
Adept Jeździecki
Dołączył: 02 Lis 2011
Posty: 58
Status: Offline
|
M00nisek, ale Ty się spieszysz!
Sama chciałam kupić konia i oczywiście nadal bardzo tego pragnę. I też moją uwagę przykuwają najbardziej młode konie. Ale pomijając aspekt jazdy, ja wiem, że nie dam sobie rady. Jeżeli już kupujesz konia - wyłącznie DOBRY PENSJONAT. Bo jeżeli chcesz kupić i tak Cię nikt nie powstrzyma. Mimo wszystko, powinnaś zaczekać lub kupić konia starszego. Ten, którego chcesz oglądać to moim zdaniem poroniony pomysł.
Sama bardzo cierpię, bo miałam kupić kobyłkę 4,5-5 lat (na początku myślałam, że 5-6, czyli nadal bardzo młoda). Jeżeli już masz kupić konia - pomyśl o takim lat 6-8. To nadal jest młody koń, naprawdę. A już taki, przy którym aż tyle pracy nie ma. Chociaż przy każdym koniu zawsze coś jest. Ja w swojej szkółce mam 19-letnią kobyłkę, która mimo, że chodzi dwa dni, potrafi przez te dwa dni brykać. A ostatnio zaczęłam się z niewiadomych przyczyn pochylać na koniu i "ponosił" mnie 25-letni wałaszek! Były WKKWista. Nie wiesz nawet, jakiego chłopak ma speeda. I jak cierpliwie mnie znosił. Koń, który ma lat 10 wcale nie jest stary. Często są wtedy w kwiecie wieku. Tylko w Polsce utarło się, że to już starość. Ale jak niektórzy zajeżdżają dwulatki... Cóż.
Koń profesor czy potrafiący już "wszystko", powiedzmy, to nie znaczy taki, który robi za Ciebie wszystko. On Ci pomaga, ratuje tyłek, ale też musisz dawać dużo od siebie. I, jak mówiły wyżej dziewczyny, konie takie słuchają Cię, gdy wykonujesz taką półparadę dajmy na to prawidłowo. Inaczej jadą (najczęściej ) grzecznie i czekają, aż się pozbierasz. Jeżeli już masz kupować konia, to pomyśl o starszym i weź ze sobą osobę doświadczoną. Oraz najlepiej weta, wiadomo.
Uwierz, wiem, co czujesz. Ja za w.w kobyłką po prostu płaczę, a zdarza mi się to niezmiernie rzadko. Nie mogę się pozbierać. I tak bym ją kupiła, chociaż teraz słyszałam, że niezłe z niej było ziółko (jak przypuszczałam, czyli mój wyśniony ideał, chociaż zawsze chciałam wałaszka. Najlepiej karego hanowera Stipiego. ). Ale czy to by mnie powstrzymało? Nie. Nadal chcę ją kupić. Ale właściciele stajni powiedzieli mi, że ma nakostniaka. Okazało się, że złośliwego. Operacja koło trzech tysięcy. Sweet zniknęła ze stajni. A nawet jej praktycznie nie znałam... Z każdym dniem boli mnie to coraz gorzej. A minęły prawie trzy miesiące. Gdybym miała pieniądze albo doświadczenie (nie zajęłabym się teraz dobrze nawet zdrowym koniem), zgodę rodziców i jakieś tam zwiastuny, co będę mogła z nią robić w przyszłości, nie wahałabym się. Mimo, że głupotą jest kupowanie chorego konia. Ja szukam przyjaciela, a Sweet była wspaniała. Również na żadnym innym koniu nie czułam się tak dobrze. Była dla mnie w sposób niewytłumaczalny wyjątkowa. Ale muszę się pogodzić z rzeczywistością i iść dalej. Nie ma dla mnie ponownie wyjątkowego konia? Nie kupuję go. Bo to bez sensu, by spełniać swoje marzenia kosztem zwierzaka. Od siebie również czegoś wymagam. Chociaż obecnie podoba mi się koń z ogłoszenia (jeżeli kupujesz takiego, to już OBOWIĄZKOWO bierz osobę doświadczoną i najlepiej weta, chociażby własnego!!), może powiem o nim instruktorce. Ale wątpię, bym miała go kupić. Cieszę się jedynie ogromnie, że trafiłam na osoby kompetentne i nawet, jeśli zdecyduję się na własnego konia teraz wiem w 100%, że będzie miał dobrą opiekę - nawet, jeśli ja sama mu jej nie zapewnię. Widzę to po rekreantach i koniach prywatnych. Ale i tak czekam, staram się zebrać wiadomości. Co, wbrew pozorem, jest ogromnie trudne, bo wszędzie sprzedają Ci same ogólniki. Uwierz, szukam tego już długi czas.
Więc naprawdę zastanów się, czy jesteś gotowa. Bo swoją niewiedzą zrobisz koniowo krzywdę. Czy z ziemi, czy w jeździe, czy w codziennych czynnościach. Chociaż i tak zrobisz co chcesz, dla mnie postępujesz - przepraszam - idiotycznie.
I powiedziało to dziecko lat niespełna szesnaście, które jeździ zaledwie od końca wakacji i nadal nosi się cicho z zamiarem kupna konia. Ale powstrzymuje swoje zapędy. Dlaczego? Bo wie, że tak będzie lepiej.
|
» Wysłany: Nie Sty 29, 2012 18:45
|