W Lubuskim zlikwidowano kolejny ośrodek hipoterapeutyczny
Data: 08-09-2008
Temat: Hipoterapia


- Zabiera się dzieciom niepełnosprawnym coś, co jest im absolutnie niezbędne! - oburza się Monika Dobruk, której siedmioletni syn korzystał z hipoterapii od ponad dwóch lat. W piątek odbyły się ostatnie zajęcia. O ich likwidacji zdecydowała dyrekcja ośrodka. Do redakcji Gazety Lubuskiej zadzwoniła zbulwersowana Czytelniczka, która nie zgadza się z likwidacją zajęć. Sekcja hipoterapii działała przy Lubuskim Ośrodku Rehabilitacyjno - Ortopedycznym od 2002 r.

- Z terapii korzystały nie tylko dzieci i młodzież, ale także dorośli. Ja również chodziłam na zajęcia - opowiada przejęta Urszula Urbanowicz.- Wszyscy uwielbiają trzy konie, które mają zbawienny wpływ na chorych. Nie rozumiem, jak można przekreślić sześć lat funkcjonowania rehabilitacji! Przecież pomogła tak wielu osobom! - dodaje pani Urszula.

Rodzice są zdruzgotani

- To naprawdę wielka szkoda tym bardziej, że w okolicy nie ma odpowiedniej rehabilitacji dla mojej córki - mówi Iwona Pazdan, mama opóźnionej w rozwoju Fabiany. Dziewczynka chodziła na zajęcia przez dwa lata.

- Nie potrafi samodzielnie podnieść się z ziemi, ale na koniu podpiera się i prostuje bez problemu. Uczy się, jak zachować równowagę. Chodziłyśmy tam dwa razy w tygodniu. Mała zżyła się z Puckiem i ekipą sekcji - opowiada mama.

Szymon, syn Moniki Dobruk, jest upośledzony w stopniu znacznym. - Kontakt z końmi bardzo mu pomógł. Przywiązał się do nich, po dłuższej nieobecności z radością biegł do zwierząt -mówi pani Monika, która płaciła za cotygodniowe zajęcia.

- Gdy dowiedziałam się, że zamykają sekcję, prawie się rozpłakałam - opowiada Józefa Durkalec, mama 14-letniego Wojciecha. Chłopiec ma zespół Downa, chore nogi i słabe ścięgna. Gdy pierwszy raz siadał na koniu, był niemal bezwładny, a teraz po pół roku rehabilitacji siedzi prosto jak struna.

- Dziecko zmieniło mi się nie do poznania. Uwielbia Pucka, karmi go marchewką. Syn dużo straci na likwidacji hipoterapii - martwi się mama.

Dzieci czekające na hipoterapię.

Życzliwi pomagają

Trzy konie: Smerfi, Browar i Pucek spokojnie skubią zieloną trawę na terenie przy ośrodku. Niedługo zostaną najpewniej sprzedane.

- Szkoda, bo w zajęciach z nimi uczestniczyło wielu chętnych - smuci się Magdalena Makowska - Hyżorek, kierownik sekcji hipnoterapii. Pacjenci ośrodka korzystali z nich za darmo, osoby prywatne płaciły za lekcje.

Przy koniach pomagali ludzie dobrego serca. - Hipoterapia dawała korzyści nie tylko pacjentom, ale także nam - opowiada wolontariuszka Joanna Oleksiak. - Uczyła nas cierpliwości, kontaktu i współpracy z ludźmi zarówno chorymi, jak i zdrowymi. Zauważyłam, że gdy dzieci przebywały z końmi, zapominały o bólu i smutkach.

- Mnie też jest przykro z powodu likwidacji sekcji hipoterapii, bo dawała dużo dobrego. Poza tym powstała z mojej inicjatywy - mówi Jacek Kaczmarczyk, dyrektor ośrodka. Wylicza, że koszty utrzymania koni, stajni, ubezpieczenia i opłacenia pracowników to nawet kilkaset tysięcy rocznie.

- Niestety Narodowy Fundusz Zdrowia nie refunduje zajęć, a sami nie jesteśmy w stanie ich finansować. Szukałem pieniędzy w różnych źródłach, ale na próżno. Nie stać nas na utrzymanie hipoterapii. Może kiedyś to się zmieni tym bardziej, że park zostaje - dodaje dyrektor.

NFZ nie daje żadnych szans na pomoc. - Hipoterapia nie jest i nigdy nie była finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Nie ma jej w wykazie refundowanych zabiegów terapeutycznych - mówi Sylwia Macher - Nowak, rzeczniczka oddziału NFZ w Zielonej Górze.

autor: Dagmara Dobosz, źródło: Gazeta Lubuska, fot. Patryk Arłamowski


Od redakcji

Wielokrotnie monitowaliśmy na naszych stronach, iż fakt, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje zabiegów hipoterapeutycznych, których skuteczność w leczeniu dzieci dotkniętych tak okrutnie przez los, jest co najmniej odrzucający. Niestety nic do dziś się nie zmieniło i niewiele wskazuje iż miałoby w najbliższym czasie zmienić.

Może pomocny okaże się fakt, iż sprawą powoli zaczynają interesować się media powszechne, jak Gazeta Lubuska, a nie jedynie te przeznaczone dla ludzi, którzy o problemie wiedzą od dawna. Nam pozostaje wierzyć, iż znajdą się osoby o większych sercach od tych należących do urzędników (warto wspomnieć, że na "łóżko" w szpitalach przypada 3 zł 20 gr. na dobę - dzienna dieta posła wynosi 900 zł), które wspomogą bezinteresownie hipoterapię.

pa







Wydrukowano z serwisu Jeździeckiego Centrum Informacyjnego
Adres artykułu http://www.qnwortal.com/artykul_1420