
Wydaje mi się, że brak wsparcia wśród bliskich Ci osób wynika z ich niewiedzy. Im się wydaje, że utrzymanie konia graniczy z cudem, jest strasznie drogie i mogą sobie na nie pozwolić tylko bogaci ludzie. A jak tak obracam się w "końskim światku" to widzę, że wcale tak nie jest. Jak ktoś uparty i zaradny to sobie poradzi.
Więc radzę Ci obstawać przy swoim i tyle. Nie łamać się i nie poddawać, bo po to mamy marzenia aby o nie walczyć i spełniać. Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma, a przecież lepiej spróbować, niż żałować, że nie zrobiło się nic.
Tak na koniec, dodam, że czytając pierwszą część postu, doznałam wrażenie, jakby ktoś spisał moje myśli Ja też pragnę tego minimum własnego nieba. Niepotrzebny mi dobry koń za naście tysięcy, potrafię zrezygnować z kariery sportowej, treningów, drogiego sprzętu. Byle bym tylko miała swojego konia, który przede wszystkim będzie mi przyjacielem, do którego w każdej chwili mogę uciec od szarej rzeczywistości. Niby niewiele, ale wciąż wydaje się za wiele jak na moje możliwości.
Życzę wytrwałości i powodzenia w walce o marzenia!
|
» Wysłany: Pią Wrz 17, 2010 11:35
|