| Brego |
» Sro Wrz 20, 2006 19:02     |

Dołączył: 27 Gru 2005
Posty: 39
Status: Offline
|
Własny koń - marzenie, które się spełnia. I co dalej - przestaje się marzyć, pozostają obowiązki. I wtedy dopiero widać, czy własny koń to potrzeba chwili, czy "życiowa konieczność". Mam (podejrzewam) o wiele więcej lat niż większość forumowiczów. Od dziecka marzyłam o koniach i tym jednym, jedynym... I w końcu go mam. Własny koń to co najmniej 3 godziny dziennie poświęcone jemu samemu i jego sprawom. Czyszczenie, jazda, rozczyszczanie po jeździe, spacer "na smyczy", żeby sobie "pogadać", wizyty kowala, i niestety... weta. To podstawa... Ja mam do pomocy dziewczynę (wspaniałą), która koniem opiekowała się od jego dzieciństwa i opiekuje się nim teraz, jak ja nie mam czasu. Może na nim jeździć co najmniej raz w tygodniu i wtedy, kiedy już zupełnie się nie wyrabiam. Mam też współdzierżawcę. Teoretycznie może jeździć co najmniej 2 razy w tygodniu, ale czasem swoich jazd nie wykorzystuje. Wtedy gnam w ostaniej chwili do stajni, żeby chociaż kobyłkę przepędzić na lonży. To są realia. Nie wyobrażam sobie, żebym własnego konia mogła widzieć raz w tygodniu. Poza tym własny koń to koszmarne koszty. Ja wszystko to (aczkolwiek nie do końca) przewidziałam, przetrawiłam i dzięki temu mogę się cieszyć spełnionym marzeniem.
Przepraszam za zbyt długą wypowiedź, ale ten wątek pojawia się w kółko i w kółko na tym i innych forach. Moja radai i, wydaje mi się, rada wszystkich innych, którzy wiezdą co to w praktyce znaczy "własny koń" jest jedna: najpierw pomyśl, potem policz (czas i pieniądze), potem dopiero podejmij decyzję.
|
» Wysłany: Sro Wrz 20, 2006 19:02
|