| Faza1 |
» Pon Paź 11, 2010 10:13     |


Jeździec
Dołączył: 09 Paź 2008
Posty: 916
Skąd: Warszawa
Status: Offline
|
kiedys byłam meeega mądra. Doradzałam, mówiłam dużó spacerków, miziania i będzie okey.
O teraz - nie.
Mam u siebie od paru miesiecy konika. Na początku straszył gdy się go czesało, kładł uszy , kłap[ał zebami. Przeszło, zaczął ciekawie podchodzic do człowieka, trcac nas łbem. Bylismy na dobrej drodze do "dogadania" się.
Do czasu jak przyjechała włascicielka konia. Pojechala z nim (wraz z kolegą na innym koniku) w teren. Nie było ich pare godzin , wróciłi wstawili spocone konie do boksów i ...poszli sobie. Kurcze nawet poideł nie wyłaczyli i konisko się napiło. Cała noc bardzo się bałam ,że cos złego się stanie. Nacierałam go słomą , konisko schło a pozniej znów się pociło. Rano wezwałam weta, na szczęscie nic poza zwyłymi zakwasami nie miał.Rozmawiałam z rodzicem włascicielki i zagroziłam iż ponowne takie zachowanie będzie rownoznaczne z opuszczeniem stajni na zawsze. Minął miesiac od wydarzenia a ja nie moge 'dogadac sie z koniem".
Nie podchodzi do człowieka, dotykany straszy zębami ustawia sie zadem. Czy tylko straszy? Oj chyba nie.
W piątek przyjechała wetka, mielismy odrobaczac konie. Wyciągnęłam kantar i....i kon dosłownie z położonymi uszami (jak wsiekły pies) biegł prosto na mnie. Pierwszy raz zwyczajnie na swiecie bałam się konia.
Zdązyłam krzyknąc i kon stanął w miejscu. Mierzylismy się wwzrokiem.Nie za bardzo wiedziałam co mam zrobic. Jesli odejde -to On wygrał. Podejsc? Zwyczajnie się bałam. Na moje szczescie podszedł do nas Artur i wetka. Kon widzac trzy osoby nagle się uspokoił. Czując to podeszłam, zalożyłam kantar i podprowadziłam go do wetki. Po podaniu pasty, kantar zdjęłam ,konia pusiłam wolno.
W sobotę, niedzielę na pastwisku koniko pare razy pdchodiło do mnie. A ja? Zwyczajnie boję się tego konia. Mowiłam do niego, wyciągalam rękę . Udaje ,że wszystko jest okey. Ale...mam pietra i za nic nie wiem jak z tym koniem postępowac.
Mam 12 koni, wszystkie kochane, wszystkie przytulanki. Między sobą waidomi. Konie jak konie. Raz się bawią, raz ignorują, raz się kopna, ugryzą a le generalnie spoko.
A ten? Ten zaczłą terrozryzowac i konie i ludzi. Gorzej bo mi mojego Maszka gryzie. Tak byłam mądrala a teraz sama jestem w kropce. Jak sobie poradzic? Nie wiem.
|
» Wysłany: Pon Paź 11, 2010 10:13
|