| neanderzyca |
» Pią Sty 25, 2008 12:09     |


Lansjer
Dołączył: 29 Lis 2007
Posty: 1539
Skąd: Poznań
Status: Offline
|
Powiedziałam facetowi że jestem zainteresowana (co było oczywistą bujdą, bo nie było mnie stać na konia). Powiedział, że w takim razie ten koń jest idealny, że chodził pod siodłem (sam widział) itp... Poprosiłam go więc o lonżę, żeby sprawdzić, czy jest... czy chodzi. Przyniósł mi linę z łańcuchem na końcu... Chciał mu to włożyć do pyska zaczepiając o kantar (!) Był ze znajomymi, także jakoś udało mi się ich przekonać, że może iść na samym kantarze, i że ja takich wynalazków nie potrzebuje... no i poszliśmy..
oni zdziwieni że koń się słucha... Szukałam wszędzie tego pastwiska, na które rzekomo konie były wypuszczane.. niestety nic takiego nie zauważyłam. (Tego się w sumie spodziewałam..) Powiedziałam, że go wezmę. I spytałam za ile. Chciał 3500zł... Powiedziałam, że jeśli przetrzyma go miesiąc to dam 2000. I może coś dorzucę jeśli będzie "podkarmiony"... O dziwo się zgodził. Wzięłam jego nr tel, żeby sprawdzać, czy go trzyma. Przyjechałam do domu i się załamałam. Koń był strasznie zapuszczony, a ja nie miałam żadnych pieniędzy żeby go wykupić
(pieniądze które zarobiłam wtedy w Londynie poszły na szkołę)
I tak postanowiłam wziąć kredyt. Parę lat temu w szkółce gdzie jeździłam stał podobny koń,tj, pod względem charakteru. (Był moją pierwszą miłością...)I został sprzedany do rawicza:( Nie mogłabym znieść drugiej takiej straty, więc poszłam do pracy i poprosiłam rodziców. Oni wzięli kredyt, ale ja go spłacam. Pojechałam po Neandera 21 października. kiedy ładowałam go do przyczepy wszystko było mu już obojętne. Szedł po prostu jak na ścięcie... Ale był mój. Pan który ze mną po niego przyjechał tylko kiwał głową, kopyta w makabrycznym stanie, wszystkie kości na wierzchu, tak, że można by się anatomii uczyć... Kiedy przyjechał do swojej stajni i zobaczył słomę na posadzce, to się po prostu na nią rzucił. Dostał parę garści owsa, i to był mój błąd, bo po paru dniach dostał kolki. 2razy był u niego wet robić wlewy. Kolka podobno ciężka nie była, ja sama byłam u niego codziennie (stajnia 10km od mojego mieszkanka..) i pamiętam dzień kiedy weszłam do stajni i jego nie było w boksie. kiedy podeszłam bliżej okazało się że leży. Z nosa ciekła mu krew. Tak spanikowałam, że obdzwoniłam wszystkich moich znajomych z pytaniem CO JA MAM ZROBIĆ?! I wszyscy jednogłośnie stwierdzili, bata i do pionu...
Nie miał siły się podnieść, ale w końcu wstał. Chodziłam z nim potem aż do kolejnego przyjazdu weta... Okazało się że krew była po wlewie, dosyć częsta reakcja.
[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:15 ]
Przez parę dni miał dietkę ścisłą, brałam go wtedy na uwiąz i do ogrodu właścicieli, żeby chociaż trochę zjadł i przy okazji się poruszał. (nie było tam pastwiska). Właśnie z tego względu zmieniliśmy po miesiącu stajnie. koń potrzebował dużo ruchu, żeby zacząć wypracowywać mięśnie, których po tym długim czasie nie było już prawie widać. Do nowej stajni zawitaliśmy 1 grudnia:)
oto dokumentacja:)
|
» Wysłany: Pią Sty 25, 2008 12:09
|