| Ogryzek |
» Czw Kwi 06, 2006 17:23   |

Pomocnik Stajennego
Dołączył: 22 Sty 2006
Ostrzeżeń: 1 Posty: 198
Skąd: Opole
Status: Offline
|
A ja się podzielę wspaniałą teorią, którą gdzieś wyczytałam (najprawdopodobniej we 'Wszechstronnym szkoleniu koni" Jane Savoie- polecam, doskonała książka)!
Otóż w momencie, kiedy koń się czegoś przestraszy, a nie odpali mu nagła złośliwość , to myśli tylko jedną (chyba prawą, ale czy to ważne ) półkulą mózgu-tą od instynktownego uciekania. Po ok. 400m (odległość, po jakiej w naturze przestają go gonić drapieżcy) staje i włącza drugą półkulę, żeby zanalizować, czy jeszcze jest goniony. U niektórych ras koni ten dystans jest dłuższy albo krótszy, rzecz jasna, no i można odpowiednio szkolić konia (nie pytajcie, jak, bo nie pamiętam ). I tak koń jako roślinożerca w razie niebezpieczeństwa ucieka, a człowiek jako drapieżca zamiera w bezruchu i się usztywnia, gdy czuje się zagrożony. I tu wynika nieporozumienie: Koń chce uciekać, a na grzbiecie siedzi mu spięty drapieżca, który na dodatek jeszcze go hamuje- to prawie tak, jakby skoczyła mu na plecy puma
BTW: Jeśli przesadzam z emotami to mówcie, czasami nie mogę się powstrzymać
Edit: właśnie sobie przypomniałam, gdzie to czytałam ^^' tu na stronie Qńwortalu jest artykuł o metodach Parelliego- to któryś z nich tak myślę... chociaż właściwie to teraz nie mogę go znaleźć... nieważne- gdzieś w zasobach internetu ta teoria jest, gdziekolwiek by nie była.
|
» Wysłany: Czw Kwi 06, 2006 17:23
|