
Adept Jeździecki
Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 90
Status: Offline
|
Rozluźnienie jest psychiczne i fizyczne. Z mojego punktu widzenia do fizycznego dochodzi się przez psychiczne (uspokajasz konia - koń robi się rozluźniony. NIE: zakładasz czambon, koń się uspokaja; jak koń jest spięty psychicznie to patenty nie pomogą, lub pomogą po bardzo długim czasie, ale dlatego, że kon się rozluźni psychicznie). Aby koń się rozluźnił musi przestać napionać mięśnie. Koń napina mięśnie, ponieważ jest w stanie gotowości, strachu, przestrachu, obawy, coś mu nie pozwala się rozluźnić (nie wygoda, ból), lub też dawniej bał się, było mu nie wygodnie i nauczył się być spiętym.
Aby konia rozluźnić należy zacząć z ziemi. Bez lonży - według mnie lonża niewłaściwie używana (a o to bardzo łatwo!) powoduje o wiele więcej złego niż dobrego. Zacznij od pracy z ziemi na linie i zwykłym kantarze. Aby koń się rozluźnił musi zaakceptować Ciebie jako przywódcę (być uległym), wiedzieć, co się stanie (ale nie powinien ubiegać i przewidywać - jedynie tyle, że nic nie może go zaskoczyć), wiedzieć, że nie stanie się nic złego.
Pracując z ziemi (polecam siedem gier parelliego - łatwo dostępne materiały na ich temat, bardzo skuteczne jak ktoś ma mózg i dające o wiele więcej niż tylko umiejętność zagrania w nie) ustalasz hierarchię i pokazujesz koniowi, że jesteś przewidywalna.
Hierarchia - koń, który Ci ufa i chce robić to co mu każesz to koń, który nie musi 'sam się ratować', ani 'dawać sobie samemu radę'. Jesteście w tym samym obozie - ty jesteś dowódcą - koń już nie musi się martwić jak ma przetrwać, tylko jak ma zrobić, by wciąż mu to przetrwanie zapewniała. Taki koń będzie łatwiej podążał za Twoimi wskazówkami, pomocami - nie będzie oporny, tylko będzie chciał je wykonać. Usuwasz więc spięcie wynikające z tego, że koń się broni, nie chce czegoś wykonać.
Ćwiczenia: Siedem Gier
Przewidywalność - koń który wie, że nic go nagle nie zaskoczy to koń, który jest spokojny i rozluźniony. Z takiego stanu można bez większych problemów przejść do stanu spięcia pozytywnego - kiedy koń angażuje tylko te mięśnie, które mu są potrzebne do wykonania zadania.
Ćwiczenia z ziemi to całe Siedem Gier, stosowanie pomocy na zasadzie czterech faz (najpierw dajesz lekką pomoc, jeśli kon nie reaguje - zwiększasz energię). Cała powtarzalność: schematyczność jazdy (nie mylić z nudą!), powtarzalność ćwiczeń, czyli brak ciągłego zmieniania zadań - ćwiczymy jedną rzecz aż koń zrozumie, że teraz nic nowego się nie stanie. Wykonywanie ćwiczeń 'kolistych', powtarzalnych w swojej naturze: jazda po kołach, łukach.
Nic mu się nie stanie - właściwie najważniejsze. Jeśli jeździsz 'źle' (przeszkadzasz koniowi, sprawiasz, że jest mu nie wygodnie), to koń będzie przewidywał, że będziesz mu przeszkadzać - będzie sie spinał. Dlatego trzeba być bardzo krytycznym wobec siebie i nie liczyć na to, że jak koń się spina to dlatego, że jest głupi, albo, że świrnięty, albo, że cośtam jeszcze. Pamiętamy zasadę: my jeździmy na koniu, a nie koń na nas, więc to my się mamy najpierw dostosować do konia, a nie koń do nas. Warto poświęcić dużo czasu na jeżdżeniu w kółko najpierw na luźnej wodzy, delikatnie, nawet niekoniecznie wymagając od konia jakiegoś tempa - jedynie łapiąc rytm i ruch konia. Maksymalnie samemu sie rozluźnić. Potem zacząć samemu angażować odpowiednie mięśnie / pozytywne napięcie/, czyli próbować nie tylko być 'wygodnym workiem kartofli', ale także 'pomocnym workiem kartofli'. Idea jest trochę nawiedzona, a przede wszystkim strasznie trudna do wykonania: chodzi o to, by ie narzucać swojej woli koniowi, nie walczyć z nim. Jeśli walczymy z koniem, to znaczy, że ominęliśmy jakąś bardzo ważną lekcję w ustalaniu hierarchii.
Jednak koniowi może 'coś się stać' wtedy, kiedy wykonuje coś źle. Tzw. kara to niewygoda. Jeśli chcemy pokazać koniowi, że robi coś źle, pokazujemy mu, że to coś jest niewygodne. Gdy jesteśmy niewygodnymi jeźdźcami, to koń będzie stale spięty - niewygodny jeździec to taka ciągła 'kara'. Nie ma co liczyć na konstruktywne rozluźnienie (można liczyć na otępienie).
To podejście 'drugie', czyli, że skupiamy się na sobie i nie na samych ćwiczeniach rozluźniających (takich jak rzucie z ręki) - bo wraz z rozluźnionym, nie agresywnym jeźdźcem przychodzi rozluźniony koń.
Pierwszy podejście zostawiam ujeżdżeniowcom
|
» Wysłany: Pią Sty 04, 2008 19:22
|