

Lansjer
Dołączył: 09 Wrz 2004
Posty: 1754
Status: Offline
|
U mnie raczej ciężko jest/było na AK Mam kilku znajomych na prawie i często zapierniczałam o wiele bardziej niż oni (a oni się dziwili, co ja się tak męczę). Zwłaszcza pierwszy rok był tragiczny - wszystkie przedmioty botaniczno-glebowe na pamięć, myliło mi się po prostu wszystko, uczyłam się w autobusach, przy jedzeniu, nawet na koniu, w siodlarni, w kiblu... Do tego projekty w ilościach hurtowych, na pierwszym roku to naprawdę zdychałam. Wszystko do robienia ręcznie, jakieś makiety, mapy wielkości kilku metrów na kilka metrów... (nie żartuję). Tylko wtedy nie miałam swojego konia tylko dzierżawionego i byłam u niego 2 razy w tygodniu na kilka godzin. Po I roku kupiłam swojego, no i pierwsze półrocze było ciężkie dla mnie, ale potem się ogarnęłam z czasem A teraz 3 rok już w ogóle lajtowo - nauki nadal bardzo dużo i dużo pamięciówek, ale miałam super partnera do projektów i bardzo mi pomagał się z robotą wyrobić, staraliśmy się nie zostawiać na ostatnią chwilę No i doszła znajomość obsługi programów komputerowych, więc zawsze to trochę sprawniej szło. A jeszcze jak autko dostałam od taty to już w ogóle luksus.
Tylko akurat z AK jest taki "problem", że cały czas trzeba się uczyć non stop na bieżąco, bo potem jak się uzbiera to jest praktycznie nie do zdania. Tak samo projekty - jak nie robisz codziennie czegoś to potem parę nocy z głowy, bo termin goni, a większości rzeczy nie można zrobić niedokładnie i na szybko.
Nawet nie wiedziałam Dewonko, że jesteś moją koleżanką po fachu Skrobniesz mi na PW jak było na SGGW? Bo nie wiem, czy się tam wybierać na magisterskie, czy nie.
Jeszcze co do prawa, to z opowieści zauważyłam, że studenci prawa dzielą się na trzy grupy (nasłuchałam się, bo pół rodziny studiowało/studiuje prawo i najlepsze przyjaciółki) - 1 grupa to durne idiotki, zdają wszystko nie wiadomo jak (są domysły ); 2 grupa kujony wiedzą wszystko i nie wiadomo jak w takim krótkim czasie wszystko szybko przyswajają (np. moja kuzynka - niby się uczy, ale nie ryje jakoś strasznie, ja często więcej siedzę nad studiami niż ona, a wszystko z palcem w nosie zdaje); a 3 to normalni śmiertelnicy, którzy dziwią się jak grupa 1 i 2 zdaje, a sami uczą się i uczą Ale to chyba wszędzie tak jest
Dewonko najgorzej, że pewnie masz taką sytuację, że musisz pracować, by studiować/żyć? Wtedy faktycznie ciężko z nauką, bo organizm jest tak zmęczony, że słabo przyswaja Tylko też jeśli sprzedasz konia to jednak tak dużo godzin w ciągu dnia Ci nie przybędzie, a jednak zwierzak to powiedzmy szczerze relaks, odpoczynek od problemów - i paradoksalnie dzięki niemu i czasowi spędzonemu z nim możliwe, że uczysz się lepiej i efektywniej, a przy tym jesteś zdrowsza. Wiadomo, że trochę cennego czasu to pochłania, tylko odpowiedz sobie na pytanie, czy będziesz miała tyle motywacji, chęci, by ten "odzyskany" czas spędzić na nauce? Przepraszam, że znowu do siebie porównuję, jednak każda sytuacja jest inna, ale ja np. bez konia sobie nie wyobrażam, czasem jak już nie ogarniałam projektów i nauki to leciałam do konia na pastwisko odpocząć albo zmęczyć się w siodle, potem umysł miałam lekki albo dotlenić się w lesie, posłuchać ptaków... potem aż mi się chciało na uczelnię jechać. Zdecydowanie więcej energii życiowej.
Ostatnio zmieniony przez fanelia dnia Sob Lip 02, 2011 20:57, w całości zmieniany 1 raz
|
» Wysłany: Sob Lip 02, 2011 20:49
|