| buschmenka |
» Sob Mar 03, 2007 19:40     |


Luzak
Dołączył: 11 Cze 2004
Pochwał: 4 Ostrzeżeń: 1 Posty: 3431
Status: Offline
|
Nigdy nie próbowałam z naturalem. Konie zwykle średnio mnie lubią- na pewno nie skoczyłyby za mną w ogień, ale zwykle mają wobec mnie zaufanie. Stosuję raczej połączenie zachowania ugodowego z agresywnym. A mianowicie.
Zwykle, przez wiekszość czasu zachowuję się spokojnie, mówię cicho, nie patrzę koniowi w oczy, czyli zdecydowanie spokój, zero okazywania dominacja. Jesteśmy przyjacielami i tak dalej. Jak koń przestaje się mnie słuchać (np. zamiast grzecznie podać mi tylną nogę, wykopuje w moją stronę) momentalnie się prostuję, napinam mięśnie, podnoszę głos i zaczynam uskuteczniać szybkie, energiczne ruchy. Koń zwykle wtedy sie uspokaja, jeśli nie, to szybko doprowadza go do porządku np. lekkie uderzenie albo krzyknięcie. Gdy koń spowrotem robi się grzeczny, ponownie spuszczam wzrok, chodzę wolno, zachowuję się flegmatycznie i mówię cicho.
Tak na chłopski rozum, to zachowanie non stop konfrontacyjne prowadzi do czegoś przeciwnego, niż zamierzone. Koniowi po prostu powszednieją gwałtowne ruchy, podnoszenie głosu, krzyczenie itp. Wszystko fajnie, ale wtedy ciężko jest zastosować łagodną karę. Bo jeśli ja przy koniu mówię albo szeptem, albo cicho ale już nie szeptem, to same podniesienie głosu już jest dla konia karą. A jeśli ktoś cały czas przy koniu mówi głośno, "rozmawia" z koleżanką na drugim końcu stajni (patrz- wydziera się na całe gardło ), to dla konia przestanie to być karą, tylko czymś powszednim. Podobnie szybkie ruchy. Jak ja uskuteczniam szybkie ruchy, to koń wie, że coś przeskrobał i nie podoba mi się, co teraz robi, ma przestać. Jak ktoś cały czas tak się przy koniui porusza, to przestaje to być karą, a czymś normalnym.
Jedno wam powiem: życie idioty to nie bułka z masłem.
|
» Wysłany: Sob Mar 03, 2007 19:40
|