| jfk23 |
» Pon Kwi 18, 2005 10:48     |

Dołączył: 08 Lut 2005
Posty: 29
Status: Offline
|
Powiem Wam, jak ja radze sobie z konmi, ktorych energia rozpiera.
(zaznaczam, ze nie "zjadlem" wszystkich rozumów i jestem poczatkujacym jezdzcem)
Poprawcie mnie, jesli robie cos zle lub poradzcie, gdyby moj sposob byl w jakims sensie i z jakis przyczyn zly, badz niebezpieczny.
Wiec tak:
Wyjazd w teren. Jedziemy do lasu, gdzie wybieramy sobie dluga prosta, tak z 4-5km, jedziemy ta prosta w kierunku od stajni klusem anglezowanym i na przemian wysiadywanym. Staram sie nie galopowac ze wzgledu na gwaltowne skoki w alejki poprzeczne, ktore maja zblizyc konika do kierunku stajni - czasami wydaje sie, ze przejedziemy juz prosto, bez tego szalonego skretu w lewo, tzn juz wychodzimy ze skrzyzowania dalej prosto, kiedy niespodziewanie moja angielka robi tak gwaltowny zwrot w bok, ze jesli wogole utrzymam sie w siodle, to wychodzi nam wtedy poltora metrowej srednicy rondo, na ktorym w pol sekundy robimy ze dwa okrazenia. Dalej jedziemy juz spokojnie, do konca tej alejki.
I teraz to najwazniejsze:
- zwrot w kier. stajni i galoooop!!
Nie boje sie skretu, poniewaz kon bedzie wracal ta sama droga, ktora przyszedl.
Mniej wiecej po kilometrze (moze ciut mniej, czuje, ze galop sie uspokaja, wiec lyda i jeszcze ze dwiescie metrow, po czym pozwalam mu na klusik i troche stepu. Po kilku minutkach - jazda pare setek szalonego galopu i wtedy robimy skret w innym juz kierunku, jedziemy dalej juz spokojnie, co najwyzej zebranym galopem od czasu do czasu.
Co o tym myslicie?
Byc moze robie to nie zdajac sobie z czegos zlego sprawy, wiec skomentujcie moja wypowiedz i poradzcie cos (praktycznego)
|
» Wysłany: Pon Kwi 18, 2005 10:48
|