Chłopcy tak nie jeżdżą...
Data: 12-09-2004
Temat: Jazda w damskim siodle


Wysypana piaskiem ujeżdżalnia, grupa dziewcząt zręcznie manewruje swoimi końmi w takt muzyki. Jedna z dziewcząt podczas jazdy nerwowo potrząsa głową w przód i w tył, najwyraźniej w ten sposób łapie równowagę, ale wygląda to trochę jak szamotanina oszalałego pisklęcia. - Czy to normalne? - pytam moją sąsiadkę na widowni The British Equestrian Centre w Stoneleigh.

Scena jaką oglądamy mogłaby mieć miejsce w dowolnym ośrodku jeździeckim, gdyby nie to, że oglądane dziewczęta wręcz olśniewały elegancją. Tym razem odrzuciły swoje poplamione bryczesy, klubowe szaliki i tweedowe marynarki. Były ubrane w czarne dopasowane żakiety i długie spódnice, a raczej fartuszki, bo są one rozcięte z tyłu, na głowach miały zamiast toczków cylinderki z woalkami. Taki jest tradycyjny strój obowiązujący podczas jazdy w damskim siodle. Chwilę później dziewczynka z "problemem pisklęcia" została wzięta w obroty przez trenerkę grupy, panią Elizabeth Barkham.

- Cała koncepcja jazdy konnej po damsku opiera się na nieskazitelnie prostej, nieruchomej, eleganckiej postawie jeźdźca - wyjaśniała pani trener swoim podopiecznym.
Są one członkiniami Side Saddle Association Display Team, czyli Towarzystwa Pokazów Jazdy w Damskim Siodle. Towarzystwo powstało w 1974 roku i miało na celu zachowanie sztuki jazdy konnej po damsku, która, jak się wydawało całkiem zanikła.

Upowszechnienie się mody na noszenie spodni przez panie miało wpływ na jazdę konną. Kobiety odrzuciły amazonki zastępując je bryczesami, a nie da się ukryć, że bryczesy i damskie siodło nie pasują do siebie - mówi pani Maureen James ze Stowarzyszenia. Po wojnie woalki, cylindry, spódnice i damskie siodła powędrowały na strych, a panie w bryczesach i oficerkach dosiadły koni po męsku. W latach 60-tych trudno było znaleźć kogoś jeżdżącego po damsku!

Towarzystwo ma nadzieję na dokonanie poważnych zmian. Już dziś może się pochwalić ponad tysiącem członkiń, i to młodych, większość z nich ma mniej niż 20 lat!
- Młodszym dziewczynkom, bo bywają i pięcioletnie, najbardziej podoba się strój, mnie również nęci nie spotykana gdzie indziej elegancja. Wjeżdżając na damskim siodle na plac konkursowy przyciągam wzrok wszystkich widzów - mówi Claire Lewis, która była obwołana najlepszym jeźdźcem Mistrzostw w Damskim Siodle. Ona również należy do grupy pokazowej Elizabeth Barham.

Nie bez znaczenia jest fakt, że jeździć po damsku można nawet na przeciętnym koniu i te amazonki, których nie stać na zakup klasowego konia mogą odnosić sukcesy, gdyż podczas pokazów oceniany jest wyłącznie jeździec, jego prezencja i technika jazdy, jakość ruchów konia ma mniejsze znaczenie.

Zdaniem brytyjskich amazonek jazda po damsku jest najbezpieczniejszym rodzajem jazdy. W damskim siodle siedzi się nieco wyżej, bardziej z tyłu, łęk jest wysoki, a więc nie spada się tak łatwo. Gdy podczas parady w 1981 roku królowa Elżbieta II została zaatakowana przez terrorystę, dosiadała swej klaczy Burmese po damsku i, jak twierdzą, właśnie to uchroniło ją przed upadkiem z konia. Klacz ta była doskonale przygotowana do wszelkich wystąpień publicznych i przez 18 lat królowa dosiadała jej po damsku podczas oficjalnych ceremonii. Od 1990 roku, gdy klacz padła (miała już 29 lat) królowa zaniechała jazdy po damsku, której zresztą podobno nigdy nie lubiła, czyniła to tylko aby zadość czynić tradycji.

Tradycja również sprawiła, że Betty Skelton, prezes Towarzystwa, dosiadała konia po damsku. Szczupła, drobna pani o błyszczących oczach, wyglądających spod eleganckiego czarnego kapelusza, opowiadała: "Nauczyłam się jeździć konno zanim zaczęłam chodzić. Całe dnie spędzałam w siodle. Gdy miałam 15 lat ojciec oznajmił, że jeśli chcę brać udział w biegach myśliwskich, a organizowano ich mnóstwo, muszę nauczyć się jeździć w odpowiedni sposób, czyli po damsku. Tego samego dnia wyjechałam w damskim siodle - stępowałam, kłusowałam, galopowałam. Następnego dnia już skakałam, a trzeciego dnia pojechałam na polowanie. Ojciec kazał mi przez cały rok jeździć bez strzemion, aby nauczyć mnie prosto siedzieć i utrzymywać równowagę bez oparcia w strzemieniu. Jeszcze dziś mogę jeździć na każdym koniu po damsku. Dosiadając konia po damsku musiałam również nosić tradycyjny czarny kostium, dopiero jako mężatka ośmieliłam się włożyć kolorowy żakiet wzorowany na oficerskim mundurze. Gdy ojciec mnie zobaczył, oburzony krzyczał: "Co tu, u diabła, robisz ubrana jak tancerka rewiowa!?

Zasady, również związane z ubiorem, są rygorystycznie przestrzegane w Towarzystwie. Będąc w garderobie Drużyny Pokazowej E. Barkham podziwiałam zgromadzone tam kamizelki, żakiety, spódnice, rękawiczki, peruki, cylindry. Gdy spróbowałam przymierzyć jeden z pięknych jedwabnych kapeluszy, garderobiana uśmiechnęła się i powiedziała: "Proszę tego nie dotykać. Ten kapelusz właśnie był czyszczony. Proszę lepiej poczęstować się sherry."

Sącząc doskonalą sherry słuchałam opowieści o tym, jak ważny jest sposób ubierania się amazonki i jak sztywne reguły, których należy bezwgzlędnie przestrzegać. Strój musi być czarny, ewentualnie granatowy lub w szkocka kratę. Jeśli wyjeżdża się na przejażdżkę przed południem zakłada się melonik, sztywny kołnierzyk i krawat. Po południu nosi się jednwabne cylindry i jedwabne plastrony. Włosy zawsze powiny być upięte, a jeśli nie ma się długich włosów, trzeba przypiąć kok. Zawsze zakłada się woalkę. Koń też powinien mieć odpowiednią prezencję: grzywa zapleciona w 13 koreczków, plus jeden z przodu, ogon musi układać się w fale i łagodnie spływać do ziemi.

Towarzystwo odnosi się z dezaprobatą do tych, którzy nie przestrzegają zasad. Niegdyś tak zachowywała się Irene Benjamin, wiceceprezes Towarzystwa. Doszło do tego, że na przejażdżkę włożyła niebieska spódnicę i czerwony żakiet! Tak jak królowa! I tak ubrana wyjechała na ulicę - oburza się Betty Skelton. Kobiety jeżdżące w damskim siodle nie robią takich rzeczy, to jest w złym guście. Ale poza tym to wspaniała kobieta, co do tego nie ma wątpliwości. Gdy została sparaliżowana wskutek upadku z konia, lekarze orzekli, że do końca życia jest skazana na wózek inwalidzki. Dzisiaj Irenę chodzi lekko utykając i regularnie dosiada konia - oczywiście po damsku i w czarnym żakiecie. Wielu niepełnosprawnych jeździ po damsku. Znany jest pewien starszy gentelman z Somerset, właściciel wspaniałej sfory psów myśliwskich, który stracił nogę podczas II wojny światowej i odtąd jeździ po damsku.

Irene Benjamin jest chyba najbardziej znaną amazonką jeżdżącą po damsku. Ma aż 16 specjalnych kostiumów do jazdy, są wśród nich zarówno historyczne jak i współczesne. Występowała wszędzie: w Europie, USA, Australii i Ameryce Łacińskiej. Jej pokazy gromadziły nie tylko fanów jeździectwa ale i szerszą publiczność. Zachwyceni Amerykanie zaprosili ją do udziału w paradzie z okazji mianowania Busha prezydentem USA. Ona jednak odmówiła, gdyż show w stylu amerykańskim niezbyt jej się podobał, po prostu nie bardzo widziała elegancką postać amazonki w towarzystwie Kaczora Donalda i Myszki Miki. Preferuje natomiast rozmaite widowiska historyczne - jazda po damsku powinna kojarzyć się z romansem rycerskim czy powieścią historyczną.

Ten sposób jazdy przywiozła na Wyspy księżna Anna of Bohemia (Anna Czeska), poślubiona w 1382 roku przez Ryszarda II. Natychmiast znalazła naśladowczynie wśród arystokracji. Ówczesne siodła to prawdziwe dzieła sztuki - atlasowe popręgi, misterne naszycia ze złota i pereł. Nieliczne można dziś oglądać w muzeach.

Gdy w 1974 roku założono Towarzystwo, umiejętność robienia damskich siodeł była w zaniku. Odbywano długie podróże szukając starych siodlarzy, którzy jeszcze potrafili to robić. Ale ich wytwory bywały niewygodne, miały źle wszyte strzemię, nie pasowały do konia. Dobrze zrobione siodło kosztuje około 8000 funtów, a po kupnie i tak trzeba je często dopasowywać. Godzinami wskakuje się na siodło i zeskakuje, a siodlarz stale robi poprawki, usuwa lub dodaje małe skrawki skóry to tu, to tam. Bywa, że trwa to nawet 8 godzin, ale siodło musi pasować i do jeźdźca i do konia

Elegancja i romantyczna otoczka sprawiają, że jazda po damsku ciągle jest bardzo elitarnym sportem. No i te koszty...

Nawet Betty Skelton, która zapewniała, że to naprawdę bardzo elegancki sposób jazdy, po chwili dodaje konspiracyjnym szeptem, że czasem to prawdziwa udręka te cylindry, plastrony, woalki, kamizelki i żakiety. "Nie mów nikomu, że zwykła jazda jest o wiele łatwiejsza..." kończy rozmowę.

Jednak dla nastoletnich amazonek z Drużyny Pokazowej nie mają znaczenia trudności, ani koszty. Wspaniałe jest to, że są w centrum zainteresowania i, że jak mówi 15-letnia Arabella "...chłopcy tak nie jeżdżą"

Dla "Jeźdźców i Koni" (3/94) opowiedziała Agnieszka Ginko

Artykuł dzięki uprzejmości:
Stowarzyszenie W Damskim Siodle







Wydrukowano z serwisu Jeździeckiego Centrum Informacyjnego
Adres artykułu http://www.qnwortal.com/artykul_125