| konsti |
» Czw Paź 07, 2004 14:00     |

Stajenny
Dołączył: 15 Lut 2004
Posty: 345
Skąd: Waszafka & Siedlce
Status: Offline
|
Sorry
Dobra, dobra to opowiadam już
Na obozie było super, gdyby nie to, że się tak szybko skończył. Miałam małe kłopoty z Konstancją, bo nie chodziła ona przez prawie 2 lata, nie była czyszczona za często itd.
Przy czyszczeniu mało mnie nie zabiła. W boksie to już wogóle to była katastrofa. Wierciła się a nie było jej do czego przyczepić. DOdatkowo miała wrednego źrebaka, który w żaden sposób nie dawał się zagonić do boksu. Po prostu sobie biegał po terenie i można było go gonić... Źrebak w sumie pownien być w tym czasie właśnie odstawiany(Konstytucja).
Aby wyczyścić Konsti wyprowadzałam ją na dwór. Najpierw miałam wyprowadzać razem ze źrebakiem bo była spokojniejsza, ale potem był kłopot z wprowadzeniem. Oczywiście nie mogłobyć tak, żeby wszyscy się stosowali do zaleceń i zanim ja schowałam źrebaka to oni wychodzili ze stajni. No a wtedy była bonanza. Finalnie i tak wszystkie konie musiały wracać do boksów, bo małej nie dało się złapać. Potem organizator obozu wpadł na kolejny genialny pomysł, żeby ja wyprowadzać bez źrebaka. No czasami się udawało a czasami nie, bo powiedzmy w naszej grupie było niewiele kompetentnych osób które potrafiły zatrzymać Konstytucję. W sumie to były 3 razem z instruktorką, więc jedna wyprowadzała Konsti, druga odganiała źrebaka a rzecia zamykała drzwi. No ale czasami nie miały wszystkie 2 czasu aby mi pomóc bo połowa grupy była zielona i nie potrafiła sobie poradzić z innymi końmi które tylko machały ogonami przy czyszczeniu. No powiedzmy. WIęc na dworze jak już udało się wyprowadzić Konsti przyczepiałam ją do wozu. Tylko tak: jak ją przyczepiłam za lużno to gryzła mnie nie powiem gdzie przy czyszczeniu kopyt i tyłu... a jak za krótko to obgrzała na złość wóz a za to właściciele wozu byli gotowi mnie powiesić. DOdatkowo Konstancja nauczyła się kopać do boku jak krowa i robiła to za każdym razem kiedy ktoś chciał jej wyczyścić zadek. Nie pomagało nic, ajkoś przeżyłam, podstępem z wyciągniętą jak najbardziej ręką czyściłam jej ten zadek i nogi. Ja wiem że to tzreba być stanowczym itd ple ple ale nic, dosłownie nic na nią nie działało. Gdybym chociaż miała osobę do pomocy która mogłaby potrzymać jej jedną nogę... ale cóż po pierwsze wszyscy mieli swoje konie do czyszczenia a po drugie: wszyscy się jej bali... nawet instruktorka podchodziła do niej z pewną rezerwą...
Na jeździe za to było super, to niczym nagroda za trudy przy czyszczeniu. Co prawda Konstancja chodziła jak maszyna i trudno bylo ją zatrzymać, ale jakoś sobie radziłam
Może o tym nie pisałam, bo ciężko mi to wspominać, mam świadaomość, że mogę jej już nigdy nie zobaczyć albo... no właśnie albo... miałam nadzieję że może uda mi się ją kupić ale jakoś moi rodzice nie podzielają moich zapałów. Mam też taką opcję, że w kwietniu kończę 18, może udałoby się skombinować trochę kasy i ją wykupić i trzymać na pensjonacie u kogoś znajomego, ale jest problem...
Konstancja początkowo była tych ludzi którzy organizowali obóz, później ją sprzedali i teraz żałują... kiedy nadaży się okazja to na pewno ją kupią, a wtedy już jej nie sprzedadzą... na bank, bo się ich pytałam.
no i to jest cały mój dramatyzm sytuacji...
|
» Wysłany: Czw Paź 07, 2004 14:00
|