| Liquay |
» Sob Lip 16, 2011 0:10     |

Koniuszy
Dołączył: 28 Paź 2007
Posty: 434
Skąd: Miasto Doznań
Status: Offline
|
Jeżdżę tak długo, że aż wstyd się przyznać - zwłaszcza ze względu na marne efekty. Zaczęłam uczyć się w Drzonkowie mając jakieś 6 lat, przez następne 6 obijałam się w szkółkach bez większego celu. Obrazować mój poziom może fakt, że po paru latach nie wiedziałam nawet, na którą nogę galopuję. Po 1 klasie gimnazjum moja mama załatwiła mi konia, którego później dla mnie dzierżawiła. Trwało to dość krótko, ale bardzo dużo się nauczyłam, zrobiłam duże postępy, nawet wystartowałam. Po niecałym roku (z przerwami) w dość niemiłych okolicznościach musiałam się z Litwinem rozstać i przez następny rok tłukłam się po różnych stajniach, również bez większego celu, za to z przerwami. Oczywiście bez trenera, więc moja jazda zaczęła być coraz gorsza i gorsza. 2 czy 3 lata temu poznałam Asię, włascicielkę Hadesa, na którym teraz mogę jeździć. Mimo możliwości nie było czasu i pieniędzy, więc nie mogłam się rozwijać. Od niedawna próbuję wrócić do koni na stałe i jest trudno, nawet bardzo, bo widzę różnicę między tym, co było, jak jeździłam regularnie i z trenerem, a między tym, co jest teraz. Jest mi przykro ze względu na regres jaki zaszedł i fakt, że nie umiem znaleźć przyczyn i rozwiązań dla problemów, z którymi radziłam sobie wcześniej. Cóż, trzymajcie kciuki, żebym się nie podłamała! Ot i cała moja historia .
|
» Wysłany: Sob Lip 16, 2011 0:10
|