

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754
Status: Offline
|
Faktycznie historia dramatyczna.
Ja osobiście wierzę, że jednak taka sytuacja jest możliwa i to bez przyczyn typu choroba mózgu tej klaczy. Przytoczę pewien przypadek bardzo dobrze mi znany (konie koleżanki, które widuję codziennie):
Klacz X i wałach Y. Bardzo przywiązani do siebie, znają się rok, lubią, chodzą razem na padok, wałaszek nawet próbował klaczkę pokrywać, ta się dawała, więc wnioskuję, że raczej jest między nimi sympatia i pewnego dnia, sprzątam sobie jak zawsze i słyszę nagle ostre kwiki, dudnienie, kopanie - wybiegam i widzę, jak na padoku (o sporej powierzchni) klacz X i wałach Y stoja zadami do siebie i kopią równocześnie w siebie z całych sił, do tego oczywiście ogromny hałas. Zwierzęta kopały się z całej pety, z pełnym zaangazowaniem i bez żadnej taryfy ulgowej!! Zanim do nich dobiegliśmy i rozdzieliliśmy (chwyciliśmy co popadło, ja chyba widły lub miotłę), minęły jakieś dobre 3 minuty, przez ten czas konie non stop się kopały, kwicząc. Gdyby nie interwencja pewnie któreś by zamęczyło drugie, bo żadne nie chciało odpuścić (gdy dobiegliśmy wałaszek już ledwo stał, ale kopał dalej, potem jeszcze długo słaniał się na nogach z wyczerpania). Na szczęście obyło się bez poważnych obrażeń.
Nie było wyraźnego powodu sprzeczki między końskimi przyjaciółmi. Jeszcze raz podkreślę, że to są konie naprawdę zżyte ze sobą, które się lubią i to widać. Chcę też zaznaczyć, że konie były na dużym padoku, w każdej chwili mogły odpuścić, uciec i udać się w inną stronę, ale żaden z nich tego NIE CHCIAŁ.
Jestem przekonana, że konie jednak mają o wiele bardziej złożone umysły niż sobie wyobrażamy i tak jak my mogą im "puścić nerwy" bądź zdarzają się między nimi różne nieporozumienia. Może tak jak w powyższym przypadku trafiły się dwa konie, z których żaden nie chciał uznać przywództwa drugiego i się poddać, a że jedno ze zwierząt było już wcześniej w słabszej formie, to pewnie nie wytrzymało urazów i stresu. Nie znam sytuacji opisanej na początku, ale sądząc po tym, co sama widziałam na swoim podwórku, to wnioskuję, że to mogło się zacząć od zwykłej próby ustawienia w stadzie, która przerodziła się w dłużej trwającą próbę sił, niestety jedna ze stron jej nie przetrwała. Możliwe, że klacz z pierwszego postu jest bardzo dominująca (ta moja X również taka jest - przylepna do ludzi, towarzyska, ale widać, że chce rządzić i nie da sobie wejść na głowę, jeśli czegoś nie chce to tego nie zrobi - także pod siodłem) i nieustępliwa, taki po prostu charakter, że nie chce dać za wygraną.
Osobiście bym radziła konsultacje z dobrym szkoleniowcem, który określi charakter i temperament klaczy i poda sposoby jak prawidłowo ją wychować.
|
» Wysłany: Wto Lut 22, 2011 22:16
|